fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Reforma szkolnictwa wyższego: dłuższa droga do dyplomu

Fotorzepa, Rafał Guz
Studia wieczorowe czy zaoczne będą trwały nawet siedem lat. Ma to podnieść ich jakość.

„Rzeczpospolita" dotarła do szczegółów reformy szkolnictwa wyższego przygotowywanej przez wicepremiera Jarosława Gowina.

Rewolucji należy się spodziewać na studiach niestacjonarnych. Zostaną one wydłużone o dwa semestry. Oznacza to, że studia dwustopniowe – licencjackie i magisterskie – będą trwały w sumie przynajmniej siedem lat. Natomiast jednostopniowe studia magisterskie wieczorowe lub zaoczne, które dziś tradycyjnie trwają pięć lat, wydłużą się o rok.

Takie posunięcie resort tłumaczy troską o poziom nauki. – Wydłużenie ma umożliwić studentom niestacjonarnym bezpośredni kontakt z nauczycielem akademickim na takim samym poziomie jak studentom dziennym. Zajęcia na studiach zaocznych są skumulowane, trwają cały weekend, bo tyle zazwyczaj trwa zjazd. Zjazdy są najczęściej organizowane co dwa tygodnie – mówi Piotr Dardziński, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

Według pracodawców i samych studentów przygotowanie teoretyczne absolwentów studiów niestacjonarnych rzeczywiście jest dziś słabsze.

– Podniesienie jakości kształcenia to konieczność – twierdzi Tomasz Tokarski, przewodniczący Parlamentu Studentów RP.

– Jeżeli dyplomy mają być równoważne, studenci zaoczni powinni się uczyć dłużej – mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan. Dodaje jednak, że absolwent studiów zaocznych pracujący podczas nauki w firmie, której działalność jest związana z jego studiami, jest bardziej pożądanym pracownikiem niż absolwent studiów dziennych.

Wydłużenie studiów ma też złe strony. – Może zniechęcić do studiowania. Magisterskie studia zaoczne służą często szybkiej zmianie kwalifikacji na te bardziej pożądane na rynku – zauważa prof. Piotr Stec z Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej.

Dobrą informacją dla studentów jest natomiast to, że również ci starsi będą się mogli ubiegać o kredyty studenckie. Będą one bowiem przyznawane studentom, którzy rozpoczną studia przed 30. rokiem życia. Obecnie granicą jest 25 lat.

Uczelnie mają mieć więcej swobody w kształtowaniu swojego ustroju. To w statucie uczelni, a nie w ustawie, będzie zapisane, czy będą na niej tworzone wydziały. – To władze uczelni zdecydują, czy zostaną powołani prorektorzy, kanclerze, kwestorzy, dziekani czy prodziekani. Ustawa wymusi tylko to, że na uczelni będą rektor, senat i rada uczelni – mówi Piotr Dardziński.

Nowością jest też powołanie szkół doktorskich na uczelniach. Każdy ich słuchacz otrzyma stypendium. Po dwóch latach nauki będzie egzamin. Niestacjonarnych studiów doktorskich nie będzie w ogóle. Pozostaną natomiast doktoraty z wolnej stopy. Reforma ma wejść w życie w październiku 2018 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA