fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Na jaką tarczę stać polskie finanse publiczne

Firmy liczą na znacznie większą pomoc niż ta zaproponowana w pierwszej tarczy antykryzysowej. Na zdjęciu Pasaż Wiecha w Warszawie
Fotorzepa, Robert Gardziński
Pomoc dla gospodarki powinna być znacznie większa, ograniczeniem jest jednak poziom zadłużenia czy wydatki sztywne budżetu. Rząd już teraz musi pokazać sposoby usunięcia tych barier.

Im dłużej trwa pandemia koronawirusa, tym kosztowniejsze są jej ekonomiczne skutki. I tym więcej państwo będzie musiało wydawać na wsparcie przedsiębiorstw, by przetrwały kryzys, ale także – na pomoc dla tych osób, którzy z dnia na dzień straciły źródła utrzymania. Kolejne więc wersje tarczy antykryzysowej muszą być coraz większe w realną pomoc materialną.

Blisko limitu

Pytanie, na jaką pomoc stać polskie państwo, tak by nie przyniosło to jednocześnie kryzysu finansowego i ryzyka bankructwa? – Moim zdaniem już obecnie znajdujemy się blisko limitu bezpieczeństwa – uważa Rafał Banecki, główny ekonomista ING Banku Polskiego. Szacuje on, że państwo będzie musiało pożyczyć ok. 150 mld zł, co przy słabym złotym zbliży nas do granicy dla zadłużenia wynoszącej zgodnie z zapisami i finansach publicznych 55 proc. PKB.

Co gorsza, jak ocenia Benecki, większość z owych 150 mld zł nowych potrzeb pożyczkowych, będzie efektem ubytków w dochodach kasy państwa – czyli ok. 100 mld zł, a tylko ok. 50 mld zł to realizacja pierwszej tarczy antykryzysowej.

Czytaj także: Kryzysowe scenariusze – optymistycznego nie ma 

– Kryzys gospodarczy przełoży się na spadek wpływów z podatków, a także dochodów jednorazowych. Ale w tym samym czasie trzeba finansować wydatki budżetowe, które są w większość sztywne. Taka konstrukcja finansów państwa, czyli ogromny wzrost „wyborczych" transferów społecznych w czasach dobrej koniunktury, które trzeba realizować w trudnych czasach, spowodował, że obecnie przestrzeń do wzrostu koniecznych działań pomocowych jest ograniczona. Teraz trudno przygotować duży impuls dla gospodarki bez efektów ubocznych – ocenia Benecki.

Pomoc dla miliona osób

Rząd powinien więc szybko dokonać przeglądu swoich wydatków – apelują ekonomiści. – Główne uderzenie w finanse publiczne przyjdzie zapewne od strony malejących dochodów budżetowych w najbliższych dwóch–trzech kwartałach – uważa też Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. – Wiele zależy od skali recesji: czy spadek PKB wyniesie w tych kwartałach tylko około 2–3 proc. czy może 10–15 proc. Na to nałoży się wzrost złotowej wartości zadłużenia w walutach zagranicznych, obecnie w wysokości około 70 mld euro z racji osłabienia złotego. W sumie oznacza to pojawienia się ryzyka przekroczenia przez relację długu publicznego do PKB progu ostrożnościowego 55 proc. – analizuje.

– Jedna z możliwości obrony to zawieszenie wypłaty 13. emerytury i wycofanie się z obietnicy wprowadzenia 14. emerytury, a także z zapowiedzi dużego podniesienia płacy minimalnej w latach 2021–2022 – uważa Gomułka.

Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP, wylicza, że tylko rezygnacja z 13. emerytury uwolniłaby ok. 12 mld zł. Według jego wyliczeń starczyłoby to na dopłaty w wysokości 2 tys. zł dla miliona pracowników przez sześć miesięcy.

Jak liczyć dług

– Można też zastanowić się na programem 500+ – mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – To znaczy tak go przeformułować, by świadczenia były dostępne dla osób rzeczywiście najbardziej potrzebujących. Dziś wydajemy grube pieniądze na dodatki dla zamożnych, zamiast na ratowanie potencjału gospodarki – zaznacza Jankowiak. Jak wylicza, państwo potrzebuje ok. 60 mld zł na miesiąc, by zrealizować swoje wydatki, i trzeba się zastanowić, jak je zmniejszyć chociaż o kilka procent.

Zdaniem niektórych polityków, np. Lewicy, rząd nie może teraz ciąć żadnych transferów socjalnych, powinien natomiast zwiększyć zadłużenie nawet do 60 proc. PKB., czyli konstytucyjnego limitu długu. Dałoby to przestrzeń na 250–300 mld zł na pokrycie obecnych i nowych wydatków państwa.

Ciekawe, że limit 60 proc. długu wobec PKB wcale nie jest taki sztywny, jak mogłoby się wydawać. Sposób liczenia tego długu określa bowiem ustawa, więc można w niej np. zapisać, że wydatki na walkę z pandemią (np. w ramach tarczy antykryzysowej) nie są wliczane do długu.

– Ale dyskusję na ten temat rząd musi rozpocząć już teraz, natychmiast. To, co na razie proponuje premier, np. nowe podatki (o czym premier mówił w Sejmie w poniedziałek), jest kuriozalne – zaznacza Janusz Jankowiak.

Na przeszkodzie w zwiększeniu zadłużenia w jeszcze większej skali niż obecnie mogą jednak stać rynki finansowe. – Rozluźnienie reguł fiskalnych, co dzieje się na całym świecie, nie zostałyby co prawda odebrane jednoznacznie negatywnie – uważa Rafał Benecki. – Jednak jeśli zaczniemy pożyczać ogromne kwoty na rynku krajowym, bo innych możliwości praktycznie nie ma, to w końcu doprowadzi to do tak ogromnego osłabienia złotego, że będzie nam groził kryzys zadłużenia – ostrzega.

Minister finansów Tadeusz Kościński w poniedziałkowym wywiadzie dla agencji Reuters powiedział, że budżet państwa zostanie znowelizowany za dwa–trzy miesiące, ale trzeba się też zastanowić, jak duży może być deficyt. – Czy można od razu zdecydować o dużym deficycie? A co, jeśli wyjście z kryzysu będzie mieć kształt litery L, a nie litery U? W takim przypadku nie możemy użyć całej amunicji, którą mamy – powiedział. Dodał, że jego zdaniem recesja w Polsce w tym roku jest prawdopodobna, a rząd przygotowuje drugą tarczę antykryzysową, dostarczając więcej propozycji dla średnich i dużych firm.

Opinia dla „rz"

Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP

Obecnie wszystkie szacunki determinuje ogromna niepewność rozwoju pandemii i skutków dla gospodarki. Dziś można jedynie powiedzieć, że przestrzeń do wzrostu zadłużenia państwa sięga kilkudziesięciu miliardów złotych. Pytanie jednak, czy należy je urauchomić od razu, czy może wstrzymać się do czasu, aż poznamy skalę strat. Możliwości państwa nie są nieograniczone.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA