fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polska blokuje ukraiński przecier pomidorowy

Bloomberg
UE przyznała pogrążonej w wojnie Ukrainie dodatkowe koncesje handlowe, m.in. na sprzedaż pszenicy. Nasz kraj – ku zdumieniu Brukseli – był przeciwny takim ułatwieniom.

Parlament Europejski i unijna Rada doszły do porozumienia w sprawie tzw. autonomicznych środków handlowych (ATM) dla Ukrainy. Polska jako jeden z niewielu krajów na posiedzeniach Rady sprzeciwiała się propozycji Komisji. Została przegłosowana, ale to, co nie udało się polskiemu rządowi, próbowali zrealizować polscy eurodeputowani w Parlamencie Europejskim. Na szczęście tylko z minimalnym skutkiem. Eurodeputowanym ze znaczącym udziałem Polaków nie udało się utrącić, a tylko ograniczyli proukraińską propozycję Brukseli.

Wsparcie i integracja

Ofertę ATM Komisja przedstawiła we wrześniu 2016 roku. Miała ona uzupełniać wielki pakiet ułatwień handlowych wynikających z Pogłębionej i Wszechstronnej Umowy o Wolnym Handlu (DCFTA), która częściowo obowiązuje od 1 stycznia 2016 roku. Podobne porozumienia UE zawarła z Gruzją i Mołdawią. Ich celem jest przybliżenie tych krajów do unijnych standardów w gospodarce i większe zintegrowanie ich z rynkiem europejskim. Komisja uznała, że w wypadku Ukrainy potrzebna jest dodatkowo pomoc, bo jest ona w stanie wojny z Rosją, która niszczy gospodarkę Donbasu. Stąd pomysł dodatkowych koncesji handlowych na te produkty rolne, które Ukraina z sukcesem eksportuje do UE. Chodzi o pszenicę, jęczmień, kukurydzę, miód i przecier pomidorowy.

Przewidziane w umowie DCFTA bezcłowe kontyngenty na rok 2016 zostały wykorzystane już w lipcu ub.r. Wiadomo więc, że każde ich zwiększenie byłoby korzystne dla ukraińskiej gospodarki. KE zarekomendowała zwiększenie kontyngentu dla pszenicy o 100 tys. ton rocznie, czyli o 10 proc. Ponadto zaproponowała też kontyngenty bezcłowe dla jednego produktu przemysłowego, a konkretnie mocznika. Tutaj uzasadnieniem był fakt, że w wyniku wojny w Donbasie, produkcja nawozów została przeniesiona w inne miejsce i warto to wspierać.

Polska zaprotestowała przeciwko tym koncesjom. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że poparły nas Bułgaria i Węgry. Ale kraje te zostały przegłosowane.

Kto zyska, kto straci

W UE takie decyzje są podejmowanie w procesie tzw. współdecydowania: potrzebna jest zgoda większości Rady i większości Parlamentu. W tej drugiej instytucji Polacy też próbowali storpedować propozycję Komisji. Mieli do tego swoich ludzi w strategicznych miejscach. Jarosław Wałęsa (PO) pełnił rolę kluczową, bo był parlamentarnym sprawozdawcą dla tej legislacji. Ale aktywnie pomagali mu inni, np. Czesław Siekierski (PSL) jako przewodniczący Komisji Rolnictwa, czy Zbigniew Kuźmiuk (PiS) jako jego zastępca. Do tego Dariusz Rosati (PO) jest szefem parlamentarnej delegacji UE-Ukraina.

Argumentowali, że oferta wyrządzi poważną szkodę europejskim producentom i że premiuje oligarchów. Komisja odpowiadała, że propozycja jest umiarkowana i dobrze wyważa interesy obu stron: małej Ukrainy i potężnej gospodarczo Unii. Wybrane produkty nie grożą zalaniem europejskiego rynku, a kwestia oligarchów jest przesadzona. Po pierwsze, w Europie też istnieją wielkie koncerny rolno-spożywcze. Po drugie, Bruksela wybrała takie produkty, dla których po obu stronach jest zbliżona struktura produkcji. Parlament w szczególności chciał wykreślenia z propozycji kwot dla pszenicy, przecieru pomidorowego i mocznika.

– To byłoby wyraźne jej pogorszenie. Bo pszenica to główny produkt importowy Ukrainy, a z kolei przecier jest produktem o wartości dodanej, bo przetworzonym. I produkuje go wiele małych i średnich firm, które powinniśmy wspierać – mówi nam nieoficjalnie osoba zaangażowana w negocjacje. Polska wskazywała na duże ilości pszenicy ukraińskiej, które są adresowane np. do Hiszpanii, ale po drodze zostają w naszym kraju. Na to Bruksela odpowiada, że konieczna jest lepsza kontrola administracyjna.

Jest kompromis

Ostatecznie porozumienie między Radą i Parlamentem doprowadziło do wykluczenia mocznika z listy, pozostały na niej pszenica i przecier pomidorowy. Zmniejszono natomiast rozmiar kontyngentów, np. dla pszenicy zamiast dodatkowych 100 tys. ton będzie 65 tys. ton, a dla przecieru zamiast 5 tys. będą 3 tys. ton.

W Brukseli panuje przekonanie, że zachowanie Polaków to efekt toczącej się walki między PiS a PSL o rząd dusz na wsi. A PO oczywiście musiało wspierać swojego koalicjanta. Jarosław Wałęsa w rozmowie z „Rzeczpospolitą" bronił swojego stanowiska i przekonywał, że wizerunek Polski na tym nie ucierpi. – To jest wyważona decyzja, Ukraina dostanie dodatkowe kontyngenty dla wszystkich zaproponowanych przez Komisję produktów, poza mocznikiem – powiedział europoseł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA