fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Wybory korespondencyjne: Listonosze mówią „nie”

Fotorzepa, Radek Pasterski
Poczta Polska staje przed misją z gatunku tych niemożliwych. Ryzyka i braki, jakie wiążą się z przeprowadzeniem głosowania korespondencyjnego, są olbrzymie.

Sejm zajmie się w piątek projektem ustawy nowelizującej kodeks wyborczy, który zakłada, że w majowych wyborach prezydenckich możliwe byłoby wyłącznie głosowanie korespondencyjne. Za dostarczenie tzw. pakietów do głosowania z komisji wyborczych do obywateli, a potem ich odbiór, odpowiadać ma Poczta Polska (PP). Operator dostał zadanie o skali dotąd niespotykanej w naszym kraju. Uprawnionych do głosowania jest bowiem ok. 30 mln Polaków. Dotarcie nawet do połowy tych adresów w ograniczonym czasie to gigantyczne wyzwanie. A związkowcy PP twierdzą, że rząd nawet nie konsultował się w tej sprawie z Pocztą. Czy takie zdalne wybory mogą zatem się udać?

Brakuje doręczycieli

Bogumił Nowicki, przewodniczący NSZZ Solidarność Poczty Polskiej, stawia kilka warunków. Według niego istotne jest, ile czasu listonosze będą mieli na dostarczenie pakietów do głosowania. W poprzednich latach, gdy w ten sposób głosowały osoby niepełnosprawne, zainteresowany zgłaszał chęć głosowania korespondencyjnego do 15 dni przed terminem wyborów, a pakiet dostawał do siedmiu dni przed datą głosowania. Zakładając, że otrzymamy trzy dni na zakreślenie kandydata, PP będzie musiała się sprężać, by odebrać karty na czas, do 10 maja. Spółka ma w sumie 30 tys. listonoszy i kurierów, więc teoretycznie ma potencjał osobowy, by zmierzyć się z takim wyzwaniem. W praktyce – w związku z pandemią – gros pracowników jest na zwolnieniach i urlopach. Z naszych informacji wynika, że PP do dyspozycji ma obecnie ok. 15 tys. listonoszy.

Państwowy operator zapewnia jednak, że jest jedyną instytucją w kraju, która może podołać temu zadaniu. – Jesteśmy częścią strategicznej infrastruktury państwa, której zadaniem jest zapewnienie obsługi obywateli oraz władz państwowych nawet w najtrudniejszych warunkach. Jako wyznaczony operator pocztowy jesteśmy zobowiązani do realizacji zadań, jakie wynikają z ustaw. Do tej pory obsługiwaliśmy (korespondencyjnie – red.) wyborców niepełnosprawnych – zaznacza Justyna Siwek, rzecznik Poczty Polskiej.

Czytaj także: Firmy kurierskie zyskują na wirusie 

Ale trudno wnioskować na tej podstawie, że spółka ma niezbędne doświadczenie do przeprowadzenia takiego zdalnego głosowania. W ubiegłorocznych jesiennych wyborach parlamentarnych (frekwencja sięgała 61,7 proc.) udział wzięło ponad 18 mln osób. W tym na głosowanie korespondencyjne zdecydowało się 1571 z nich. PP dostarczyła więc ledwie niecałe 0,009 proc. wszystkich głosów.

– W proces przygotowania wyborów korespondencyjnych zaangażowanych jest wiele podmiotów, m.in. urzędy miast i gmin. Rola Poczty ogranicza się do doręczenia przesyłek pod wskazany adres, a następnie odniesienia ich do obwodowych komisji wyborczych – zastrzega Justyna Siwek.

Poczta potrzebuje pieniędzy

O tym, że PP radzi sobie w czasach pandemii, przekonuje Artur Więckowski, dyrektor zarządzający pionem sprzedaży w państwowej spółce. – Zapewniamy dostęp do usług mimo obostrzeń związanych ze stanem epidemii. Pracują placówki pocztowe, każdego dnia listonosze i kurierzy doręczają miliony przesyłek – wylicza.

Mimo to pracownicy operatora mówią o absurdalnej decyzji polityków. Nie ukrywają, że boją się o swoje zdrowie. PP informuje, że na zakupy środków ochronnych wydała już ok. 50 mln zł, a w marcu pracownicy otrzymali po 50 zł na indywidualne zakupy potrzebnych im środków dezynfekujących. Ale na internetowych forach listonosze wskazują, że brakuje im zabezpieczeń, jak maski czy rękawiczki, a te co są, nie nadają się do pracy listonosza (np. rękawiczki są zbyt śliskie i służbowe tablety wypadają z dłoni). Potwierdza to Sławomir Redmer, szef związku OPZZ Pracowników Poczty Polskiej. I dodaje, że nie jest zwolennikiem narażania pracowników. – A w sytuacji gdy trzeba byłoby dostarczać karty wyborcze za potwierdzeniem odbioru, ryzyko jest ogromne. Nie chodzi nawet o samych listonoszy, ale mieszkańców, którzy mogą się obawiać kontaktu z doręczycielem. To ryzyko roznoszenia koronawirusa i ryzyko potencjalnie agresywnych zachowań wobec pracowników PP – przestrzega.

Jego zdaniem należy liczyć się również z tym, że listonosze mają swoje poglądy polityczne i niektórzy nie będą chcieli uczestniczyć w organizacji korespondencyjnego głosowania. – Jednym słowem, nie wierzę, że te wybory odbędą się 10 maja – podkreśla.

Mogłyby pomóc pieniądze. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki zapewniał niedawno, że PP na tym z pewnością dobrze by zarobiła. – Czy za pieniądze ryzykować życie i zdrowie, taką decyzję musiałby każdy podjąć sam – dodaje Redmer.

PP nie odpowiedziała na nasze pytanie, czy listonosze dostaliby premię za roznoszenie kart do głosowania. Podaje, że wkrótce wypłacane będzie im jednorazowe wsparcie finansowe w wysokości 700 zł.

Bogumił Nowicki uważa, że przeprowadzenie głosowania korespondencyjnego, bez potężnego dofinansowania PP przez państwo i inwestycji w pracowników, jest dziś nierealne. – Od półtora roku walczymy o podwyżki. Bezskutecznie. To nie zachęca do wykonywania niebezpiecznych zdań – przekonuje przewodniczący pocztowej Solidarności. – Ale Poczta, jako operator narodowy, jest wyznaczona do tego, by w sytuacjach kryzysowych podejmować działania szczególne. I jest jedyną organizacją, która ma potencjał, by przeprowadzeniu wyborów w formie korespondencyjnej podołać – kontynuuje nasz rozmówca.

Do firm pocztowych w Wlk. Brytanii, Francji czy Włoszech od dawna płynie szeroki strumień państwowych pieniędzy. Ale nie nad Wisłą. W zeszłym roku mówiło się, że rząd dokapitalizuje PP kwotą 200 mln zł, a spółka zyska status agenta celnego, odpowiedzialnego za wejście towarów na obszar celny UE przez polskie granice, przejmując obowiązki Krajowej Administracji Skarbowej. Operator miał też przejąć od Ruchu dystrybucję prasy. Z tych planów nic nie wyszło.

Artur Olejniczak ekspert, Wyższa Szkoła Logistyki w Poznaniu

Listonosz powinien zbierać podpisy na liście potwierdzającej odbiór, co oznacza, że musi otrzymać kombinezon, by nie zarażać i samemu nie zostać zarażonym. Czy będzie miał takie wyposażenie? Pozostawienie kart do głosowania w skrzynce nie da gwarancji skutecznego dostarczenia. Pytanie też, jak później pocztowcy mieliby odebrać te karty. Technicznie Poczta jest w stanie to zadanie udźwignąć, ale sobie tego nie wyobrażam.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA