fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Czy mapa na snapchacie pomaga pedofilom

Snapchat
Snapchat
AdobeStock
Użytkownik serwisu społecznościowego musi być świadom wad i zalet ukrycia swojej lokalizacji.

Nowe technologie bez wątpienia ułatwiają życie miliardom ludzi na całym świecie. Niosą jednak pewne zagrożenia, zwłaszcza dla najmłodszych użytkowników, nieświadomych niebezpieczeństwa.

iGen się zna

Urodzonych po 1995 r. nazywa się pokoleniem iGen. Autorką określenia jest amerykańska psycholog Jean M. Twenge. Jej zdaniem na okres dorastania tych osób nałożył się gwałtowny rozwój branży IT – m.in. wprowadzenia na rynek smartfonów. Efektem jest wyjątkowa biegłość pokolenia iGen w świecie nowych technologii. Profile na portalach społecznościowych zakładają coraz młodsi. Już w 2011 r. w Stanach Zjednoczonych z Facebooka korzystało więcej niż 12,5 mln osób poniżej 13. roku życia – granicy wiekowej wyznaczonej przez serwis.

Kolejną aplikacją cieszącą się dużą popularnością na świecie jest Snapchat. Używa go prawie 8 mln dzieci poniżej 11. roku życia.

Snapchat od 2017 r. oferuje swoim użytkownikom tzw. Snap Mapę. Dwa lata po wprowadzeniu funkcji republikańska senator ze Stanów Zjednoczonych Marsha Blackburn nazwała ją wymarzonym narzędziem dla pedofilów. Stwierdzenie nie wydaje się bezpodstawne. Snap Mapa to mapa termiczna, która pokazuje zagęszczenie użytkowników aplikacji na całym świecie. Klikając w konkretną lokalizację, można obejrzeć zdjęcia i nagrania dodane w okolicy do tzw. Stories. Co więcej, funkcja pozwala śledzić swoich znajomych z ogromną dokładnością. Istnieje możliwość zablokowania swojej lokalizacji w trybie Ghost Mode.

– Wielkie serwisy często dodają do aplikacji funkcje, z których większość użytkowników, a zwłaszcza dzieci, nie jest świadoma. Pole do zagrożeń jest więc oczywiste. Z naszych badań wynika, że 47 proc. uczniów nigdy nie uczyło się w szkole o cyberbezpieczeństwie. Według danych z 2016 r. wynika, że 53 proc. rodziców ustaliło w domu jakiekolwiek zasady dotyczące korzystania z internetu, a 23 proc. w ogóle na ten temat z dziećmi nie rozmawiało – mówił „Rzeczpospolitej" Szymon Wójcik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Przy zakładaniu konta w aplikacji użytkownik może zdecydować, czy jego lokalizacja będzie wyświetlana, ale małe dzieci często bez wiedzy rodziców akceptują wszystkie okienka, które im wyskakują. Ponadto dzieci mogą także dodawać do znajomych losowe osoby i akceptować zaproszenia od niezidentyfikowanych użytkowników.

– Trzeba uczulać dzieci na to, by we wszelkich serwisach społecznościowych i aplikacjach akceptowały najlepsze koleżanki i kolegów, a nie osoby sobie nieznane bądź przypadkowo „spotkane" w internecie – apeluje rzecznik praw dziecka.

W czasach szybko postępującej technologii kolejnym wyzwaniem dla opiekunów dzieci jest nadążanie za zmianami. Inaczej najmłodsi mogą być narażeni na niebezpieczeństwo, zwłaszcza że regulacje prawne nie dają stuprocentowej gwarancji ochrony. – W prawie karnym są takie pojęcia, jak znieważenie (art. 216. kodeksu karnego), zniesławienie(art. 212. k.k.), bądź stalking, czyli nękanie (art. 190a k.k.). W 2010 r. pojawił się także paragraf na uwodzenie dzieci online (art. 200a k.k.). Na jego podstawie karane jest już samo nawiązanie kontaktu w celu wykorzystania. Nie musi dojść do samych czynów, które są objęte osobnymi regulacjami – komentuje Szymon Wójcik.

Zdaniem specjalisty są to jednak sprawy trudne do wykrycia, między innymi dlatego, że ochrona wizerunku i dóbr osobistych ma odzwierciedlenie w prawie cywilnym. Dochodzenie roszczeń od innego użytkownika wymaga więc przede wszystkim wiedzy o nim, a także wytoczenia procesu.

Remedium

Ekspert podkreśla, że do zmian mogą prowadzić naciski na wielkie serwisy, by zmieniły swoją politykę. Takie organizacje jak FDDS dzięki swojej obecności na forum europejskim mogą realnie wpływać na korporacje.

Szymon Wójcik podkreśla, że naciski społeczne są często bardziej efektywne od prawa. Jego zdaniem nie znaczy to jednak, że kwestie prawne można zaniedbać. Wręcz przeciwnie, organy ścigania powinny mieć osoby wyspecjalizowane w zwalczaniu tego rodzaju przestępstw.

OPINIA

Marek Michalak , były rzecznik praw dziecka

Dzieci należy chronić, bo są najbardziej narażone na różne niebezpieczeństwa, a nie zawsze mają świadomość konsekwencji swoich działań.

Nawet najmłodsi znają technologię często lepiej od swoich rodziców, nauczycieli. To my jednak musimy być wyczuleni na niewłaściwe treści.

Ochrona rodzicielska nie wystarczy. Potrzebujemy edukacji od najmłodszych lat. Zapewnienie odpowiednich warunków prawnych i społeczno-publicznych należy do państwa. Jeśli ono nie jest w stanie inicjować zmian, powinno wspierać zajmujące się tym organizacje pozarządowe i fundacje. Z tym bywa różnie. Dochodzi do krzywdzenia dzieci zarówno w sferze wirtualnej, jak i rzeczywistej. Widzimy jakąś niemoc władzy. Na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA