Biznes

Prywaciarze walczą o śmieci z biur

pexels.com
Ustawodawca ma apetyt na coraz większą monopolizację rynku śmieci. Prywaciarze apelują, by zostawić odbiór odpadów komunalnych z obiektów niezamieszkanych.

Przedstawiciele firm działających na rynku odpadów spotykają się w czwartek z ministrem środowiska Henrykiem Kowalczykiem. Chcą apelować o zmianę przepisów projektu nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach.

Z końcem sierpnia pojawił się tam zapis o obligatoryjnym przekazaniu gminom zadań związanych z odbiorem odpadów z nieruchomości niezamieszkanych, np. biurowców, instytucji i zakładów przemysłowych. Wcześniej było to zadanie, które gmina mogła realizować fakultatywnie. – To oznacza jeszcze większą monopolizację przez gminy rynku – komentuje Sławomir Rudowicz, przewodniczący Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami (ZPGO). – Oczekujemy, że minister zostawi na wolnym rynku przynajmniej tę niszę związaną z odbiorem i zagospodarowaniem odpadów komunalnych z nieruchomości niezamieszkanych – od firm, instytucji, szpitali, cmentarzy, szkół, uczelni itp. To pozwoli przetrwać prywatnym firmom i konkurować na rynku w przyszłości – tłumaczy Rudowicz.

Stopniowa monopolizacja rynku śmieci już ma daleko idące przełożenie na jego konkurencyjność. Z raportu GUS wynika, że w 2017 r. odbiorem odpadów zajmowało się ok. 1,3 tys. przedsiębiorstw, czyli o 11,4 proc. mniej niż rok wcześniej.

Szef ZPGO jest przekonany, że obecny trend przekazywania gminom w trybie bezprzetargowym (tzw. in-house) usług związanych z odbiorem i zagospodarowaniem odpadów komunalnych (którym zajmuje się około 90 proc. firm) będzie się rozszerzał, co skutkować będzie dalszym kurczeniem się rynku. Jednak w dłuższej perspektywie gminy będą prywatyzować spółki śmieciowe. Ale wtedy na ich zakup stać będzie już tylko prywatne koncerny z zagranicznym kapitałem.

Śmieci z biur stanowią łakomy kąsek, bo są „czystsze" niż wywożone z osiedlowych altanek zmieszane odpady. Niejednokrotnie są to odpady selektywnie zebrane, np. tylko kartony tekturowe, gazety lub ścinka papierowa, które łatwo można poddać recyklingowi. Dla aglomeracji takich jak Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław czy Trójmiasto, gdzie swoje siedziby mają globalne koncerny, instytucje administracji publicznej, urzędy i banki, to tzw. łatwy pieniądz. Zwłaszcza że stawki pobierane od firm są znacząco wyższe niż te od mieszkańców w gospodarstwach domowych. Jak wskazuje Rudowicz, w stolicy za pojemnik 1100-litrowy płaci się 45 zł (w przypadku śmieci segregowanych) i 63 zł (w przypadku niesegregowanych). W Krakowie opłaty te wynoszą odpowiednio 65 zł i 97 zł, podobnie jak w Gdyni, gdzie płaci się 60 zł od pojemnika selektywnie zebranych śmieci i 100 zł z odpadami zmieszanymi. Najdroższe są Poznań (95 zł i 119 zł) i Wrocław (ok. 155 i 232 zł).

Te miasta już przejęły odbiór śmieci z biurowców, a firmy w nich usytuowane płacą i płaczą. – Firma prywatna zajmująca się odpadami byłaby w stanie odebrać taki pojemnik znacznie taniej – twierdzi Rudowicz. Sygnalizuje, że właściciele biur nawet zarabiali na przekazywanych surowcach, np. ścince papierowej, teraz zapłacą słono za jej odbiór, co nie zachęca do starannego segregowania, a w reformie o to przecież miało chodzić – uważa Rudowicz. Ministerstwo Środowiska nie odpowiedziało na nasze pytania.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL