fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Amber Gold

Wiele tajemnic Amber Gold

Fotorzepa, Piotr Wittman
Na pierwszym przesłuchaniu Marcin P. chciał iść na współpracę i zeznać m.in. o łapówkach.

Szef Amber Gold był skłonny ujawnić śledczym nieznane im wcześniej informacje dotyczące losów pieniędzy wpłacanych przez klientów piramidy finansowej. Już w sierpniu 2012 r. podczas pierwszego przesłuchania przez prokuratora w Gdańsku zaproponował, że powie o nich w zamian za nadzwyczajne złagodzenie mu kary. Prokuratura na to nie przystała – wynika z wtorkowych zeznań ważnego świadka przed sejmową komisją ds. Amber Gold – prokurator Izabeli Janeczek z Łodzi (była szefową zespołu śledczych, którzy badali piramidę finansową). P. chciał pójść na współpracę, w zamian za ujawnienie innego przestępstwa. – Chodziło o sprawę spółki Portico Galicja – powiedziała prok. Janeczek.

Aż do 2017 r. nikt tego wątku nie podjął. Dotyczył on przelewu 2 mln euro przez Marcina P. spółce Portico Galicja. Obecnie m.in. ten wątek bada Prokuratura Regionalna w Łodzi, próbując ustalić, gdzie podziały się miliony, jakie do Amber Gold wpłacali klienci. Śledczy ustalają, czy mogła być to łapówka P. dla kogoś ważnego.

Przelew miał być zapłatą za grunt – ten jednak de facto nigdy nie został kupiony.

Marcin P. chciał kupić niezabudowana działkę przy ul. Rajskiej w Gdańsku. Teren należał do prywatnej spółki Portico Galicja. Ostatecznie transakcji nie sfinalizowano – wybuchła afera, a Amber Gold upadła.

Okoliczności związane z przekazaniem pieniędzy wspomnianej spółce interesują nie tylko komisję, ale też Prokuraturę Regionalną w Łodzi, która bada kilka umorzonych wcześniej wątków z głównego śledztwa dotyczącego piramidy (m.in. zapłaty za pracę synowi premiera Donalda Tuska za analizy o funkcjonowaniu spółki OLT). Dlaczego dziś śledczy wracają do tego wątku? – Wśród transakcji jakie analizujemy jest również zapłata 2 mln euro na rzecz spółki Portico Galicja – potwierdza „Rzeczpospolitej" Krzysztof Bukowiecki, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi. Bada ona m.in. wątek przepływów finansowych pomiędzy spółkami Amber Gold i OLT (wcześniej umorzony a w 2016 r. wznowiony). To ważne, bo właśnie do linii lotniczych OLT Marcin P. – według biegłych – wyprowadził z Amber Gold ok. 350 mln zł klientów.

– Sprawdzamy, czy istotnie miała miejsce dana usługa lub zakup towaru i czy cena podana na fakturze odpowiadała wartości rynkowej. Czy też za przelewem coś się ukrywało – mówi prok. Bukowiecki.

Jak dodaje, z 2 mln euro połowę odzyskał syndyk. Dziś spółka jest w likwidacji. Nie wiadomo, do kogo należała – jedynym udziałowcem Portico Galicja była inna spółka z Luksemburga (AP PORTICO GALICJA S.A.R.L.)

Ta wpłata nie jest jedyną budzącą wątpliwości komisji i śledczych. Amber Gold to była dziwna firma, dokonująca dziwnych przelewów; przypuszczaliśmy, że może dojść do próby wyprania pieniędzy przez podmioty publiczne – mówił niedawno przed komisją były szef gdańskiej delegatury ABW Adam Gruszka. Jako przykład dziwnych przelewów wskazał m.in. na gdańskie zoo.

Sugestie posłów komisji wskazują, że przelewy mogły służyć budowaniu „parasola ochronnego" nad działalnością Amber Gold i małżonków P. na Pomorzu.

Podczas wtorkowego przesłuchania wyszedł też na jaw błąd prokurator Ewy Daligi z Gdańska, która była jedną z trzech pierwszych śledczych oddelegowanych do pracy przy tej sprawie. Daliga marginalizowała swoją rolę. Twierdziła, że o niczym nie decydowała i była pomijana przy spotkaniach z szefami prokuratury.

To jednak prok. Daliga wystawiła postanowienie o zabezpieczeniu 2 mln euro w spółce Portico Galicja na poczet kar. Niestety – jak wytknęła szefowa speckomisji Małgorzata Wassermann – decyzja trafiła pod stary, nieaktualny adres spółki w Gdyni, choć ta przerejestrowała się do Warszawy (w efekcie prezes spółki tłumaczył potem, że nie wiedział o zabezpieczeniu). Prok. Dalida nie umiała wytłumaczyć, dlaczego nie sprawdziła losów tej spółki.

Prok. Janeczek przekonywała, że śledczy nie mieli dowodów, że za Marcinem P. stał ktoś, kto pomógł mu uruchomić działalność. Szefowa komisji nie mogła w to uwierzyć. – Marcin P. wyszedł z więzienia, miał 500 zł na koncie. Skąd miał kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy złotych na wpisy sądowe, uruchomienie spółek, wynajem biur. Dlaczego tego nie badaliście? – pytała zdziwiona Wassermann.

Ewa Dalida awansowała – w 2016 r. została szefową wydziału do spraw przestępczości gospodarczej w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA