W poniedziałek pod oknami rosyjskiej ambasady w Hadze pojawiło się 298 białych krzeseł. Zostały ustawione w sposób przypominający rozstawienie foteli na pokładzie samolotu. Na niektórych pojawiły się zdjęcia, obok na trawniku stały tabliczki z napisami: „nie dopuścić do bezkarności", „ktoś wie, co się stało". Tę symboliczną akcję zorganizowały rodziny ofiar zestrzelonego w lipcu 2014 r. nad Donbasem samolotu pasażerskiego malezyjskich linii lotniczych MH17. Po niemal sześciu latach od tragedii ruszył proces sądowy w Holandii (ponieważ większość ofiar była Holendrami).

Sprawę karną, której dokumentacja ma ponad 30 tys. stron, prowadzi sąd okręgowy w Hadze, a rozprawa przez najbliższe pół roku ma się odbywać na przedmieściach Amsterdamu w Schiphol. Początkowa miała trafić do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, ale w czerwcu 2015 r. Rosja była jedynym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, który zawetował tę propozycję Malezji. W poniedziałek sędzia ogłosił, że w ramach procesu bliscy ofiar złożyli 84 wnioski dotyczące kompensacji finansowych. Ława oskarżonych jest jednak pusta. Zarzuty holenderskiej prokuratury zaocznie usłyszało trzech obywateli Rosji i jeden Ukrainiec.

Najbardziej znanym wśród nich jest Igor Girkin (Striełkow), który latem 2014 r. stał na czele ministerstwa obrony samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Wcześniej, jak sam przyznawał, był pułkownikiem rosyjskiego FSB. Inne źródła wskazują jednak, że przez wiele lat był związany z wywiadem wojskowym (GRU). Międzynarodowa komisja śledcza (Australia, Belgia, Malezja, Holandia i Ukraina) ustaliła, że Girkin wiedział o zestrzeleniu samolotu pasażerskiego przez swoich podwładnych przez system rakietowy Buk. Międzynarodowa grupa śledcza ustaliła, że buk trafił tam z 53. brygady obrony przeciwlotniczej, która mieści się pod rosyjskim Kurskiem. Tuż po tragedii miał tam natychmiast powrócić.

Girkin od początku wszystkiemu zaprzeczał. Podobnie zachowywał się inny weteran GRU Sergiej Dubinski, z którym udało się skontaktować holenderskiej gazecie „AD". Powiedział jedynie, że nie zostanie wydany władzom Holandii i powołał się na konstytucję FR, zgodnie z którą obywatele Rosji nie mogą być wydawani obcym organom ścigania. Według gazety „AD" Dubinski nie przejmuje się procesem w Hadze, mieszka w „dobrym domu" z „dużym akwarium" pod Rostowem nad Donem i odpoczywa na Krymie.

Wśród oskarżonych jest również emerytowany podpułkownik rosyjskich wojsk powietrzno-desantowych Oleg Pułatow. Jako jedyny zdecydował się na obronę w sądzie, wysłał tam grupę adwokatów, w skład której weszło dwóch holenderskich obrońców i jeden rosyjski. Niewykluczone, że w ten sposób Rosja postanowiła mieć wgląd do akt sprawy.

– Po co to robi? Prawdopodobnie ma niepodważalne dowody, że nie ma z tą sprawą nic wspólnego. Osobiście np. byłem wtedy na konferencji we Włoszech, może Pułatow też był gdzieś za granicą. Reszta takich niepodważalnych dowodów może nie mieć. Byli np. w Moskwie i jak to udowodnią? – mówi „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, politolog prezentujący oficjalne kremlowskie stanowisko, że zarzuty wobec Rosji są sfałszowane.

– Ukrainie zależy, by holenderski sąd postawił wszystkie kropki nad i. Wtedy czarno na białym będzie napisane, że rosyjski Buk z udziałem rosyjskich obywateli zestrzelił malezyjski samolot i odpowiedzialność za to ponosi Rosja. To kwestia prawnej i politycznej odpowiedzialności – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Fesenko, czołowy kijowski politolog.

Wśród oskarżonych jest również obywatel Ukrainy Leonid Charczenko, o którym wiadomo najmniej. Prawdopodobnie mieszka we wschodniej części Ukrainy, której obecnie nie kontroluje Kijów. Za całą czwórką władze Holandii wysłały międzynarodowy list gończy. – Na pewno są obserwowani i nikt w Moskwie nie dopuści do tego, by zaczęli mówić – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Aresztowycz, emerytowany oficer ukraińskiego wywiadu wojskowego. – Gdyby którykolwiek zdecydował się na złożenie zeznań, nie dojechałby nawet do granicy – dodaje.