fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Bolesne pożegnanie z matką

Nanni Moretti i Margherita Bay
Gutek
Nikt tak nie potrafi opowiadać o odchodzeniu bliskiej osoby jak Nanni Moretti. Jego „Moja matka" od piątku w kinach.

W nakręconym w 2001 roku „Pokoju syna" lewicujący intelektualista opowiedział o rodzinie, która traci kilkunastoletniego syna. Teraz Nanni Moretti znów pokazuje film o śmierci najbliższej osoby. Film bardzo bolesny i osobisty. On sam pożegnał się z ukochaną matką.

Margherita, bohaterka „Mojej matki", podobnie jak Moretti jest reżyserem. W pierwszych scenach usiłuje zapanować nad planem filmowym, na którym nic nie idzie jak trzeba: w realizowanym w Rzymie filmie gra gościnnie amerykański gwiazdor, bufonowaty facet, który nie jest w stanie nawet zapamiętać dialogów. Potem Margherita na konferencji prasowej musi rozmawiać z dziennikarzami z coraz głupszych mediów, zadającymi coraz głupsze pytania.

KONKURS

Dla naszych czytelników mamy podwójne zaproszenia do Kina Muranów w Warszawie:

Dowolny seans w Kinie Muranów, bilet ważny do 31.12.2015 - 7 podwójnych zaproszeń - (esemes o treści ZW.02.Imię Nazwisko)

Aby je wygrać, wyślij w środę (18 listopada) esemes z danym kodem na nr 71601 (cena 1 zł plus VAT - 1,23 zł).

Wygrywa co drugi esemes z danym kodem wysłany na podany numer w godz. 17.30 - 19.30 w dniu 18 listopada, do momentu wyczerpania puli nagród (zaproszenie będzie można odebrać na miejscu, informacja o wygranej znajdzie się w esemesie zwrotnym).

A obok jest normalne życie. Partner, z którym się właśnie rozstaje, konflikt z córką, a przede wszystkim matka. Chora na serce, nieubłaganie gasnąca w szpitalu. Brat Margherity rzuca pracę i na co dzień opiekuje się matką. Margherita łapie każdą chwilę, by z nią być, ale już nie daje rady. Wszystko wali jej się na głowę.

Jest w „Mojej matce" wszystko: sztuka, życie, miłość, rodzina, nieuchronność przemijania, ból bezradności, gdy kochana osoba odchodzi na naszych oczach.

To piękna historia o różnych priorytetach życiowych, ale i o tym, jak mało wiemy o swoich bliskich. Dopiero wtedy, kiedy na wszystko będzie za późno, Margherita zrozumie, ile jej rodzicielka dawała z siebie innym. Starsza pani była nauczycielką, którą uczniowie kochali. A córka zda sobie sprawę, że tak do końca jej nie znała. Ale czy zna siebie, własne uczucia? A co wie o swoim dziecku? Moretti jak zwykle nie ocenia. Przypomina tylko, że warto żyć uważnie.

Jest w „Mojej matce" prawda. Także dzięki bardzo naturalnej i autentycznej Marghericie Bay, której partneruje jako brat sam Nanni Moretti. I Giulii Lazzarini w roli matki – ciepłej i mądrej starej kobiety zdającej sobie sprawę, że odchodzi, więc martwiącej się o tych, których zostawia. Świetną kreację tworzy też John Turturro jako bufon z Hollywood.

Moretti obserwuje mało ważne z pozoru sytuacje i drobne gesty, buduje precyzyjnie swój film, zmienia jego tempo. Chaos planu filmowego miesza się z ciszą, jaka panuje w opuszczonym, pełnym książek mieszkaniu matki. Kamera nagle zbliża się do twarzy, do oczu pełnych bólu. Wychodziłam z kina ze ściśniętym gardłem, widziałam, jak widzowie obok też dyskretnie wycierali z policzków łzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA