fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Tabloid może zrobić z ciebie mordercę - zadośćuczynienie za naruszenie prawa do wizerunku

123RF
38 tys. zł zadośćuczynienia musi zapłacić małżonkom L. wydawca tabloidu za to, że użył ich wizerunku do zilustrowania tekstów o mordercy-podpalaczu i jego kochance, choć wiedział, że nie są oni w żaden sposób powiązani z tematem artykułów.

Chodziło o serię artykułów prasowych o Dariuszu P. oskarżonego o dokonanie makabrycznej zbrodni: podpalenie domu i spowodowanie śmierci żony oraz czwórki dzieci. Akcentowano, że P. dopuścił się tego czynu w celu uzyskania korzyści majątkowej – pieniędzy z polis na życie. W okresie fałszywej żałoby P. znalazł sobie kochankę Renatę P., z którą następnie się zaręczył. Do ilustracji dwóch artykułów zostały wykorzystane fotografie kobiety i mężczyzny z rozpikselowanymi twarzami i opisem: „R. P. (40 l.) Kochanka mordercy. Nie minęło dziewięć miesięcy od tragicznej śmierci żony i czwórki dzieci, a D. P. (42 l.) już znalazł pocieszenie w ramionach innej kobiety."

Choć podpisy pod zdjęciami sugerowały, że przedstawiają one mordercę i jego kochankę, w rzeczywistości widnieli na nich Grażyna i Ryszard L. (dane zmienione). Redakcja tabloidu skopiowała zdjęcia z prywatnego profilu Grażyny L. w serwisie społecznościowym.

Małżonkowie L. nie mieli nic wspólnego z osobami, których dotyczyły artykuły. Zażądali od wydawcy gazety zadośćuczynienia (30 tys. zł na rzecz powoda i 40 tys. zł dla powódki). Jak wyjaśnili, podstawę ich roszczenia stanowi fakt wykorzystania ich prywatnych zdjęć i wizerunków bez ich zgody, a także fakt, że zilustrowanie artykułów ich zdjęciami wskazuje, że artykuł o mordercy i jego kochance jest o nich.

Szepty i drwiny

Jak twierdzili powodowie, mimo iż na opublikowanych w tabloidzie fotografiach ich twarze były rozmazane, rozpoznało ich wiele osób, nie tylko z grona rodziny i znajomych. To zaś wiązało się dla powodów z wieloma negatywnymi konsekwencjami, m. in. utratą zaufania, z którego korzystają w życiu codziennym i działalności zawodowej. Ryszard L., jako kierowca autobusu, był rozpoznawany przez pasażerów, którzy szeptali o tym, że jest mordercą i podpalaczem. Stał się też obiektem plotek, drwin i docinków dla kolegów z pracy. Przykrości dotknęły także Grażynę L. - do jej matki przychodzili ludzie wyrażający oburzenie z powodu karygodnego prowadzenia się córki i faktu, że jest ona kochanką mordercy i podpalacza.  Także syn powodów musiał tłumaczyć się przed kolegami z treści artykułów i wyjaśniać, że to nie jego rodzice są bohaterami historii opisanej w gazecie. Wyjaśnienia nie zawsze spotykały się ze zrozumieniem. Część osób nie została przekonana, uznając, że „w każdej bajce jest ziarno prawdy".

Negatywne reakcje środowiska spowodowały po stronie małżonków L. poczucie wstydu i duży stres. Stąd ich żądanie rekompensaty za krzywdę.

Wydawca tabloidu wnosił o oddalenie powództwa w całości. Argumentował, że przy wyborze zdjęć doszło do omyłki wynikającej ze zbieżności danych osobowych oraz miejsca zamieszkania powódki i partnerki bohatera publikacji. Jego zdaniem wątpliwa była możliwość  rozpoznania powodów na zdjęciach, które obejmowały ich całkowicie rozmazane, „wypikselowane" głowy. Wydawca sugerował, że pozew został złożony tylko dla osiągnięcia korzyści majątkowej.

Powołał się także na fakt, że publikując zdjęcia na portalu społecznościowym, małżonkowie zaakceptowali regulamin serwisu, przez co wyrazili zgodę na wykorzystanie fotografii.

Ryzykowne fotki w Sieci

Istotnie, w regulaminie portalu znajdował się zapis, iż „Użytkownik poprzez umieszczenie Danych, w szczególności wizerunku, materiałów lub wypowiedzi na Koncie własnym lub innego użytkownika udziela (...) niewyłącznej licencji na wykorzystywanie, utrwalanie w pamięci komputera, zmienianie, usuwanie, uzupełnianie, wykonywanie publiczne, wyświetlanie publiczne, zwielokrotnianie i rozpowszechnianie (w szczególności w Internecie") tych Danych. Kolejny punkt regulaminu stanowił, że podawane przez użytkownika Dane oraz Dane osobowe są informacjami jawnymi, które mogą być podane do publicznej wiadomości. W szczególności mogą one być dostępne dla osób korzystających z sieci Internet oraz mogą być indeksowane przez wyszukiwarki, czego Użytkownik ma świadomość i na co Użytkownik wyraża zgodę.

