fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Brexit może skłonić Polaków do powrotu

Ambasador RP w Londynie Arkady Rzegocki na uroczystości ku czci zamordowanego Polaka.
PAP/EPA
Po fali rasistowskiej nienawiści premier Szydło poleciła ministrom opracować zachęty do powrotu Polaków z Wysp.

Degrengolada pozycji Wielkiej Brytanii w naszym kraju jest wprost niezwykła. Na początku tego roku w przemówieniu w Sejmie szef MSZ Witold Waszczykowski zapowiadał zwrot w polityce zagranicznej: od tej pory to Londyn miał się stać głównym partnerem Warszawy.

Ale wczoraj Waszczykowski poleciał nad Tamizę z zupełnie innym zadaniem niż budowa strategicznego partnerstwa.

– Będziemy pytać o postępy w śledztwie związane z tragicznym zabójstwem Polaka w Harlow 27 sierpnia, a także o to, w jaki sposób władze Zjednoczonego Królestwa zamierzają zapewnić bezpieczeństwo obywatelom naszego kraju – zapowiedział towarzyszący w podróży do Londynu szefowi dyplomacji minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak.

Fala nienawiści

Zaledwie kilkanaście godzin po tym, gdy ulicami Harlow przeszedł marsz milczenia ku czci zabitego Arkadiusza Jóźwika, dwóch kolejnych Polaków zostało dotkliwie pobitych w pobliskim pubie.

– Łącznie od referendum w sprawie Brexitu zanotowaliśmy 17 poważnych aktów agresji przeciwko Polakom, do których dochodzi o wiele większa liczba agresywnych wystąpień słownych – mówi „Rz" Konrad Jagodziński z Ambasady RP w Londynie.

Rosnące napięcie na tle narodowościowym to jednak tylko jeden z elementów pogarszającej się sytuacji Polaków żyjących na Wyspach, od kiedy 23 czerwca Brytyjczycy podjęli decyzję o Brexicie. Rząd Theresy May wciąż nie podjął decyzji, jak po wyjściu z Unii zamierza traktować Polaków, którzy żyją na Wyspach. Zwiększa się więc niepewność.

– Szczególnie zaniepokojeni są ci, którzy zaniedbali wyrobienie karty pobytu – mówi „Rz" Adriana Chodakowska, redaktor naczelna portalu Londynek.net.

Aby uzyskać taki dokument, który otwiera drogę do uzyskania obywatelstwa, trzeba udowodnić, że mieszkało się legalnie w Wielkiej Brytanii co najmniej pięć lat.

Polaków martwi także spadek kursu funta do złotego, bo wielu wciąż wysyła część oszczędności rodzinie, a także ostrzeżenia samej May, że choć sytuacja gospodarcza kraju pozostaje wciąż względnie dobra, to po wyjściu z Unii może się załamać.

Co to oznacza?

– Decyzja o Brexicie jest bolesna, bo Unia Europejska traci ważny kraj członkowski. Ale skoro już została podjęta, to może mieć też dla nas dobre strony – skłonić przynajmniej część Polaków do powrotu do ojczyzny – mówi „Rz" Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej. – Ta emigracja wykrwawiła nasz kraj, pozbawiła setek tysięcy młodych, ponadprzeciętnie aktywnych obywateli – przypomina.

W ubiegłym tygodniu w Londynie o powrót do kraju apelował już wicepremier Mateusz Morawiecki. Jego zdaniem w ciągu pięciu–dziesięciu lat z Wysp może wrócić nawet co czwarty polski imigrant, około 200 tys. osób.

Ten ruch jeszcze się nie zaczął. Co prawda wielka fala wyjazdów z Polski do Wielkiej Brytanii po 2004 r. dawno opadła, jednak – jak podało w najnowszym raporcie Narodowe Biuro Statystyczne (ONS) – w roku poprzedzającym referendum liczba imigrantów z Polski wzrosła o około 5 proc. (41 tys. osób), do 831 tys. To wystarczyło, aby nasi rodacy stali się największą mniejszością w Zjednoczonym Królestwie, wyprzedzając Hindusów.

Zwolnienia od podatków

– Ciężko pracujemy nad tym, aby polscy emigranci czuli się dobrze w swojej ojczyźnie, chcieli do niej wracać. W ostatnim czasie na Wyspach dochodzi do wielu niepokojących zdarzeń. Ale absolutnie nie chcemy, aby to strach motywował Polaków do wyjazdu. Raczej wskazujemy na rosnące zabezpieczenia socjalne w Polsce, które w przypadku rodziców wychowujących dzieci są już porównywalne z brytyjskimi; bardzo niski poziom bezrobocia; rosnące pensje, rozwijającą się gospodarkę – mówi „Rz" ambasador RP w Londynie prof. Arkady Rzegocki.

Na czym mogłyby polegać zachęty dla Polaków myślących o powrocie?

– Ci ludzie wyjechali z kraju z powodów nie innych niż zarobkowe. I to także w tym obszarze trzeba myśleć o udogodnieniach dla nich – uważa Bartosz Marczuk. Jego zdaniem dobrym tropem mogłoby być wprowadzenie ułatwień w zakładaniu firm dla powracających z Wysp, wprowadzenie przywilejów podatkowych przy zakupie mieszkań, ułatwienia w znalezieniu pracy nad Wisłą nawet dla tych, którzy jeszcze mieszkają w Zjednoczonym Królestwie, a później, przynajmniej na jakiś czas, ograniczenie podatków, jakie muszą płacić od dochodów osobistych.

– To jest dopiero początek refleksji wobec zupełnie nowej sytuacji, w jakiej znalazła się Wielka Brytania – zastrzega Marczuk, który w kraju jest odpowiedzialny za wdrożenie programu 500+.

Choć w finale negocjacji akcesyjnych w 2002 r. kanclerz Gerhard Schroeder forsował siedmioletni okres przejściowy, zanim Polacy uzyskają dostęp do unijnego rynku pracy, pod naciskiem ówczesnych polskich władz stanęło na układzie, w którym każdy kraj Unii sam decyduje, kiedy chce zezwolić na zatrudnienie Polaków. To skłoniło Tony'ego Blaira do zniesienia ograniczeń w chwili poszerzenia Wspólnoty (razem z Irlandią i Szwecją) i uruchomienia fali imigracji, która kosztowała nasz kraj nawet 7 proc. PKB.

Złe Birmingham

Czy dojdzie teraz do Polbacku, masowego powrotu Polaków z Wielkiej Brytanii?

– Część wróci, ale to będzie zależało od wielu czynników. Chętniej wrócą ci, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii od niedawna, żyją w regionach, gdzie masowo głosowano za Brexitem i niechęć do imigrantów jest duża (np. Birmingham), nie mają dzieci – mówi „Rz" prof. Izabela Grabowska z Centrum Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. – Ale wielu będzie czekało do czasu rozstrzygnięcia praw Polaków po Brexicie, a kiedy już się zdecydują na wyjazd, to niekoniecznie do Polski, tylko do innych krajów anglojęzycznych, takich jak Australia – zastrzega.

Zdaniem prof. Grabowskiej kluczowym czynnikiem, który pomógłby w powrocie Polaków do kraju, jest większe docenienie przez rodzimych pracodawców nabytego przez emigrantów na Wyspach doświadczenia.

Na razie ruch między Wielką Brytanią a Polską jest duży: w ub.r. za kanał La Manche wyjechało 105 tys. naszych rodaków, a 64 tys. z nich wróciło. W tym samym czasie do Wielkiej Brytanii pojechało 185 tys. Rumunów, 59 tys. Włochów, 48 tys. Hiszpanów i 40 tys. Bułgarów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA