fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Fotogalerie

Gigantyczny An-225 wylądował na Okęciu z maseczkami

AFP
Lądowanie kolosa ściągnęło na Okęcie tłumy fanów. Policja była wyrozumiała.

Największy samolot transportowy świata z 7 milionami maseczek typu P2, kilkuset tysiącami kombinezonów ochronnych i taką samą ilością przyłbic wylądował we wtorek o 9.57 na lotnisku Okęcie w Warszawie. Wyleciał z Chin z lotniska koło Pekinu, w poniedziałek wylądował w Kazachstanie, gdzie uzupełnił paliwo, po czym w nocy (według czasu polskiego) wystartował w kierunku Polski.

Transport na zlecenie Kancelarii Premiera przygotowały spółki KGHM Polska Miedź i Lotos. To już drugi ładunek zlecony przez miedziowego giganta. Pierwszy samolot wylądował 26 marca.

– Łączna wartość materiałów medycznych, których zakup zorganizowaliśmy, to już około 15 milionów dolarów – mówi prezes spółki Marcin Chludziński.

Gratka dla fanów

Sprzęt potrzebny do walki z koronawirusem ma trafić głównie do lekarzy i pracowników medycznych. Premier Mateusz Morawiecki zdradził, że zakup nie był łatwy z powodu niedoboru materiałów na świecie.

– To, że samolot mógł przylecieć właśnie do Polski, poprzedziły długie godziny negocjacji – przyznał premier. Z kolei Donald Tusk skomentował w mediach społcznościowych sprawę krótko: "Jeszcze nigdy tak wielki samolot nie dostarczył tak wiele maseczek tak nielicznym."

Nie to wzbudziło jednak ogromne zainteresowanie gapiów, którzy licznie przybyli w okolice Okęcia, lecz latający kolos – An-225 Mrija. Ta radziecka maszyna została wyprodukowana tylko w jednym egzemplarzu pod koniec lat 80. XX wieku. Od 2001 r. samolot jest używany komercyjnie przez ukraińskie linie Antonov Airlines do transportu ciężkich ładunków. W Polsce samolot był wcześniej dwa razy – ostatnio 15 lat temu.

Chociaż transmisję z wydarzenia można było obserwować na bieżąco, bo port lotniczy udostępnił ją na Facebooku, to mimo apeli o niewychodzenie z domu setki fanów lotnictwa przyjechały do Warszawy, żeby na własne oczy zobaczyć, jak ląduje największy samolot świata. Parkowali samochody, gdzie tylko się dało – na ulicach, trawnikach, pobliskich parkingach przy supermarketach, wiadukcie, a w okolicy ścieżki schodzenia samolotu na pas startowy lotniska zajęli nawet prawy pas autostrady, tzw. południowej obwodnicy stolicy. Utworzył się wielki korek pomiędzy Portem Lotniczym Chopina a lotniskiem Cargo.

– Sądząc po rejestracjach aut, mniej więcej połowa ludzi przyjechała z kraju, nawet z odległych województw, jak np. z Dolnego Śląska. Z rozmów wynikało, że niektórzy jeżdżą po całej Europie, by zobaczyć takie lądowania. Byli też obcokrajowcy, słyszałem, jak wymieniali uwagi po angielsku – opowiada nasz rozmówca, który obserwował lądowanie maszyny.

Wielu pasjonatów lotnictwa zjawiło się na kilka godzin przed lądowaniem, nie mieli noclegów, więc koczowali w samochodach, czekając do rana. Niektórzy wyposażeni w profesjonalne aparaty do robienia zdjęć stali przy ogrodzeniu lotniska i pasie autostrady.

Jeden mandat

Policjantów najwyraźniej zaskoczyło tak ogromne zainteresowanie – nie nadążali ze zwracaniem uwagi o zakazie parkowania. Przez głośniki nawoływali, żeby się rozejść, sugerując, że osoby, które się nie podporządkują, mogą być namierzane po lokalizacji telefonów komórkowych – jednak apele nikogo nie wystraszyły. Ludzie co najwyżej zmieniali miejsce. Większość nie miała na twarzach maseczek.

– Jest nas mało, a tu mamy największy air show w czasach koronawirusa – mówił jeden z policjantów.

Mrija, czyli po ukraińsku „marzenie”, zrobiła ogromne wrażenie na fanach. Samolot zniżył się do pasa, przeleciał, jakby miał usiąść, ale nie osiadł, tylko odszedł na drugi krąg.

– Załoga najpewniej, widząc tłumy, zrobiła ludziom frajdę. Antonov zakołysał skrzydłami, przesyłając tak pozdrowienia dla fanów. Ludzie byli zachwyceni, rozległy się oklaski – opowiada nasz rozmówca.

W kulminacyjnym momencie największy tłum zgrupował się między autostradą a ogrodzeniem lotniska, na ścieżce schodzenia samolotu. – Mogło tam być co najmniej tysiąc osób – szacuje obserwator.

Policja potraktowała gapiów wyjątkowo łagodnie. Być może dlatego, że nie mogła nadążyć z karaniem mandatami wszystkich, którzy zaparkowali w niedozwolonych miejscach.

– Skontrolowaliśmy te osoby, ale nie stwierdziliśmy złamania przepisów z rozporządzenia ministra zdrowia, który mówi, że można przemieszczać się do pracy czy też w ramach zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego. Każdy zatrzymał się tylko na chwilkę, by po drodze popatrzeć – zapewnia nas sierż. Karol Cebula z komisariatu III w Warszawie.

Jedyny mandat otrzymał kierowca, również z grupy gapiów, który zablokował wjazd do Cargo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA