fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Vox Lux": Współczesny paradoks śmierci

Natalie Portman w roli bohaterki mediów przypomina Madonnę
Materiały prasowe
W „Vox Lux” z Natalie Portman reżyser Brady Corbet dotyka dwóch wyznaczników współczesności: terroryzmu i celebryctwa.

– W takich czasach żyjemy – mówi amerykański aktor i reżyser, który wcześniej debiutował „Dzieciństwem wodza”. – W mediach informacje o kolejnej strzelaninie w szkole czy masakrze na ulicy przeplatają się z plotkami, że Ariana Grande ścięła swój koński ogon. Ludzie pytani o to, co wryło im się w pamięć z początku wieku XXI, odpowiadają zwykle: „Tragedia 11 września”, a potem dodają: „I przeboje Britney Spears”.

Zabita wrażliwość

Jest rok 1999. Bohaterka „Vox Lux” jako 13-latka przeżywa szkolną strzelaninę. Jak w Columbine, kolega wchodzi do klasy z pneumatycznym karabinem, zabija nauczycielkę, potem kieruje broń w stronę uczniów. Celeste Montgomery zostaje ciężko ranna, przechodzi trudną rehabilitację, od nowa uczy się chodzić. Są przy niej w najtrudniejszych chwilach siostra i muzyka. Na mszy, podczas której mieszkańcy miasteczka modlą się za ofiary i występują przeciw przemocy i nienawiści, dziewczynka ma powiedzieć kilka słów. Nie umie wrócić do wspomnień, więc śpiewa. W ciągu roku jej piosenka staje się wielkim przebojem. Życie Celeste zmienia się diametralnie. Dziewczyna nagrywa kolejne utwory, u jej boku pojawia się menedżer. Niezmienna jest tylko miłość siostry.

Druga część filmu toczy się po 20 latach od tamtych wydarzeń, współcześnie. Celeste jest wielką gwiazdą. Obok niej wciąż są ci sami ludzie: menedżer i siostra, która – choć była przecież od niej bardziej utalentowana i pisała jej piosenki – pozostaje w cieniu, pełna poświęcenia, wierna. To ona wychowała córkę Celeste – owoc jej jednonocnej przygody, gdy była jeszcze nastolatką.

Gwiazda przeżyła trudny czas, ale teraz wraca na szczyt. Wydała nowy album, promuje go na wielkich koncertach. Znów ścigają ją paparazzi, uwielbiają tłumy. Przeskok o 20 lat pozwala Corbetowi bardzo wyraźnie pokazać zmianę, jaka zaszła w Celeste. To już nie jest nieśmiałe dziecko, które przed laty wyśpiewało swój sprzeciw wobec przemocy. To megapopularna celebrytka, z całym sztabem ludzi za nią stojących. Świadoma swojej siły, arogancka, idąca po trupach. Pijaczka i narkomanka z trudem panująca nad sobą i rzeczywistością. Próbująca jeszcze tylko od czasu do czasu porozmawiać z córką. Ale przecież nawet wtedy, gdy idzie z nią do baru, najpierw po cichu zamawia u barmana alkohol w tekturowym kubku do coca-coli, a potem wywołuje awanturę, gdy ktoś chce się z nią sfotografować. Przez 20 lat spędzonych w show-biznesie wyparowała z niej wrażliwość, a w jej miejsce pojawiły się buta i przeświadczenie o własnej sile. Celeste gwiazda gardzi ludźmi, zdradza tych, którzy obok niej trwają, upokarza siostrę.

Królowa popu

Film to głos o współczesnym świecie, skupiającym światło reflektorów na celebrytach z okładek magazynów dla kobiet, pierwszych stron popołudniówek i plotkarskich portali. „Vox Lux” przeraża. W ostatniej scenie Corbet filmuje koncert gwiazdy. Celeste Montgomery emanuje energią, porywa. Jest niekwestionowaną królową popu. Ale widz wie, co kryje się za tym obrazem. Obserwował, jak półprzytomną od alkoholu, używek i napięcia piosenkarkę reanimował przed koncertem cały zespół pracujących dla niej ludzi. Nawet jeśli ten obraz show-biznesu jest prawdziwy tylko w części, to wciąż Corbet zadaje ważne pytania: kogo dzisiaj stawiamy na piedestałach? Jakie są nasze autorytety?

Ale 30-letni reżyser dotyka też największego problemu współczesności. Spina film scenami terrorystycznych ataków. W pierwszej części to strzelanina w szkole, w drugiej – zamach na turystów na chorwackiej plaży, przeprowadzony przez zamaskowanych napastników z karabinami w rękach. Corbet łączy dwa światy, o których opowiada, bo terroryści noszą srebrne maski, jakie mieli wykonawcy w teledysku Celeste. Stawia trudną, ale nie pozbawioną prawdy diagnozę: i bogom show-biznesu i terrorystom zależy na rozgłosie.

Własna hierarchia

Młodą Celeste delikatnie i z wyczuciem gra Raffey Cassidy, która zresztą w drugiej części nie znika z ekranu, bo pojawia się jako nastoletnia córka Celeste. Natomiast główną bohaterkę z roku 2017, starszą o prawie 20 lat, przejmuje od niej Natalie Portman. W dżinsach i skórzanej kurtce przypomina trochę Madonnę z lat 80. Jest przeszarżowana, ale przecież tworzy ciekawą kreację. Laureatka Oscara za rolę chorej na sławę baletnicy z „Czarnego łabędzia” kreuje tu postać gwiazdy pop, oscylując między pewnością siebie tabloidowego monstrum a bezradnością i samotnością w tłumie.

Dziennikarze przypominają, że Natalie Portman też zaczynała karierę jako młodziutka dziewczyna. Mając 13 lat, u boku Jeana Reno, zagrała w „Leonie zawodowcu”, a potem dorastała na kolejnych planach filmowych.

– Czasem sama zastanawiam się, jak przez ten czas przeszłam – mówi aktorka, która zawsze omijała niebezpieczeństwa show-biznesu. – Popularność nie jest łatwym doświadczeniem dla kogoś, kto nie ma jeszcze w pełni ukształtowanej, własnej hierarchii wartości. Mnie pomógł rodzinny dom. Rodzice, którzy zawsze sprowadzali mnie na ziemię i przypominali, że sława sławą, a najważniejsze jest wykształcenie dające mocne osadzenie w życiu. Studiowałam psychologię, która nie pozwoliła mi odlecieć.

Więc takie osobowości w show-biznesie też się zdarzają. Ale dziewczyn podobnych do Celeste jest pewnie więcej.

W „Vox Lux” komentarz z offu, wygłaszany spokojnym, pozbawionym emocji głosem Willema Dafoe, przypomina tekst publicystyczny. Każe spojrzeć na świat z dystansu. Ale ten dystans nie rodzi obojętności. „Vox Lux” wywołuje niepokój. I choć chwilami wydaje się chaotyczny i efekciarski, jest ciekawym komentarzem na temat dzisiejszego świata.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA