fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Galopujące ceny drewna biją w firmy meblarskie

Jeszcze rok temu lockdown z powodu pandemii uniemożliwił leśnikom wykonanie zaplanowanych cięć i sprzedaży drewna, dziś surowiec jest rozchwytywany, a ceny drewna poszybowały
Bloomberg
Ogromny popyt w USA i Chinach doprowadził do podwyżek cen surowca aż o 30–50 proc. Z Polski za granicę płynie już nawet, jak przed setkami lat, nieprzetworzone drewno.

W ostatnich miesiącach ceny drewna rosły lawinowo, co uderzyło w wiele istotnych branż, od budownictwa po ważny dla krajowego eksportu sektor meblarski.

Co gorsza, galopujące ceny nie chcą się ustabilizować – narzekają przedstawiciele branży.

Marek Kubiak, prezydent Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego i właściciel tartaków na Pomorzu, twierdzi, że w Polsce ceny rosną w zawrotnym tempie, bo do światowych czynników doszły dodatkowo rodzime uwarunkowania, choćby wyjątkowa koniunktura w budownictwie, które potrzebuje dużo drewna, ale i błędy w dystrybucji surowca pozyskiwanego w Lasach Państwowych. Przemysł od lat domaga się elastyczniejszego i bardziej transparentnego systemu sprzedaży surowca z leśnych zasobów Skarbu Państwa, zarządzanych dziś przez leśników.

Rafał Szefler, dyrektor w PIGPD, twierdzi, że od lat przedsiębiorcy z większości drzewnych firm mają zastrzeżenia do arbitralnego i niestabilnego systemu ustalania zasad handlu surowcem przez Lasy Państwowe. – Od lat zwracamy uwagę, że procedurom stosowanym w obrocie brakuje elementarnej przejrzystości – mówi dyr. Szefler

Globalne mechanizmy

– Polska to za mały gracz i praktycznie nie liczy się jako bezpośredni eksporter drewna na amerykański rynek, ale niemieccy, austriaccy czy skandynawscy surowcowi potentaci dziś robią w USA wielki biznes i przenoszą to ogromne, drzewne ssanie na sąsiadów znad Wisły. Gdy w zeszłym roku covidowy kryzys spowodował w Ameryce boom budowlany, wielkie dostawy surowca zakontraktowano w zachodniej Europie. Dziś popyt zza Atlantyku działa ze zdwojoną siłą w Unii Europejskiej, a przy okazji u nas winduje ceny na absurdalne poziomy – obrazuje prezydent PIGPD.

Potwierdzają to amerykańskie statystyki: przeciętny koszt budowy nowego domu w Stanach Zjednoczonych poszedł w górę w ostatnim roku o ponad 24 tys. dolarów, przede wszystkim ze względu na rosnące koszty drewna. Na Stanach mszczą się przy tym wcześniejsze zaniedbania i brak racjonalnej gospodarki drewnem budowlanym. Po wielu latach niskich cen podaż surowca w USA została ograniczona, a tartaki pozamykane.

Nieoczekiwany boom nastąpił dopiero w ubiegłym roku, ponieważ pandemia i lockdowny sprzyjały naprawom, remontom i kupowaniu większych domów. Mocno ograniczona podaż w całym łańcuchu dostaw drewna spowodowała, że kontrakty terminowe na drewno, które obecnie osiągnęły rekordową cenę 1260 dolarów za 1000 tzw. stóp deskowych, o ponad 800 dol. przekroczyły średnią cenę z ostatnich pięciu lat.

Całe pnie wyjeżdżają do Chin

Ale po co rozwodzić się nad problemami inwestorów zza Atlantyku, skoro, zdaniem prezydenta PIGPD, w kraju sami fundujemy sobie własne.

– W moich zakładach na Pomorzu doskonale widać, jak ogromne ilości okrągłego drewna przeładowuje się codziennie z ciężarówek do kontenerów opróżnionych wcześniej w naszych portach z chińskich towarów. Kubiak nie waha się używać mocnych słów, by określić nieskrępowany zupełnie eksport nieprzetworzonego polskiego drewna do Chin. – Albo zawodzi nas racjonalne myślenie, albo to po prostu sabotaż. Przecież okrągłego drewna nie pozwala od siebie wywozić nie tylko cały europejski Zachód, ale nawet Białoruś, Ukraina, a w przyszłym roku zakaz już zapowiedziała Rosja – mówi szef PIGPD. – U nas pośrednicy w kwestii wyprzedaży nieprzetworzonego drewna wciąż mają pełną swobodę, choć to tylko osłabia nas gospodarczo, odbiera chleb rodzimym drzewiarzom i nie chroni, a tym bardziej nie tworzy miejsc pracy – narzeka Kubiak.

Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego szacuje, że wyrastające jak grzyby po deszczu firmy handlowe, których działalność sprowadza się do organizowania zakupów w nadleśnictwach, transportu surowca do portów i księgowania transakcji, ekspediują rocznie z kraju co najmniej 4 mln metrów sześciennych drewna okrągłego.

A ogromny i wyposzczony po niedawnej pandemii chiński przemysł pochłania wszystko. Nieograniczony zbyt jest na sosnę, świerk czy buka. Azjatyccy kupcy w ostatnim roku zupełnie przy tym nie liczą się z ceną. Za metr sześcienny surowej świerczyny, wycenianej u nas w przetargach na 250 zł, płacą bez zmrużenia oka 350 zł i więcej.

Ceny surowca osłabiają meblarstwo

Skutki podwyżek drewna coraz dotkliwiej odczuwa przemysł meblowy, zwany nie bez kozery narodową, eksportową lokomotywą. Mimo kryzysu związanego z pandemią, lockdownów, zamykania i znów otwierania granic, ogromnej niepewności w biznesie, polscy meblarze obronili w ostatnim trudnym okresie drugą lokatę, po Chinach, wśród największych światowych eksporterów (ponad 40 mld zł w 2019 r.) i szóstą pozycję w gronie czołowych producentów domowych sprzętów.

Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, w niekontrolowanym wzroście cen drewna dostrzega poważne zagrożenie. Choć w rodzimym meblarstwie, w którym prym wiodą wyroby skrzyniowe i tapicerowane, lite drewno nie odgrywa pierwszoplanowej roli, to obecny skok cen surowca widać w ogromnych rachunkach płaconych za płyty wiórowe. Fabryki płyt meblowych podniosły ceny swoich wyrobów aż o 60–100 proc. – Polskie ekonomiczne meble podbijające świat to w znaczącej przewadze produkt niskomarżowy. Szybujące ceny drewna z pewnością osłabią ekonomiczne fundamenty biznesu, obniżą jego rentowność. A to oznacza cięcie wydatków na inwestycje, modernizację technologii i wymianę maszyn – dodaje Michał Strzelecki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA