fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Elektroodpady to wyzwanie tak dla konsumentów, jak i dla firm

Aby skutecznie wykorzystywać możliwości recyklingu metali i innych surowców ze zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, potrzeba większego zaangażowania użytkowników w zbiórkę, a firm – w wykorzystanie jej efektów.

Partnerem materiału jest Centrum UNEP/GRID-Warszawa

O tym, jakie są skutki wprowadzonych przed laty rozwiązań dotyczących zbiórki elektrośmieci w Polsce, o optymalnych propozycjach premiujących recykling elektrośmieci i o tworzeniu nowych modeli biznesowych dla przemysłu, które zwiększą żywotność urządzeń AGD/RTV, a także o stanie przygotowania polskich przedsiębiorstw do nowej rzeczywistości legislacyjnej rozmawiali eksperci w redakcji „Rzeczpospolitej" podczas debaty „Elektroodpady a Europejski Zielony Ład".

Została ona zorganizowana z okazji przypadającego 13 października Międzynarodowego Dnia Bez Elektrośmieci. W Polsce jego oficjalnym organizatorem jest organizacja ElektroEko działająca przy wsparciu Centrum UNEP/GRID-Warszawa. Partnerami wydarzenia są natomiast ZIPSEE Cyfrowa Polska oraz APPLiA Polska, związek pracodawców AGD.

Jak gospodarować surowcami

Co roku świat produkuje już przeszło 53 mln ton śmieci elektrycznych i elektronicznych. Można by z nich ułożyć 4,5 tys. wież Eiffla. Połowę tych śmieci stanowią urządzenia osobiste, czyli m.in. smartfony, laptopy czy tablety. Natomiast poziom odzysku i recyklingu sięga zaledwie nieco ponad 17 proc. A wartość tego sprzętu elektrycznego i elektronicznego wynosi 62 mld dol. – nakreślił skalę wyzwań, otwierając debatę, Michał Niewiadomski z „Rzeczpospolitej". Jak więc zmniejszyć strumień odpadów i zwiększyć poziom recyklingu?

Marcin Popkiewicz, redaktor portalu Nauka o klimacie, wskazał, że mamy komórki, pralki, lodówki, telewizory, które zawierają cenne metale: miedź, złoto, metale ziem rzadkich. Wydobywamy te surowce z coraz większych głębokości, rudy metali są coraz uboższe, zatem pozyskanie surowców wymaga coraz większych nakładów pracy i energii. W przypadku typowych minerałów czy metali w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat zużyliśmy ich więcej niż w całej wcześniejszej historii ludzkości. To nie są zasoby odnawialne; ich powstanie zajęło dziesiątki milionów lat.

– Widzimy nadchodzący koniec tego modelu. Inaczej za kilka czy kilkadziesiąt lat możemy mieć krytyczne niedobory kluczowych surowców – ostrzegł. Dodatkowo dziś nasz cykl materiałowy jest liniowy: mamy surowiec, zamieniamy go w dobro konsumpcyjne, a potem staje się odpadem, zwykle trudnym do przetworzenia.

Marcin Popkiewicz zwrócił także uwagę na problem awaryjności sprzętu po gwarancji, który z reguły dotyczy części czy podzespołów, których naprawa jest trudna i nieopłacalna, więc kupujemy nowe urządzenie.

– Technologicznie jest możliwe, byśmy produkowali przedmioty trwałe, modułowe, łatwe w naprawie i projektowane pod kątem odzysku surowców – wskazał. – Byłoby to trochę droższe, o kilka, kilkanaście, maksymalnie 30 proc. Ale w efekcie np. pralka nie działałaby lat kilka, lecz kilkanaście. Zatem dla konsumenta średnioroczny koszt jej posiadania byłby dużo niższy i problemy z odpadami byłyby mniejsze.

– Mamy tendencję do myślenia „biznesem jak zwykle", które prowadzi nas na manowce. Potrzebna jest rewolucyjna transformacja. Musimy zmienić podejście, musimy zamykać obieg surowców. I musimy uwzględnić długoterminowy koszt wyczerpywania się zasobów – podkreślił ekspert.

Z takim postawieniem sprawy nie zgodził się Wojciech Konecki, prezes APPLiA Polska, związku pracodawców AGD. Wskazał, że wymienione ogólne tezy są słuszne, jednak na problem trzeba spojrzeć szerzej. Podkreślił, że producenci inwestują ogromne środki w ekoprojektowanie. – W efekcie, dla przykładu, w ciągu kilkunastu lat roczne zużycie energii przez lodówki potrafiło spaść kilkukrotnie, np. z 600 kWh do 150 kWh, a zużycie wody w pralkach czy zmywarkach nawet dziesięciokrotnie – wskazał. – To jest olbrzymi wysiłek, za którym stoją pieniądze, energia, praca i poświęcenie setek tysięcy ludzi.

– Oczywiście są fundamentalne pytania do nas, od których się absolutnie nie uchylamy. Ale także do konsumentów. Bo producenci dostarczają wyroby, które według statystyk pracują 10, 15, 20 lat, taka jest ich żywotność. Oczywiście zdarzają się awarie, bo wszystko się może zepsuć, ale pytanie, jaka jest skala tego zjawiska – dodał.

Zgodził się, że skraca się cykl życia produktów, jednak jego zdaniem powodem jest to, że wyrzucane jako odpad lub oddawane do recyklingu są urządzenia jeszcze sprawne i to jest paradoksalnie zjawisko zdrowe, dobre dla środowiska i konsumentów. Z kolei recyklingowi poddawanych jest – w zależności od grupy produktowej – 80–90 proc. zbieranych wyrobów. Podał także, że branża AGD wraz z innymi branżami elektrycznymi wydały miliard złotych na rozwój elektrorecyklingu.

Zdaniem Wojciecha Koneckiego ceny są zróżnicowane i to konsument decyduje o zakupie, patrząc na jakość urządzenia, zużycie energii i markę.

– Bardzo byśmy chcieli, żeby konsument odszedł od kierowania się wyłącznie ceną i nie kupował wyrobów za 1500 zł, tylko te za 3500 zł, bo będą u niego pracowały dłużej. By kalkulował i wiedział, ile może w dłuższym okresie zaoszczędzić na tym lepszym wyrobie. Już po kilku latach droższy zakup by mu się zwrócił – powiedział prezes APPLiA Polska. Dodał, że świadomość konsumentów w tej kwestii rośnie, ale ciągle potrzebne są działania edukacyjne.

Odniósł się także do problemu wysokich kosztów serwisowania sprzętu. – Jak mówiłem, sprzęty nie psują się tak często, co powoduje, że części czy podzespoły są sprzedawane w małych ilościach, gdzie nie ma efektu skali, więc są relatywnie drogie. Do tego dochodzą m.in. wysokie koszty logistyki, paliwa i szczególnie pracy – wymieniał. Przytoczył badania opinii konsumentów, które wskazują, że jeśli koszt naprawy przekracza 30 proc. ceny nowego urządzenia, to decydują się na jego wymianę, dzięki czemu otrzymują jednak sprzęt nowocześniejszy i bardziej efektywny energetycznie.

Luka w systemie

Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa, zwróciła uwagę na ogromną dysproporcję między ilością urządzeń wprowadzanych na rynek a szacunkami dotyczącymi ilości wygenerowanych odpadów oraz poddanych recyklingowi.

– W tej statystyce przerażające jest, jak bardzo duża jest przepaść pomiędzy szacowaną ilością odpadów wygenerowanych i tych zebranych. Bo to oznacza, że jest ogromna ilość odpadów, które w ogóle są poza systemem. Najczęściej trafiają one do Afryki czy Azji, gdzie są rozbierane w bardzo prostych warunkach. Stanowią więc ogromne zagrożenie nie tylko z punktu widzenia środowiskowego, ale też ze względu na zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, którzy zajmują się pozyskiwaniem i przetwarzaniem tego typu nielegalnych odpadów – wskazywała Maria Andrzejewska. Dodała, że jest to wielkie wyzwanie dla producentów.

Prowadzący debatę Michał Niewiadomski z „Rzeczpospolitej" zauważył, że globalnie według danych za 2019 rok poziom recyklingu sprzętu elektrycznego i elektronicznego jest dość nikły: w Afryce wynosi 0,9 proc., w Ameryce 9,4 proc., w Azji 11,7 proc., a w Unii Europejskiej 42 proc. Największym producentem elektrośmieci jest zaś Azja, na którą przypada 25 mln ton rocznie.

Dlaczego wartości dotyczące recyklingu są tak niewielkie, gdzie tkwią bariery?

Maria Andrzejewska, podobnie jak Wojciech Konecki, wskazała zarówno na rolę konsumentów, których zachowania są kluczowe dla powodzenia zbiórki sprzętu, jak i producentów, którzy mają jeszcze bardzo wiele do zrobienia, choćby w tworzeniu zachęt dla konsumentów w zakresie odzyskiwania elektroodpadów. Przytoczyła przykład jednej z sieci komórkowych, które w zamian za oddawanie starych telefonów oferują klientom bony na zakup nowego urządzenia. Według szacunków mamy w domach nawet 13 mln urządzeń, więc potencjał do ich odzyskania jest ogromny.

Jako nowy trend, który może ograniczyć generowanie elektroodpadów, wskazała nie tylko tendencję do naprawy sprzętu, ale przede wszystkim modele biznesowe opierające się na współdzieleniu, jak też leasing, który jest popularną formą udostępniania sprzętu firmom.

W Polsce według danych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w 2018 r. przy 660 tys. ton urządzeń wprowadzonych na rynek zebrano 329 tys. ton zużytego sprzętu, z czego przetworzono 321 tys. ton. Zdaniem Grzegorza Skrzypczaka, członka zarządu ElektroEko, potem agendy rządowe przestały publikować takie dane, co powinno ulec zmianie.

Jak podał, obecnie według szacunków ElektroEko poziom zbiórki wynosi ok. 350 tys. ton, co w przeliczeniu na mieszkańca daje ok. 9 kg. I jego zdaniem pokazuje to, że z systemem zbiórki wcale nie jest tak źle (przypomnijmy, że w 2017 roku wartość ta wynosiła 6,4 kg, wobec zaledwie 0,71 kg w roku 2007 r.).

Jakie czynniki mogą według niego wpłynąć pozytywnie na gospodarowanie zużytym sprzętem? Jego zdaniem w praktyce, dążąc do gospodarki obiegu zamkniętego, trzeba – po pierwsze – pamiętać o zamkniętym obiegu finansów.

– Cokolwiek byśmy zrobili, by poprawić wskaźniki dotyczące ekologii, musi to kosztować nas wszystkich. Bo określenie, że ma zapłacić producent, jest całkowicie błędne. Producent zapłaci pieniędzmi, które otrzyma od konsumenta. I to jest formuła niepodważalna – mówił Grzegorz Skrzypczak. – Po drugie – trzeba pamiętać, że ciągle surowce pierwotne są tańsze od tych z odzysku. Dopóki nie będziemy mieli stworzonego rynku uzasadnionego ekonomicznie, gdzie surowce z odzysku będą tańsze, dopóty teoria ograniczania użycia surowców pierwotnych pozostanie nierealna. Bo np. którą lodówkę wybierze konsument, gdy ta z surowców wtórnych kosztuje 2 tys. zł, a ta z pierwotnych 1 tys. zł – dodał.

Przy tym według niego jedynym czynnikiem, który mógłby przedłużyć czas użytkowania urządzeń, jest totalny brak podaży.

– My go znamy, już go w przeszłości przerabialiśmy. I dlatego urządzenia żyły po 20–30 lat i były naprawiane, bo nie można było kupić innych – stwierdził Grzegorz Skrzypczak. Jak dodał, i tak średni cykl życia produktów w naszym kraju jest o około połowę dłuższy niż na Zachodzie.

Wskazał także na rolę edukacji konsumentów, która jego zdaniem jest bardzo słaba. – Przez 15 lat wydaliśmy na działania edukacyjne ponad 35 mln zł. Nikt nigdy nie był chętny do pomocy, nigdy też nie dostaliśmy żadnej dotacji – mówił Grzegorz Skrzypczak. I podkreślił, że trzeba w niej pamiętać o obszarze ekonomii i kosztów – bo skoro to konsumenci podejmują decyzje zakupowe, to muszą mieć świadomość, co wybór danego towaru oznacza także w sferze ekologii.

Co jest ekologiczne

Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, wskazał, że sprowadzanie wymiany starego sprzętu na nowy tylko do kwestii tego, z jakich jest on wykonany surowców, i do recyklingu zdecydowanie zawęża problem.

– Bo warto zważyć, co jest bardziej ekologiczne. Czy korzystanie ze starego sprzętu, czy też poddanie go recyklingowi i wymiana na nowy, gdzie mamy mniejsze zużycie energii, wody itp. Co jest ważniejsze? – pytał Michał Kanownik. – To jest system połączonych działań, które trzeba oceniać pod kątem ich wpływu na środowisko. Podobnie jak inni uczestnicy debaty wskazał przy tym na ważną rolę edukacji i budowanie świadomości konsumentów. A także tworzenie systemu zachęt, dzięki którym byliby oni bardziej skłonni oddawać do recyklingu szczególnie mniejszy sprzęt – od baterii po żelazka i czajniki – bo duży jest od nas odbierany przy dostawie nowego.

Wyraził też głęboki sceptycyzm co do tego, że konsument zapłaci 20–30 proc. czy nawet kilkanaście proc. więcej za sprzęt tylko dlatego, że jest on wykonany z surowców wtórnych i zaprojektowany pod kątem prostej możliwości naprawy.

Ekspert zdecydowanie nie zgodził się też z zarzutami, że sprzęt jest specjalnie projektowany tak, by psuł się krótko po upływie gwarancji.

– Taka informacja w dzisiejszym świecie mediów społecznościowych natychmiast wyszłaby na jaw i oznaczałaby koniec takiego producenta. Dziś nikt nie zaryzykuje takiego scenariusza – podkreślił. – Oczywiście zdarza się, że coś się psuje, ale to nie jest zmowa producentów – stwierdził Michał Kanownik.

Jakie cele są najważniejsze

Ze stwierdzeniem, że sztuczne przedłużanie życia zużytych sprzętów nie jest właściwą drogą, zgodził się Jarosław Roliński, dyrektor departamentu ochrony ziemi w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Podkreślił, że naprawa powinna następować tylko wtedy, gdy jest to zasadne.

– Musimy wrócić do samego początku: po co produkowany jest sprzęt? Po to, by zaspokoić potrzebę. A zatem jest dobry i wystarczający, póki to robi. Nikt dziś nie będzie wracał do pralki Frania – mówił Jarosław Roliński. – Tak więc wymiana sprzętu wraz z postępem, który powinien obejmować także ochronę środowiska, dotyczy przede wszystkim komfortu użytkowania i spełniania tych celów, które dla człowieka są najważniejsze. To jest kwestia fundamentalna – akcentował.

Zdaniem dyrektora Rolińskiego istotne jest stworzenie takich warunków, „by co do obciążeń środowiskowych obojętne było, czy kontynuujemy użytkowanie sprzętu, czy też oddajemy jako wartościowy odpad".

– Ten sprzęt, po pierwsze, powinien być w pełni objęty zorganizowaną zbiórką, a po drugie, wykorzystany ponownie w takim stopniu, w jakim jest to racjonalne. Bo można sobie wyobrazić recykling, który dokonywany ponad pewną granicę daje ujemną wartość środowiskową – ocenił Jarosław Roliński.

Według niego w każdym wypadku finalne koszty czy to produkcji z surowców pierwotnych, czy to z surowców poddanych recyklingowi ponosi konsument – ponieważ płaci zarówno przy zakupie produktu, jak i za usługę wywozu odpadów, nawet jeśli dopłaca do niej fundusz. Jednak producent może tak zaprojektować swój wyrób, by te koszty były jak najmniejsze.

Z wybrzmiewającą w debacie kwestią przenoszenia wszystkich kosztów i całej odpowiedzialności za skuteczną zbiórkę odpadów na konsumentów nie zgodziła się Maria Andrzejewska. Wskazała, że producenci od lat podnoszą argument, że z zagospodarowaniem odpadów nie byłoby problemu, gdyby klienci rzetelnie podchodzili do ich zbiórki – wtedy ich zdaniem nie byłoby problemów z osiągnięciem wymaganych przez przepisy poziomów recyklingu.

– To może trzeba się zastanowić nad innym systemem zbierania odpadów, być może opartym na bodźcach finansowych. Z kolei producentów należy zachęcić do większego wykorzystania surowców wtórnych w procesie produkcji – zaproponowała Maria Andrzejewska.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Bartłomiej Kozek, specjalista ds. zrównoważonego rozwoju Centrum UNEP/GRID-Warszawa

Wyzwania środowiskowe wymagać będą zmian w modelach biznesowych praktycznie wszystkich branż rynkowych. Produkcja sprzętu elektrycznego i elektronicznego nie jest tu wyjątkiem.

Dane o skali problemu z elektroodpadami niepokoją. Ich globalna produkcja osiągnęła według najnowszych danych z raportu Global E-waste Monitor poziom 53,6 mln ton rocznie. Raptem 17,4 proc. z nich trafia w skali świata do recyklingu. Wskaźniki w Europie są wprawdzie lepsze, ale nie sposób łatwo pozbyć się z głowy skali wydobywanych na tego typu potrzeby surowców czy emisji gazów cieplarnianych, będących efektem procesów produkcji i codziennego wykorzystywania sprzętu.

W dyskusjach wokół elektroodpadów dużo miejsca zajmują kwestie związane z koniecznością edukacji konsumentów czy związanym z nią poziomem odzysku zużytego sprzętu. Patrząc na dane ze zleconego przez ElektroEko badania GfK, nie sposób zaprzeczyć, że jest tu wiele do zrobienia. Raptem 40 proc. ankietowanych uważa, że wie dużo lub trochę na temat prawidłowego obchodzenia się ze zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym. W naszych domach chomikujemy miliony nieużywanych telefonów komórkowych, sprzętów AGD i RTV.

Nie oznacza to jednak, że nie zmieniają się również oczekiwania konsumentów. Coraz częściej słyszymy głosy wskazujące na to, że nawet najbardziej efektywne energetycznie czy surowcowo sprzęty nie będą przyjazne dla środowiska, jeśli będziemy wymieniać je co roku czy co dwa lata. Rośnie zainteresowanie przystępną cenowo naprawą czy kupnem używanego sprzętu elektronicznego, który – jeśli wciąż jest sprawny, a przy okazji tańszy niż nowe modele – jest ciekawą propozycją zarówno dla konsumenckiego portfela, jak i dla środowiska.

Jeśli te dwie perspektywy – producentów i świadomych konsumentów – się nie spotkają, grozi nam niewykorzystanie potencjału rynkowego tkwiącego w alternatywnych modelach biznesowych.

Część z nich, jak w wypadku koncepcji modułowego telefonu komórkowego, w którym wymieniać można poszczególne elementy zamiast całego produktu, być może pozostanie niszą. Inne mogą zyskiwać na znaczeniu – tak jak sieć handlowa oferująca w Niemczech i Belgii sprzedaż używanego sprzętu z dodatkową gwarancją, trafiająca do dwóch grup konsumentów: świadomych środowiskowo, dobrze zarabiających reprezentantów klasy średniej oraz osób uboższych, dla których kluczowym argumentem będzie przystępna cena.

Pojawiają się już producenci sprzętu, którzy swoje dobre praktyki z zakresu ekoprojektowania czy rosnącego wykorzystania materiałów z recyklingu przedstawiają jako element spójnej strategii sprzedażowej, w ramach której ochrona środowiska staje się elementem budowania wizerunku odpowiedzialnej firmy, oferującej prestiżowe produkty.

Tego typu liderzy rynku mogą – i powinni – inspirować innych graczy do podobnych praktyk, dopełniając system inteligentnych regulacji rynkowych, narzędzi ekonomicznych oraz nieustannego podnoszenia świadomości środowiskowej w całym łańcuchu wartości.

Jacek Ozdoba, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Klimatu

Serdecznie dziękuję uczestnikom za udział w debacie zorganizowanej z okazji światowego dnia bez elektrośmieci. System zbierania i przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego jest jednym z lepiej działających sektorów branży odpadowej w Polsce. Jest to w dużej mierze zasługą producentów sprzętu, którzy organizują i uczestniczą w zbieraniu i zagospodarowywaniu tego rodzaju odpadów. Niezwykle istotne są też prowadzone przez branże kampanie edukacyjne dotyczące postępowania ze zużytym sprzętem, skierowane do konsumentów.

W kontekście szeroko zakrojonej polityki Europejskiego Zielonego Ładu coraz większe znaczenie będą miały działania podejmowane na etapie projektowania i użytkowania produktów. Jest to m.in. wydłużenie czasu użytkowania sprzętu oraz zapewnienie możliwości jego naprawy, ale także pojawiające się nowe sposoby użytkowania sprzętu, np. modelu „produkt jako usługa" skierowanego do konsumentów indywidualnych w ramach tzw. ekonomii współdzielenia.

Trzeba przy tym podkreślić, że rozwiązania te należy za każdym razem rzetelnie oceniać pod kątem ich całościowego, rzeczywistego wpływu na środowisko. Nakłady energetyczne czy surowcowe ponoszone na etapie produkcji powinny być porównywane z obciążeniami środowiskowymi powstającymi w trakcie i po zakończeniu okresu eksploatacji już samego produktu.

Mam nadzieję na kolejne takie dyskusje w gronie ekspertów, które pozwalają na pozyskanie przez Nas praktycznej wiedzy o funkcjonowaniu tej branży i całego systemu gospodarowania zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA