Na nietypowy ładunek trafili w nocy z piątku na sobotę celnicy z lotniska na Okęciu. Samolotem ze Stanów Zjednoczonych przyleciało pięć klatek z kotami.
Po ich odbiór zgłosił się obywatel Łotwy. – Twierdził, że to zwykłe dachowce, które chce sprzedać na Łotwie po 40 euro – mówi jeden z celników.
Funkcjonariusze jednak dokładnie przyjrzeli się futerkom kotów (miały cętki) i stwierdzili, że Łotysz kłamał. W klatkach nie było domowych dachowców, znajdowały się w nich natomiast dzikie koty: cztery serwale i karakal (ryś stepowy).
– Mężczyzna nie miał dokumentów pozwalających na wwóz takich zwierząt do Polski. Te gatunki drapieżników objęte są specjalną ochroną, bo są zagrożone wyginięciem – dodaje celnik.
Sprawą Łotysza zajmuje się teraz policja. Prawdopodobnie będzie ukarany za przemyt.
W swoim kraju prowadzi on hodowlę dzikich kotów.
Serwale i ryś stepowy zostały przekazane do zoo. Przez miesiąc będą poddane kwarantannie. Serwale prawdopodobnie urodziły się w niewoli, zachowują się bowiem tak, jakby były udomowione. O tym, czy na stałe zamieszkają w zoo, zdecyduje sąd.
Celnicy przyznają, że dotychczas nie mieli do czynienia z przemytem dzikich kotów. Częściej rekwirowali futra, skóry lub wyroby pochodzące z chronionych gatunków zwierząt.
Miesiąc temu zatrzymali
oni 51-letniego Wietnamczyka, który przyleciał z Paryża.
W walizce miał schowane cztery pękate butelki z nalewką, w której zatopione były rzadkie okazy kobry indyjskiej. A u małżeństwa, które przyleciało z Bangkoku, znaleźli torebkę wykonaną ze skóry kobry azjatyckiej monoklowej (nazywaną kobrą nepalską). Z kolei u pasażera, który przyleciał z Tajlandii przez Kijów, zarekwirowali klapki wykonane ze skóry pytona.
[i][link=http://www.zw.com.pl/temat/1.html]Czytaj w "Życiu Warszawy"[/link][/i]