Sąd Okręgowy ustalił, że fotografie Grażyna L. sama zamieściła w serwisie społecznościowym. Twierdziła jednak, że nie zamierzała udostępniać zdjęć osobom postronnym, a jedynie umożliwić ich przeglądanie użytkownikom portalu, zwłaszcza znajomym jej i męża.

Wizerunek to nie tylko twarz

Sąd Okręgowy przypomniał, że wizerunek jest dobrem osobistym chronionym prawem.

- Wizerunek należy ujmować szeroko i obejmować tym pojęciem również inne, poza anatomicznymi, elementy identyfikujące, jak okulary, fryzurę, ubiór, rekwizyt, o ile tylko, wraz z innymi cechami, są one dla tej osoby charakterystyczne. Może tu wejść w grę nawet charakterystyczny sposób zachowania, linia profilu, czy charakterystyczny cień. Wizerunek musi jednak zawsze umożliwiać rozpoznanie osoby. Naruszenie wizerunku polega na jego utrwaleniu, przekształceniu lub rozpowszechnieniu – wyjaśnił Sąd.

Rozpowszechnianie wizerunku co do zasady wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej (nie wymaga jedynie rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych). Także dalsze rozpowszechnianie już rozpowszechnionego wizerunku wymaga zgody.

- Zgoda ta winna być niewątpliwa, tj. wskazująca, że podmiot ją wyrażający ma pełną świadomość co do formy jej przedstawienia, miejsca publikacji, czasu publikacji i towarzyszącego komentarza. To, w jaki sposób chce się wykorzystać zdjęcia, musi wynikać wprost ze zgody lub z okoliczności towarzyszących jej wyrażeniu. Dalsze rozpowszechnianie już rozpowszechnionego wizerunku, również wymaga zgody – stwierdził Sąd.

Takiej zgodny wydawca tabloidu nie miał, więc naruszył dobro osobiste powodów. W ocenie Sądu pozwany wydawca nie zachował żadnej, a nie tylko należytej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu zdjęć obrazujących materiał prasowy. Nie zadał sobie nawet trudu ustalenia, czy rzeczywiście osoby, widoczne za zdjęciach są tymi, o których mowa jest w tekście.

- Chodziło tylko o to, aby zamieścić jakiekolwiek zdjęcia, aby one były, aby uzyskać odpowiedni efekt wizualny i aby sprzedało się jak najwięcej egzemplarzy gazety. Nie chodziło o cel informacyjny, o jakikolwiek interes społeczny, a jedynie o interes ekonomiczny wydawcy. W przypadku wykorzystania wizerunku powodów to dodatkowo trudno odnaleźć interes społeczny w publikacji ich wizerunku bez ich zgody, w sytuacji gdy niczego złego oni nie zrobili, a artykuł nie dotyczył ich – uznał Sąd.

Oceniając wszystkie okoliczności Sąd Okręgowy orzekł, że powództwo Ryszarda L. zasługiwało na uwzględnienie w całości, a Grażyny L. - w części. Mężowi przyznał zatem 30 tys. zł, a żonie 8 tys. zł zadośćuczynienia. Nakazał też wydawcy tabloidu opublikowanie przeprosin.

Dla kogo licencja

Apelację wniósł wydawca gazety. Twierdził m.in., że Sąd I instancji powinien uznać, iż zamieszczając zdjęcia na portalu społecznościowym i znając regulamin tego portalu, powodowie wyrazili zgodę na upublicznienie wizerunku oraz jego zwielokrotnienie i rozpowszechnienie, co najmniej w sposób dorozumiany.

Takie twierdzenie jest bezpodstawne – stwierdził Sąd Apelacyjny w Krakowie.

- Zgoda na zasady wymienione w regulaminie serwisu nie oznacza bezwarunkowej zgody na upubliczniania wizerunków zamieszczonych na portalu. Użytkownicy portalu udzielili portalowi licencji na upublicznienie zdjęć w ramach tego portalu i dla tylko jego użytkowników. Nie udzielali jej stronie pozwanej. Nie godzili się zwłaszcza na to, by ich wizerunki zostały użyte dla zilustrowania artykułu o podejrzeniu popełnienia ciężkiego przestępstwa, i to w ten sposób, że zastąpiły wizerunki bohaterów opisywanej historii – wyjaśnił Sąd oddalając apelację wydawcy.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 19 kwietnia 2016 r. (sygn. akt I ACa 1826/15)

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA