fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Wyprzedaż polskich wakacji w środku sezonu

123RF
Najbliższy tydzień ma być ciepły, z niewielką ilością opadów. Mało kto już wierzy w takie prognozy.

Dla polskich hotelarzy miał to być sezon marzeń. Już wiadomo, że tak nie będzie. Polacy masowo odwołują rezerwacje w krajowych kurortach. Z kolei właściciele hoteli i pensjonatów, którzy bardzo cieszyli się na rosnące zyski, teraz wrzucają do sieci oferty z dużymi zniżkami. Taka wyprzedaż miejsc pojawia się chyba po raz pierwszy w szczycie sezonu.

Przy tym hotelarze zrobili się niesłychanie niecierpliwi. Według informacji na portalach internetowych. „poganiają" potencjalnych klientów, informując, że tak duża zniżka (nawet 60 i więcej procent z ceny rezerwacyjnej z maja 2017) obowiązuje tylko przez kilka godzin. Widać jednak, że popyt jest niewielki, bo te „kilka godzin" mija i oferta jest nadal aktualna, a w przypadku niektórych miejscowości, zarówno nadmorskich, jak i górskich, rabat nawet się pogłębia i wydłuża na 24 godziny. Są tanie oferty w Wiśle, Białce Tatrzańskiej, Krynicy-Zdroju. Mniej, niż robiąc rezerwację na początku lata, zapłacimy teraz za noclegi w Sudetach, ale także w Borach Tucholskich.

Potencjalni urlopowicze są przerażeni widokami z powodzi w Gdańsku i zalanych ulic Wrocławia.

– Tak, to prawda, obniżyliśmy ceny prawie o połowę, bo goście wyjeżdżają wcześniej, a nie chcemy zostać z pustymi pokojami w sytuacji, kiedy sezon nad polskim morzem jest taki krótki, praktycznie trwa dwa miesiące szkolnych wakacji. Zdarzają się zwroty pieniędzy, chociaż staramy się negocjować rabaty, aby zachęcić do przyjazdu. Ale ostatni tydzień sierpnia i wrzesień to już typowe „dożynki". Z rezerwacjami na pierwszą połowę sierpnia jest kiepsko, po 15 sierpnia jeszcze gorzej – mówi właścicielka pensjonatu w Mielnie.

Sezon na minusie? – Nie do końca, bo ostatni tydzień czerwca i pierwsze trzy tygodnie lipca były bardzo dobre pod względem frekwencji. Dopiero ostatnich kilka dni spowodowało, że goście masowo zaczęli odwoływać rezerwacje. Wtedy i my zaczęliśmy obniżać ceny – dodaje.

– Ruch jest jak nigdy. Tyle że w obydwie strony. Chyba tyle samo mamy odwołań, co nowych rezerwacji. Dzwoni telefon, cały czas trzeba pilnować strony internetowej, bo sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Rzeczywiście teraz ma być ciepło i sucho, więc zainteresowanie zaczyna rosnąć. Pomaga i to, że w okolicznych lasach pojawiły się grzyby. Goście wracają z pełnymi koszami podgrzybków, kurek i prawdziwków – mówi Elżbieta Biliczak, właścicielka pensjonatu Kłos w Sianowie w woj. zachodniopomorskim.

Sezon nad całym polskim morzem zapowiadał się w tym roku znakomicie. Według szacunków Krystyny Hartenberger-Pater z Pomorskiej Regionalnej Izby Turystycznej, ubiegły rok zamknął się liczbą 9 mln turystów. Po rezerwacjach widać było, że w tym roku będzie ich o 40–50 proc. więcej. – Wzrost klikanych rezerwacji na tegoroczne lato wyniósł zależnie od lokalizacji 29–82 proc. Były także wyjątkowe zwyżki popytu, na przykład w przypadku Rewala aż o 90 proc. na wakacje w sierpniu – mówi Katarzyna Obrochta z Trivago Polska. Na portalu Booking.com dostępnych było 1500 pokojów nad polskim morzem i mimo że ceny poszły w górę, popyt przewyższał podaż. Teraz znaczna część tych rezerwacji została anulowana.

Co ciekawe, nie mają takich problemów hotelarze mazurscy. Tam zresztą goście są przygotowani na gorszą pogodę. Na Booking.com pojawia się informacja: obiekty w Mikołajkach są w 97 proc. zarezerwowane.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA