fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Izabela Leśniewska: Sądy ignorują przemoc szkolną

Adobe Stock
Liczymy na współpracę z rodzicami, policją i sądami. Sami nie poradzimy sobie z agresją uczniów – mówi Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu.

Kiedy w szkole dojdzie do tragicznych zdarzeń, pojawiają się głosy, że to efekt zaniedbań ze strony nauczycieli i dyrekcji. Co szkoła może zrobić?

Jeśli rodzice chcą z nami współpracować, możemy zrobić sporo – nie tylko rozmawiać, ale także na podstawie orzeczenia czy opinii z poradni wspólnie wypracować zasady postępowania z agresywnym dzieckiem i uspokoić sytuację.

Dlatego dobrze, gdy w szkole jest psycholog.

Nie powiedziałabym, że jest on niezbędny. Oczywiście jest to moja perspektywa. Bardziej przydałby się psychoterapeuta, który by pracował z dzieckiem i jego rodziną. Do poradni są wielomiesięczne kolejki. Część dzieci nigdy do nich nie dotrze.

Rodzice chętnie współpracują?

To zależy. Często długo rodzice nie są w stanie zaakceptować faktu, że ich dziecko ma problem. Mieliśmy kiedyś siedmiolatka z atakami agresji. Długo namawialiśmy rodziców do poszukania pomocy specjalistów. Kiedy rodzina zaczęła korzystać z pomocy terapeuty, sytuacja się uspokoiła.

A jeśli rodzice się sprzeciwią?

Wtedy jest trudniej. W tle mogą być problemy, o których nie wiemy: rodzina dysfunkcyjna, nieinteresująca się dzieckiem lub przeciwnie – nadopiekuńcza. Wtedy zwracamy się do policji i pomocy społecznej, by przyjrzały się tej sytuacji. Jeśli to nie pomoże, a dziecko np. stanowi zagrożenie dla siebie i dla innych dzieci, kierujemy sprawę do sądu.

Jak ocenia pani współpracę z tymi instytucjami?

Z policją bardzo dobrze, z dzielnicowym jesteśmy w stałym kontakcie. Z sądem jest znacznie gorzej. Sprawy rozpatrywane są długo, a nasze opinie są ignorowane. W rezultacie uczeń, o którym wiemy, że może być potencjalnie niebezpieczny, nadal jest w szkole, a my nie mamy żadnych środków, by w momencie ataku mu w tym przeszkodzić. Według sądów to, co dzieje się w szkołach, zwykle określane jest jako niska społeczna szkodliwość czynów.

Możecie liczyć na wsparcie kuratorium oświaty?

Nie. Jeśli w szkole jest agresywne dziecko, rodzice piszą skargi do kuratorium. Przychodzi wówczas kontrola, ale wyłącznie po to, by sprawdzić nam dokumenty. Nikt nie próbuje nas wspomóc. Musimy radzić sobie sami i liczyć na to, że nie dojdzie do nieszczęścia.

Co według pani należałoby zmienić w szkole?

Należy wprowadzić takie regulacje prawne, które by zobowiązywały rodziców do współpracy ze szkołą. Jeśli diagnozujemy na poziomie szkoły, że dziecko wymaga wsparcia zewnętrznego, rodzic powinien podjąć działania i podać nam informację, która uzupełni naszą wiedzę, by lepiej organizować pracę. Jeśli wzywamy karetkę psychiatryczną, to chcemy wiedzieć, jakimi systemowymi działaniami zostanie objęty uczeń, jak mamy dalej z nim postępować. Jeśli szkoła jest odpowiedzialna za bezpieczeństwo, to powinno to być symetryczne z odpowiedzialnością i obowiązkami rodziców. I stwórzmy klimat do tego, by szkoła nie obawiała się korzystać z pomocy policji czy sądu i by traktowały one szkoły po partnersku. Sami z nieletnimi bandytami sobie nie poradzimy.

Rozmawiała Joanna Ćwiek

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA