fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

"Wnuk Churchilla wyrzucony z partii. Co się stało z torysami?"

AFP
Sposób, w jaki Boris Johnson odpowiedział na przegraną w głosowaniu, po którym parlamentarzyści przejęli kontrolę nad agendą Izby Gmin różni się diametralnie od tego, jak reagowała na takie porażki jego poprzedniczka - zauważa Sky News. Komentatorka tej stacji, Beth Rigby pisze, że "wojna domowa w szeregach Partii Konserwatywnej weszła w nową, purytańską fazę, w której każde odstępstwo od realizacji misji Johnsona, by przeprowadzić brexit 31 października nie będzie tolerowane".

Rigby komentuje w ten sposób wykluczenie z partii 21 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej, którzy zagłosowali przeciw własnemu rządowi ws. agendy Izby Gmin. W efekcie dziś pod obrady ma trafić tzw. ustawa Hilary'ego Benna, która ma uniemożliwić rządowi przeprowadzenie twardego brexitu bez zgody parlamentu i zmusić rząd o zwrócenie się do UE z prośbą o przełożenie daty brexitu, jeśli do 19 października Izba Gmin nie przyjmie umowy brexitowej, ani nie zaakceptuje wyjścia z Unii bez umowy.

Komentatorka przypomina, że Theresa May w przypadku podobnych kryzysów starał się utrzymać za wszelką cenę jedność partii. Tymczasem Johnson zachowuje się odwrotnie uderzając w przeciwników "szybko, precyzyjnie i bezwzględnie". Rigby zwraca uwagę, że wśród wykluczonych jest 20 byłych ministrów, w tym Philip Hammond, który jeszcze sześć tygodni temu był kanclerzem skarbu, weteran torysów sir Ken Clarke i wnuk Winstona Churchilla Nicholas Soames.

"Buntownicy w efekcie poświęcili swoje polityczne kariery, aby poprzeć próbę zablokowania brexitu bez umowy przez parlament" - pisze Rigby.

Jeden z buntowników w rozmowie ze Sky News podkreślił, że we wtorek zrobiono "pierwszy krok na drodze do uniknięcia niedemokratycznego i szkodliwego braku umowy brexitowej". - Numer 10 (określenie premiera - od numeru ulicy Downing Street przy której znajduje się siedziba szefa brytyjskiego rządu - red.) odpowiedział usuwając z klubu dwóch byłych kanclerzy, byłego lorda kanclerza i wnuka Churchilla. Co się stało z torysami? - pyta.

Według Rigby Johnson zmienia w ten sposób Partię Konserwatywną w partię brexitu, w związku z możliwymi przedterminowymi wyborami, w których kwestia brexitu będzie kluczowa.

Rigby podkreśla, że dotychczas torysi szczycili się byciem partią całego narodu, prezentującą szerokie spektrum postaw. Jak dodaje bitwa o brexit tocząca się od referendum w 2016 roku zmienia tę sytuację.

Komentatorka zauważa ponadto, że gdyby Theresa May zachowywała się tak jak Boris Johnson ten nigdy nie zostałby premierem, bo po zbuntowaniu się przeciwko jej umowie i głosowaniu przeciwko niej w Izbie Gmin również zostałby usunięty z partii.

Rigby podkreśla, że Partia Konserwatywna znalazła się teraz w "egzystencjalnym kryzysie" w związku z radykalizmem Johnsona.

Jak pisze Johnson wie, że musi zmienić swoją partię i układ sił w parlamencie - poprzez przedterminowe wybory - aby przeprowadzić brexit 31 października. Aby było to jednak możliwe torysi muszą odebrać labourzystom nawet 60 miejsc w Izbie Gmin - wylicza Rigby.

"Zaledwie 41 dni od objęcia urzędu premiera Johnson stracił większości i nie kontroluje polityki ws. brexitu" - podsumowuje komentatorka.

Jak dodaje jedynym rozwiązaniem dla Johnsona są dziś przedterminowe wybory, przed datą brexitu. Jeśli mu się nie uda - jak zauważa Rigby - Johnson przejdzie do historii jako najkrócej urzędujący premier.

Źródło: Sky News
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA