Dane gospodarcze

Polska liderem wzrostu w Europie Środkowej

Fotorzepa, Robert Gardziński
Kraje naszego regionu odczuły w I kwartale pogorszenie koniunktury w strefie euro. Polska utrzymuje impet. Pomagają zapewne inwestycje i konsumpcja.

Produkt Krajowy Brutto Polski powiększył się w I kwartale o 5,1 proc. rok do roku, po 4,9 proc. w poprzednim kwartale. Nie licząc III kwartału ub.r., gdy gospodarka urosła o 5,2 proc. rok do roku, to najlepszy wynik od 2011 r. Tymczasem ankietowani przez nas ekonomiści przeciętnie szacowali, że w I kwartale gospodarka urosła o 4,8 proc. rok do roku. Taki odczyt wpisywałby się w scenariusz stopniowego hamowania gospodarki.

Oczyszczone z wpływu czynników sezonowych dane sugerują zaś, że wzrost nawet przyspiesza. Tak liczony PKB powiększył się w I kwartale o 1,6 proc. w porównaniu z poprzednimi trzema miesiącami i o 4,9 proc. rok do roku, po – odpowiednio – 1 proc. i 4,4 proc. w IV kwartale ub.r. Spośród 20 państw UE, które do wtorku opublikowały analogiczne dane, tylko Łotwa może się poszczycić szybszym rozwojem. Większość gospodarek naszego regionu – w tym Rumunia, dotychczasowy lider wzrostu – straciła impet w ślad za Niemcami. PKB największej gospodarki strefy euro powiększył się w I kwartale o 0,3 proc. (2,3 proc. rok do roku), po 0,6 proc. w ostatnim kwartale ub.r. (2,9 proc.). To najsłabszy wynik od półtora roku.

Wbrew przewidywaniom

Wstępne dane o strukturze wzrostu PKB w I kwartale urząd statystyczny opublikuje dopiero pod koniec maja. Można się więc jedynie domyślać, co stało za wtorkową niespodzianką.

– W naszej opinii konsumpcja prywatna wzrosła w I kwartale o 5,1 proc. rok do roku – ocenili ekonomiści mBanku, zaznaczając, że nawet wyższy odczyt nie będzie zaskoczeniem. W IV kwartale 2017 r. wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych zwiększyły się o 5 proc. rok do roku, co było najlepszym wynikiem od 2008 r. To, że ich wzrost ciągle przyspiesza, stoi w sprzeczności z powszechnymi jeszcze niedawno przewidywaniami, wedle których konsumpcja zacznie tracić impet mniej więcej po roku od uruchomienia programu 500+, czyli w II połowie 2017 r. Tak się nie stało dzięki doskonałej koniunkturze na rynku pracy, napędzającej wzrost dochodów gospodarstw domowych, ale też niskiej wciąż inflacji.

Na początku br. przyspieszył też prawdopodobnie wzrost nakładów brutto na środki trwałe, czyli inwestycje. W IV kwartale wyniósł 5,4 proc. rok do roku, a ankietowani przez „Parkiet" pod koniec kwietnia ekonomiści szacowali przeciętnie, że w I kwartale sięgnął 9 proc. rok do roku. Po wtorkowych danych większość z nich ocenia, że inwestycje zwiększyły się jednak o ponad 10 proc. rok do roku.

Większość ekonomistów ocenia również, że tempo wzrostu gospodarki obniżyły nieco wyniki handlu zagranicznego, choć ten efekt był słabszy, niż można się było obawiać.

Powtórka z 2017 r.

Ten czynnik może jednak bardziej stłumić wzrost gospodarki w kolejnych kwartałach. To jedno z założeń kryjących się za oczekiwaniami ekonomistów, że polska gospodarka będzie stopniowo traciła impet. – Tak wysokie tempo wzrostu jest nie do utrzymania w kolejnych kwartałach. Spodziewamy się jego spowolnienia do ok. 4,6 proc. rok do roku w II kwartale oraz 4 proc. rok do roku średnio w drugiej połowie roku – powiedział Jakub Rybacki, ekonomista z ING Banku Śląskiego.

Oprócz pogorszenia koniunktury w zachodniej Europie do spowolnienia rozwoju polskiej gospodarki może się przyczynić także wyhamowanie wzrostu wydatków konsumpcyjnych pod wpływem wysokiej bazy odniesienia sprzed roku (wzrost konsumpcji wyraźnie przyspieszył począwszy od II kwartału 2017 r.) oraz spadek dynamiki inwestycji publicznych. Za tym ostatnim zjawiskiem, jak tłumaczą ekonomiści Banku Ochrony Środowiska, stać będzie zachowanie samorządów. W związku z tym, że jesienią odbędą się wybory samorządowe, wydatki inwestycyjne na tym szczeblu sektora publicznego skumulują się w I połowie roku. Później ich wzrost wyraźnie zwolni. – Biorąc pod uwagę niższe tempo wzrostu PKB w II połowie roku, w całym 2018 r. wyniesie ono ok. 4,3 proc., lekko poniżej 4,6 proc. z 2017 r. – ocenili ekonomiści BOŚ.

Część ekonomistów, m.in. z PKO BP i mBanku, uważa jednak, że ten rok będzie dla polskiej gospodarki równie udany jak miniony. – Utrzymanie wysokiego wzrostu PKB to przede wszystkim dobra wiadomość z punktu widzenia polityki fiskalnej – zaznaczają analitycy mBanku. Ministerstwo Finansów w ustawie budżetowej na ten rok założyło bowiem, że gospodarka powiększy się o 3,8 proc. Wyraźnie wyższe tempo wzrostu oznaczało będzie większe wpływy z podatków.

Bezinflacyjny boom

Szybkiemu rozwojowi gospodarki towarzyszy jak dotąd zaskakująco niska inflacja. GUS potwierdził we wtorek swój wstępny szacunek z początku miesiąca, wedle którego indeks cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w kwietniu o 1,6 proc. rok do roku, po zwyżce o 1,3 proc. w marcu. To przyspieszenie inflacji było spowodowane wyłącznie czynnikami niezwiązanymi z sytuacją w polskiej gospodarce, m.in. zwyżką cen paliw. Tzw. inflacja bazowa, nieobejmująca cen energii i żywności, zmalała według szacunków ekonomistów z 0,7 proc. rok do roku w marcu do 0,6 proc. w kwietniu.

NBP ma za zadanie utrzymywać inflację na poziomie 2,5 proc., a ten cel wydaje się obecnie bardzo odległy. Rada Polityki Pieniężnej, która w środę kończy dwudniowe obrady, nie ma więc powodów, aby rozważać podwyżkę stóp procentowych. – Wzrost cen paliw sprawi, że inflacja w maju przyspieszy do około 1,8 proc. rocznie i powyżej 2 proc. w miesiącach wakacyjnych. Pod koniec roku oczekujemy jednak ponownego obniżenia inflacji do ok. 1,5 proc. rocznie – powiedział Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Według niego RPP podniesie stopę referencyjną NBP z rekordowo niskiego poziomu 1,5 proc. dopiero na początku 2020 r.

Opinia

Jarosław Janecki, główny ekonomista banku Société Générale w Polsce

Polska gospodarka jest na granicy przegrzania. To, że w II półroczu tempo wzrostu PKB nieco zwolni, tego stanu rzeczy nie zmieni. Prędzej czy później zacznie się to przekładać na wyższą inflację, którą napędzał będzie wzrost cen usług. Jednocześnie szybkie tempo wzrostu gospodarczego jest dobrą wiadomością dla Ministerstwa Finansów. Budżet na 2018 r. jest oparty na konserwatywnym założeniu, że PKB wzrośnie o 3,8 proc. Tymczasem jest niemal pewne, że powiększy się o ponad 4 proc.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL