Budowa i remont

Wiekowe drzewo może być żywą reklamą inwestycji

ROL
Dąb pamiętający czasy Napoleona potrafi być dla jednego inwestora prawdziwym przekleństwem, a dla drugiego niezłym atutem, reklamą jego przedsięwzięcia.

– Z pomnikami przyrody trzeba obchodzić się ostrożnie, niemalże jak z jajkiem, ponieważ łatwo można je zniszczyć - mówi Ewa Olszowska-Dej, dyrektor Wydziału Kształtowania Środowiska w Urzędzie Miasta w Krakowie. – Żaden urzędnik nie zaakceptuje inwestycji niosącej ze sobą ryzyko uszkodzenia lub zniszczenia zabytkowego drzewa. Nie ma przy tym znaczenia, czy budowa galerii handlowej, hotelu czy magazynu planowana jest na tej samej nieruchomości, na której rośnie stare drzewo, czy na sąsiedniej działce. Jeżeli inwestor musi wyciąć drzewa, bo inaczej nic nie wybuduje lub nie jest w stanie ponieść dodatkowych kosztów, by ocalić pomnik przyrody, to jest zdecydowanie na przegranej pozycji. Drzewa są najważniejsze – tłumaczy dyrektor Olszowska-Dej.

Podobnego zdania jest Konrad Płochocki, dyrektor biura Polskiego Związku Firm Deweloperskich. – Z tych powodów inwestorzy bardzo ostrożnie podchodzą do działek, na których znajdują się pomniki przyrody. Przydałby się system wsparcia publicznego, np. w formie ulg podatkowych lub pokrywania kosztów pielęgnacji, aby nie tylko właściciele byli obciążeni dodatkowymi kosztami – tłumaczy.

Przepisy dają parasol ochronny

Tymczasem ustawa o ochronie przyrody roztacza jedynie parasol ochronny nad pomnikami przyrody, ale słowem nie wspomina o inwestorach, np. o ulgach podatkowych. Obecnie nie obowiązują również przepisy wykonawcze do tej ustawy, z których wynikałoby, jakie drzewa mają charakter pomnika przyrody, a jakie nie. Za każdym razem decydują o tym włodarze gmin w uchwale.

Dopiero teraz Ministerstwo Środowiska pracuje nad projektem rozporządzenia, które ma określić, jakie drzewa i ich skupiska można zaliczyć do pomników przyrody. Propozycja ministerialna przewiduje dwa warunki, jakie musi spełnić drzewo, by radni mogli uznać je za pomnik przyrody.

Pierwszy warunek dotyczy obwodów pnia. Ma być on mierzony na wysokości 130 cm. Jeżeli drzewo przekroczy obwód pnia podany w rozporządzeniu, może zostać uznane za pomnik przyrody.

Przykładowo, by dąb bezszypułkowy, lipa lub platan zostały uznane za pomnik, muszą mieć obwód pnia (mierzony na wysokości 130 cm) minimum 350 cm.

Drugi warunek, o którym mówi projekt, przewiduje, że za pomnik przyrody mogą być również uznane drzewa o m.in. wyjątkowych walorach przyrodniczych, kulturowych, historycznych lub krajobrazowych. – Z proponowanych przepisów nie wynika jednak, czy drzewa lub ich skupiska mają spełnić oba warunki, czy tylko jeden z nich. Tymczasem wymogi zaś co do obwodu pnia są mocno wyśrubowane. Niewiele drzew jest w stanie je spełnić. Przede wszystkim chodzi o drzewa rosnące w miastach, z reguły są one chudsze od tych wiejskich – twierdzi dyrektor Olszowska-Dej.

Jej zdaniem efekt tego może być taki, że inwestorzy będą mogli w przyszłości wycinać cenne drzewa, których ze względu na obwód pnia włodarze miast nie będą mogli objąć ochroną.

Nie tylko ona krytykuje te przepisy. Pod adresem projektu rozporządzenia pada wiele podobnych uwag. Prawdopodobnie więc zostanie ono zmienione, a rygory co do obwodów poluzowane.

Planowane wejście w życie rozporządzenia to 17 grudnia br.

Kłopot można przekuć w sukces

Okazuje się jednak, że zabytkowe drzewa potrafią być nie tylko utrapieniem i dodatkowym kosztem. Mogą być również dużym atutem inwestycji.

– Bardzo pozytywnym przykładem jest choćby przedsięwzięcie firmy Syrena Invest, która swoją inwestycję na warszawskiej Woli zrealizowała „pod dyktando" majestatycznego drzewa zajmującego centralny punkt działki – mówi dyrektor Płochocki. – Oznaczało to istotne ograniczenia w budowie podziemi obiektu, garażu podziemnego czy samego ukształtowania budynku i mieszkań. Deweloper wykazał się jednak ogromną determinacją, aby zachować drzewo w niezmienionej formie – dodaje.

Podobnie było w wypadku budynku we Wrocławiu przy ul. Sienkiewicza, położonego vis-a-vis ogrodu botanicznego.

– Na początku tego roku zakończyliśmy jego budowę. Lokale rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Za inwestycję otrzymaliśmy nagrodę z rąk prezydenta Wrocławia – chwali się Krzysztof Suskiewicz, prezes mLocum. – Okazało się, że klienci cenią sobie inwestycje, które wyróżniają się na tle innych. Nie było jednak łatwo – przyznaje prezes Suskiewicz. I opowiada: – Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem działkę z olbrzymim platanem na samym jej środku, nie miałem wątpliwości, że inwestycja musi być podporządkowana temu drzewu. Na nieruchomości znajdowało się również kilka innych starych drzew, w tym piękny dąb szypułkowy. Nie wycięliśmy żadnego z nich – mówi Suskiewicz.

Architekt dostał polecenie zaprojektowania budynku w ten sposób, by komponował się z tymi drzewami. – Były spore problemy z zaprojektowaniem podziemnego parkingu. Nie mógł się bowiem znajdować pod dziedzińcem, na którym rósł platan. Mógł bowiem uszkodzić korzenie tego drzewa. Ostatecznie zdecydowaliśmy się umiejscowić go tylko pod samym budynkiem. Z tego powodu zostały zaprojektowane dwie kondygnacje parkingu: podziemna i naziemna – wyjaśnia prezes Suskiewicz. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL