fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Prezesi państwowych spółek mogą odetchnąć. Karuzela wyhamowała

Adobe Stock
Do najniższego w czasie rządów PiS poziomu spadł w czerwcu nasz barometr rotacji prezesów spółek pod kontrolą Skarbu Państwa.

W przedwyborczej gorączce rządząca ekipa ma zwykle na głowie ważniejsze sprawy niż roszady w zarządach państwowych spółek, tym bardziej że z reguły i tak są tam już „sami swoi". Ta zasada, sprawdzająca się przy okazji poprzednich wyborów parlamentarnych, potwierdza się i teraz. Od początku roku nasz barometr mierzący odsetek zmian szefów dużych spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa w ciągu ostatnich 12 miesięcy niemal z miesiąca na miesiąc spada i na koniec czerwca wyniósł 20,2 pkt, najmniej od początku rządów PiS. W maju był minimalnie wyżej – wynosił 20,23 pkt.

Czytaj także: Karuzela prezesów przyspiesza. Zmiany w kolejnych spółkach

Rekord Energi

Nie dziwi to Andrzeja Nartowskiego, eksperta corporate governance. Według niego tempo kadrowych zmian jest w państwowych firmach mniejsze, bo wszystko już zostało tam wymiecione do czysta. Menedżerowie, którzy mieli jakieś powiązania z poprzednią, bardziej liberalną ekipą, zostali usunięci – za wyjątkiem prezesa PKO BP, Zbigniewa Jagiełły. Jednak Jagiełło, który w październiku będzie mógł obchodzić 10-lecie na stanowisku szefa PKO BP, jest – jak przypomina Nartowski – nie tylko cenionym w branży fachowcem, ale też od lat zaprzyjaźniony z premierem Mateuszem Morawieckim.

Czytaj także: Letni pęd karuzeli kadr w państwowych firmach

Widoczne uspokojenie na czele zarządów państwowych firm nie oznacza jednak, że państwowa miotła została tam całkiem odstawiona do kąta. Bez zmian nie obyło się w Enerdze, która w ostatnich latach stała się rekordzistką kadrowych roszad. To tam latem ubiegłego roku padł też rekord krótkiej, ledwie 29-dniowej prezesury w wydaniu Arkadiusza Siwko. W tym roku, pod koniec maja, gdy rada nadzorcza zakończyła konkurs na stanowisko prezesa bez wyłonienia najlepszego kandydata, na czele Energi nastąpiła ósma z kolei zmiana – pełniącym obowiązki szefa zarządu spółki został wiceprezes do spraw korporacyjnych Grzegorz Ksepko.

Zmianą budzącą najwięcej emocji było czerwcowe odwołanie prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej Daniela Ozona, który kierował spółką od marca 2017 r. i tym razem nie przetrwał kolejnej próby usunięcia go ze stanowiska. Ceniony i popierany przez związki zawodowe JSW Ozon nie cieszył się jednak zaufaniem ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego.

Czytaj także: Miotła hula na państwowym

Właśnie argumentem utraty zaufania do prezesa minister starał się przekonać związkowców z JSW, gdy ci po odwołaniu szefa zorganizowali kolejną akcję protestacyjną, tym razem pod Ministerstwem Energii. Wakat na fotelu szefa JSW trwał krótko; w połowie lipca zasiadł na nim wybrany w ogłoszonym na początku miesiąca konkursie doświadczony menedżer z branży Włodzimierz Hereźniak.

Spokojniej przebiegła inna zmiana prezesa w branży węglowej – w Węglokoksie, gdzie w nowej kadencji zarządu prezesa Sławomira Obidzińskiego (nie brał udziału w postępowaniu kwalifikacyjnym) na fotelu prezesa zastąpił dotychczasowy wiceprezes ds. handlowych Tomasz Heryszek.

Pusta kadrowa ławka

Czy po jesiennych wyborach kadrowa miotła w spółkach Skarbu Państwa znów przyspieszy? Andrzej Nartowski twierdzi, że jeśli PiS utrzyma się u władzy, to kolejnej dużej fali zmian kadrowych w państwowych firmach już nie będzie, zwłaszcza że obecnych menedżerów nie ma za bardzo na kogo wymieniać. – Po dwóch falach wymiany pierwszej, dość chaotycznej, zaraz po wyborach, i drugiej, bardziej zdroworozsądkowej, ławka rezerwowa kandydatów jest już w zasadzie pusta – ocenia Nartowski.

Również prof. Krzysztof Obłój, ekspert zarządzania strategicznego, ocenia, że stabilizacji w spółkach Skarbu Państwa sprzyja kurcząca się ławka rezerwowa menedżerów, których można powołać do władz tych firm nie przekraczając granicy śmieszności.

Obłój zaznacza jednak, że rządząca partia jest w swoich działaniach ekonomicznych na tyle mało profesjonalna, że trudno wyrokować o jej zachowaniach po jesiennych wyborach. Co więcej, dotychczasowe roszady, szczególnie druga fala zmian rozpoczęta jesienią 2016 r., były także wynikiem walk wewnętrznych frakcji, na którymi mało kto panuje. A takich walk po wyborach pewnie nie zabraknie.

To zaś oznacza często, nie tylko chaos w spółkach, ale i spore koszty odpraw i odszkodowań z tytułu zakazu konkurencji dla zwalnianych prezesów i dyrektorów. Według niedawnego raportu Najwyższej Izby Kontroli w pierwszych dwóch latach rządów PiS w 28 strategicznych spółkach Skarbu Państwa opuściło stanowiska 568 menedżerów, którym wypłacono łącznie ponad 94 mln zł.

Jak ocenia Sławomir Grzelak, dyrektor departamentu gospodarki, Skarbu Państwa i prywatyzacji NIK, niezależnie od rządzącej opcji, spółki Skarbu Państwa są dużo bardziej niż prywatne firmy narażone na nieprawidłowości w wynagrodzeniach menedżerów. W tym zwłaszcza w odprawach i odszkodowaniach dla zwalnianych ze stanowiska, którzy nawet po kilku miesiącach pracy inkasują roczne odprawy i odszkodowania z tytułu zakazu konkurencji.

Sytuację nieco zmieniła ustawa z jesieni 2016 r. regulująca, a w praktyce ograniczająca płace zarządów w spółkach pod kontrolą Skarbu Państwa.

– Uregulowano w niej kwestię zakazów konkurencji i wysokości związanych z tym odszkodowań, które uniemożliwiają ominięcie ustawy. Natomiast jest luka w monitorowaniu sytuacji w spółkach przez organy właścicielskie – zaznacza Grzelak.

Opinia dla „rz"

Andrzej Maciejewski, partner zarządzający Spencer Stuart w Polsce

Zakaz konkurencji jest dość często stosowany zarówno na poziomie zarządów, jak też kluczowych ról dyrektorskich, przede wszystkim w bardzo konkurencyjnych branżach, np. bankowości, telekomunikacji, IT, konsultingu – czyli tam, gdzie od wiedzy człowieka i jego kontaktów na rynku sporo zależy. W prywatnych firmach – w przeciwieństwie do spółek Skarbu Państwa – rzadko stosuje się zakaz konkurencji jako de facto furtkę do wypłacenia hojnej odprawy.

Złote spadochrony

Czołowe spółki Skarbu Państwa są hojne dla odchodzących członków kadry kierowniczej. Niezależnie od rządzącej opcji mogą oni liczyć na sowite „złote spadochrony", jak często określa się odprawy dla menedżerów. Niedawny raport Najwyższej Izby Kontroli wylicza, że w 28 kluczowych spółkach SP w latach 2011– 2017 wypłacono w sumie ponad 220,3 mln zł 1295 członkom kadry kierowniczej opuszczającym stanowiska. Z tego aż 147,3 mln zł stanowiły odszkodowania wynikające z zakazu konkurencji. Choć 67 proc. tej kwoty wypłacono w latach 2016–2017, to większość spółek przyznawała odszkodowania także w latach 2011–2016, gdy nie przewidywała ich ustawa kominowa. Spółki SP nie oszczędzały też na odprawach dla menedżerów, których wysokość przekraczała nierzadko trzykrotność pensji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA