fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Batalia o cenę prądu z morskich farm wiatrowych

Adobe Stock
Zaproponowana cena referencyjna za energię z morskich wiatraków jest za niska i stawia pod znakiem zapytania realizację planowanych inwestycji – alarmuje branża.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło projekt rozporządzenia określający cenę maksymalną za energię elektryczną wytworzoną w morskich farmach wiatrowych. Ustalona stawka wynosi 301,5 zł za megawatogodzinę (MWh). Będzie ona podstawą rozliczenia prawa do pokrycia ujemnego salda w pierwszej fazie systemu wsparcia dla tej branży. To rodzaj pomocy dla właścicieli farm, która ma dać im m.in. gwarancję pokrycia niezbędnych kosztów inwestycji.

– Wyznaczona w rozporządzeniu cena referencyjna tego nie gwarantuje. Już teraz jej poziom w niewielkim stopniu odbiega od poziomu cen energii elektrycznej na rynku spot. Przy prognozowanym na kolejne lata wzrośnie presji na ceny energii pod wpływem drożejących uprawnień do emisji CO2 cena uzyskiwana przez inwestorów mogłaby być niższa od rynkowej. A to utrudni inwestorom stawiającym pierwsze projekty rozmowy z instytucjami finansowymi – ostrzega Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Nietrafione założenia?

PSEW zwraca uwagę, że wyznaczona w rozporządzeniu stawka jest ceną maksymalną. Oznacza to, że przy weryfikacji poziomu wsparcia dla poszczególnych projektów zarówno przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, jak i Komisję Europejską może być jedynie obniżana i ustalana indywidualnie dla każdego projektu. Według branży przyjęte przez resort parametry do ustalenia ceny są zbyt konserwatywne i niedostosowane do uwarunkowań krajowego rynku morskich farm wiatrowych, który jest w początkowej fazie rozwoju.

– Cena referencyjna wyznaczana dla projektów w pierwszej fazie rozwoju rynku miała pozwalać na realizację wszystkich projektów zaplanowanych do tej fazy, czyli inwestycji o łącznej mocy 5,9 GW. Tymczasem projekt, mimo iż ma wyznaczać cenę maksymalną, mówi o cenie średniej. W praktyce stawia to pod znakiem zapytania realizację całości zaplanowanych mocy – przekonuje Gajowiecki.

Resort klimatu tłumaczy w uzasadnieniu do rozporządzenia, że wyliczenie stawki zostało oparte na parametrach technicznych przedstawionych przez biuro pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej i Polskie Sieci Elektroenergetyczne, a następnie zatwierdzonych przez specjalnie do tego powołany zespół. Resort przyznaje jednocześnie, że nieprawidłowo wyliczona cena maksymalna może uniemożliwić lub znacząco opóźnić rozwój sektora morskiej energetyki wiatrowej w Polsce.

Większy potencjał

Zatwierdzona na początku lutego polityka energetyczna państwa zakłada, że produkcja z morskich farm wiatrowych będzie miała największy udział w wytwarzaniu energii elektrycznej z odnawialnych źródeł. W 2030 roku moc zainstalowana w tego typu elektrowniach ma sięgnąć około 5,9 GW, a w 2040 roku – już 11 GW. Zdaniem ekspertów to zbyt ostrożne szacunki.

– Jeśli do 2040 r. Polska miałaby wybudować jedynie 11 GW mocy zainstalowanych w morskich farmach wiatrowych, to ambitne cele giełdowych firm są zagrożone. Przecież tylko Polska Grupa Energetyczna chce do 2040 r. mieć farmy o łącznej mocy 6 GW, czyli więcej niż połowę rynku. A co w takim razie z ambicjami PKN Orlen, Polenergii, RWE, Tauronu, Enei i pozostałych firm? – zastanawia się Bartłomiej Kubicki, analityk Societe Generale.

Z wcześniejszych deklaracji resortu klimatu wynika, że inwestycje w morską energetykę wiatrową pochłoną około 130 mld zł do 2040 r. Sama PGE szacuje, że budowa dwóch pierwszych zaplanowanych przez nią farm kosztować będzie 30–40 mld zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA