Rzeczpospolita: Podczas tegorocznych obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego rozgorzała dyskusja, czy młodzież powinna nosić na ramionach powstańcze opaski. Czym one właściwie były?

Dariusz Gawin: Rodzajem substytutu munduru i tak do dziś traktują je powstańcy. Stemplowano je w taki sposób, by informowały o konkretnym przydziale wojskowym. Wprowadził je specjalny rozkaz najwyższego dowództwa Armii Krajowej, które w ten sposób rozwiązało problem braku oficjalnych mundurów. Stąd właśnie zastrzeżenia np. niektórych powstańców co do tego, czy to najlepsza forma upamiętnienia powstania...

Nie podoba im się popkulturyzacja symboli narodowych.

Tak. Ale z drugiej strony, jeśli tego rodzaju treści mają w ogóle funkcjonować we współczesnej kulturze, to muszą się posługiwać właśnie takim kodem kulturowym. Tego trendu nie da się odwrócić, bo jest on naturalny i spontaniczny. Kulturą nie da się odgórnie zarządzać. Jedyne, co możemy robić, to rozpoznawać zmiany i próbować wpływać na to, by dokonywały się w sposób jak najbardziej kulturalny i godny. Najważniejsza jest intencja tych ludzi. Skoro właśnie w taki sposób chcą wyrazić swój szacunek, to myślę, że trzeba to zaakceptować.

Dlaczego?

Bez przerwy pojawiają się i będą się pojawiać różne kontrowersje związane z formami upamiętnienia powstania. Jednak kultura, w której funkcjonujemy, jest w znacznym stopniu kulturą masową, z czym wiąże się właśnie interaktywność. Noszenie opasek wpisuje się w pewien performatywny sposób manifestowania swojego przywiązania do jakiejś idei czy wartości. Podobnie warszawiacy w rocznicę powstania w getcie warszawskim noszą przypięte do piersi żonkile...

Skąd się wzięły te zmiany?

To trend widoczny od kilkudziesięciu lat. Jego najlepszym przykładem jest popkulturyzacja symboli narodowych w kulturze anglosaskiej. Flaga amerykańska i brytyjska już dawno stały się elementami kultury masowej. Są wszędzie: na walizkach, breloczkach, kubkach, okładkach płyt rockowych... W Polsce wielu krytykom tych zmian często nie chodzi wcale o to, że bezczeszczone są symbole, które są dla nich święte, tylko reagują oni z pewną nadwrażliwością w ogóle na obecność symboli patriotycznych i narodowych w przestrzeni publicznej. Według ich myślenia wszystko to momentalnie prowadzi do nacjonalizmu, faszyzmu i przemocy. Ale to są zbyt łatwe, zbyt szybkie i pretensjonalne uogólnienia.