fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Haszczyński: Izrael i „polskie obozy”. Trzeba rozbroić tę bombę

Fotorzepa, Piotr Guzik
Zupełnie nieoczekiwanie znaleźliśmy się u progu izraelsko-polskiej wojny o „polskie obozy”. Należy subtelnie rozbroić bombę, która znalazła się w dzielonym przez Polaków i Żydów pokoju.
Wiadomo, kto ją podłożył – lider opozycyjnej partii Jesz Atid, Jair Lapid. I wiadomo, czym to argumentował – przyjętą w piątek przez Sejm zmiany ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, której celem jest między innymi zwalczanie używania kłamliwego określenia „polskie obozy”.
 

 

Nie jest natomiast jasne, dlaczego działania Jaira Lapida w sposób nadzwyczajny potraktował premier Izraela Beniamin Netanjahu. Można przypuszczać, że chodzi o politykę wewnętrzną Izraela. Netanjahu ma na głowie kilka skandali, prawdopodobne są przyśpieszone wybory do Knesetu, Jair Lapid mógłby stanąć na czele zwycięskiego obozu, jeżeli udałoby mu się wyciągnąć z rządu inną centrową partię – Kulanu.

Niezależnie od powodu izraelski premier zareagował tak, jakby nie zależało mu na stosunkach z Polską, którą dotychczas traktował jako jeden z najprzyjaźniejszych krajów w UE. I – co może nawet ważniejsze – jakby on i Żydzi na świecie nic wcześniej nie słyszeli o walce Polski ze zrzucaniem na nią winy za niemieckie zbrodnie.

A nie jest to prawda. Przeciw określeniu „polskie obozy” występował były przewodniczący Knesetu Szewach Weiss (leciałem z nim w sobotę samolotem do Tel Awiwu, ale nie poprosiłem o komentarz, wówczas jeszcze nie wiedziałem, że zmierzamy ku wojnie). Może Weiss jest znany przede wszystkim w Polsce i Izraelu, ale tego nie można już powiedzieć o Ronaldzie Lauderze, wspierającym Netanjahu szefie Światowego Kongresu Żydów. Lauder w wywiadzie, którego mi udzielił dokładnie trzy lata temu, powiedział „znajdzie pan we mnie dobrego sojusznika” w walce z określeniem „polskie obozy”.

Przede wszystkim zaś sam Netanjahu ze swoimi ministrami przyjmował w listopadzie 2016 roku w Jerozolimie pół gabinetu Beaty Szydło i podpisał międzyrządowe oświadczenie, w którym jest mowa o sprzeciwie wobec „używania błędnych terminów” takich jak właśnie „polskie obozy”.

I nagle wszystko podważył wpis na portalu społecznościowym Jaira Lapida, który uznał, że istniały polskie obozy i żadne polskie prawo tego nie zmieni. Użył argumentu: jako syn ocalałego z Holokaustu wie, jak było i nie pozwoli się pouczać.

Poparcie przez premiera Netanjahu takiej argumentacji i gwałtowne postawienie pod znakiem zapytania dorobku pojednania postawiło polski rząd w niezwykle trudnej sytuacji. Także dlatego, że w polskojęzycznym internecie zaroiło się od wpisów podważających ten dorobek, opowieści przodków o Żydach i buńczucznych wypowiedzi, że nie pozwolimy się pouczać.

Premier Mateusz Morawiecki i jego gabinet nie mogą ulegać internetowym emocjom. Muszą jednocześnie, i nie tylko oni, bronić prawdy historycznej – tego, że nie było polskich obozów.

Trzeba zimnej krwi sapera i wrażliwości poety, by powstrzymać wojnę izraelsko-polską o historię. Ale to jest możliwe.

Jerzy Haszczyński

(z Tel Awiwu)

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA