Reklama

Twardziele z głową w chmurach

Dzięki nim Warszawa jest czystsza i... trochę weselsza. Ale mało kto ich zauważa, dopóki nagle nie zawisną za oknem naszego biura z gąbką w jednej ręce i ściągaczką w drugiej. Alpiniści przemysłowi, czyli ludzie myjący wieżowce

Aktualizacja: 13.10.2007 03:54 Publikacja: 13.10.2007 03:51

Twardziele z głową w chmurach

Foto: Fotorzepa

Red

– Praca wbrew pozorom jest bezpieczna. W górach ludzie wiszą na jednej linie, my na dwóch. A jeszcze się nie zdarzyło, żeby jedna strzeliła – mówi Wohi, uśmiechnięty 24-latek z czupryną czarnych włosów. – Nawet gdyby jednak strzeliła, to i tak na drugiej jest duża szansa przetrwania, są atestowane i wytrzymują 1,5 tony obciążenia.– Samochód można na niej utrzymać – dorzuca młody chłopak z dołkiem w brodzie. Tak jak większość z nich nie używa imienia. Ma 26 lat, ksywka Travolta.

Są zgrani, od dawna już pracują razem i lubią się śmiać.– Kiedyś myliśmy okna w pewnym hotelu. Wiszę za oknem i widzę: stoi facet w pokoju prawie nagi. Pokazuje kartkę, na której napisał „Czy mnie widzisz”. Był w tym pokoju w towarzystwie damy i chciał się upewnić, czy jego okno nie jest lustrem weneckim – opowiada Lech Kowalski z firmy Carpatus Polska.

Ma 24 lata, myje wieżowce od dwóch lat. Wśród kolegów jest wyjątkiem, bo wcześniej przez prawie sześć lat wspinał się na skałki i jest zapalonym alpinistą. Reszta ekipy to ludzie, którzy przeszli pięciodniowe szkolenie w Dolnośląskiej Szkole Alpinizmu Przemysłowego, gdzie nauczono ich podstaw wiązania i opuszczania się na linie. W tym zawodzie więcej nie trzeba.

Pytani o to, czy praca przy myciu wieżowców jest ciężka, odpowiadają, że nie.– My sobie wisimy w powietrzu, opowiadamy kawały. I patrzymy na ludzi, którzy tyrają za biurkami – tłumaczy Travolta. – Jak jest deszcz nie pracujemy, jak mróz nie pracujemy, jak za duży wiatr też nie pracujemy, po prostu najlepsza robota w mieście.

Jednak prawda jest trochę inna. Mycie okna hotelu na wysokości 150 metrów to nie są przelewki. Żartować z tego może tylko ten, kto jest wyjątkowo twardy, zna fach i kocha to, co robi.

Reklama
Reklama

– To prawdziwi twardziele. Trzeba mieć straszną krzepę, żeby przez cały dzień pracować w takich warunkach – opowiada Marek Matuszkiewicz, 45-latek, właściciel firmy Alma. – Pamiętam, jak zaczynałem w tym fachu i wracałem do domu wieczorem. Zwijałem się w kłębek i zasypiałem, na nic więcej już nie miałem siły.

I podkreśla, że wie, co to jest ciężka robota. Pochodzi z Głogowa, pracował w kopalni miedzi. Gdy na powierzchni jest 5 stopni C, na dole jest 30 stopni. Często pracuje się w wodzie po kolana, jest ciemno, a praca na trzy zmiany. – To jednak nic w porównaniu z takimi 10 godzinami na ścianie budynku Rondo 1 w listopadowy dzień.

Matuszkiewicz przyjechał do Warszawy w 1991 roku, pracy u niego w mieście nie było.

– Miałem do wyboru albo robota w kopalni, albo w hucie. Wysiadłem z autobusu w Warszawie i zobaczyłem ludzi myjących okna hotelu. Zaczepiłem ich, czy nie potrzebują pomocnika. Zgodzili się. I tak zacząłem. Potem zaproponowali mi pracę na linach. Przeszkoliłem się i zostałem jednym z nich. W 1995 założyłem swoją firmę Alma – mówi.

Teraz zatrudnia 20 osób. Myje najbardziej prestiżowe wieżowce w stolicy: Rondo ONZ 1, WTT (Warsaw Trade Tower, drugi pod względem wysokości budynek w Polsce), Orco Tower, Millennium Plaza.

Takiego molocha jak WTT 15--osobowa ekipa pucuje ok. trzech tygodni. Firma zarabia niecałe 2 złote za metr kwadratowy.

Reklama
Reklama

Matuszkiewicz narzeka, że nie może nadążyć z zamówieniami: – Dwa lata temu kilku najlepszych ludzi wyjechało za granicę. Na brak pracowników nie skarży się Krzysztof Zając, 30-latek, właściciel firmy Carpatus Polska. Nie narzeka, choć jeszcze niedawno zatrudniał 40 osób, a teraz tylko sześć. – Reszta pozakładała firmy i są u mnie podwykonawcami – mówi. Pochodzi z Nowego Targu, ale nigdy nie chodził po górach. U siebie w firmie może trzy razy zszedł po linie, żeby sprawdzić skończoną pracę. Teraz ma od tego pracowników.

Skończył technikum weterynaryjne, ale zawsze miał smykałkę do biznesu. W Warszawie zobaczył niszę, na której można zarobić. – Tam, skąd pochodzę, ludzie zawsze wyjeżdżali do Stanów – opowiada. – Jak jeden z drugim skończył 15 lat, to już się stąd zwijał. A ja zawsze uważałem, że jak ktoś chce, to w Polsce może dobrze żyć. No i dziewczyny raczej nie wyjeżdżały – żartuje.

Carpatus Polska myje niemal wszystkie najpiękniejsze hotele w stolicy: Hilton, Intercontinental, Westin, Radisson, Marriott na Okęciu, przymierza się do Złotych Tarasów. Jak obliczył Zając, rocznie jego ludzie myją łącznie 1 mln metrów kwadratowych powierzchni. Cena za umycie metra kwadratowego to 1,50 zł.

– Na Intercontinentalu pracujemy tydzień. Cztery dni 13 osób myje ściany, a potem zostają cztery i czyszczą dół, od poziomu chodnika do 20 metrów wzwyż – mówi. Hotel życzy sobie takiego mycia dwa razy w roku. Raz w miesiącu zarządzane jest czyszczenie dołu. Za to wszystko hotel płaci rocznie 150 tys. zł.

Praca wymaga kompletnego braku lęku wysokości. – Kiedyś przyszedł do mnie chłopak, który zrobił sobie wszystkie możliwe badania, jednak gdy trzeba było zrobić ten pierwszy krok z dachu, nie potrafił ruszyć nogą – przypomina sobie Matuszkiewicz.

Wohi z firmy Carpatus Polska nigdy nie zapomni swojego pierwszego dnia w pracy. – Przede mną na ławeczkę (twardy, płaski element, na którym myjący na wysokości siedzą w czasie pracy) miał wejść facet, który pracował tam już dwa lata. Zaczął krzyczeć, że za nic w świecie tam nie wejdzie. Powiedziałem mu: „stary, a co ja mam powiedzieć? To mój pierwszy dzień”.

Reklama
Reklama

– Wtedy po prostu pampersy, ściągacze na nogawkach i do roboty – śmieją się koledzy z grupy. Drugą, przełomową umiejętnością alpinistów przemysłowych jest... mycie szyb. Tylko z pozoru wydaje się to takie łatwe. Właściciel Carpatusa Polska radzi: – Najpierw trzeba szybę namiśkować, czyli posmarować 45-centymetrową miękką myjką zamoczoną w płynie od mycia. Potem zebrać to gumową ściągaczką. I tu jest cała tajemnica. Chodzi o to, żeby mocno przyciskać i odpowiednio zawinąć, żeby nie zrobić smugi.– Nowemu pracownikowi daję jedną szybę i każę mu ją myć przez cały dzień. Potem jeszcze przez kilka miesięcy szlifuje tę umiejętność na ścianie budynku – mówi Matuszkiewicz z Almy.

Praca jest ciężka, ale popłatna. Na akord można zarobić nawet 10 tysięcy złotych miesięcznie. W sezonie, czyli wiosną i jesienią. Gorzej jest latem, gdy wysoka temperatura uniemożliwia pracę, bo piana schnie na gorących szybach tak szybko, że nie można nadążyć z wycieraniem.

Jeszcze do niedawna martwy sezon zaczynał się w połowie grudnia, a kończył w połowie marca. Jednak od czasu tragedii w Katowicach, gdzie pod ciężarem śniegu zawalił się budynek i zginęli ludzie, firmy takie jak Carpatus Polska i Alma mają coraz więcej zamówień na usuwanie śniegu z dachów.

I chociaż jest coraz mniej chętnych do wykonywania tej pracy, to nie zanosi się, że najbardziej doświadczeni pracownicy nagle z niej odejdą. Mają do niej zbyt emocjonalny stosunek. – To adrenalina i wolność – mówi Travolta.– A jak nas jeszcze ktoś poczęstuje kawą przez otwarte okno, to już szczyt szczęścia – przytakuje Wohi.

– Kiedyś ktoś napisał nam na kartce „Pozdrowienia dla ludzi wysokich lotów i piewców wolności”. Trafił w samo sedno. To cała prawda o nas – uśmiecha się Kowalski.

Reklama
Reklama

>Hotel Intercontinental ul. Emilii Plater 49 (Śródmieście)

Najwyższy w Polsce, trzeci co do wielkości pięciogwiazdkowy hotel w Europie, wysokość całkowita 164 m, dach na poziomie 154 m.

>Rondo 1 rondo ONZ 1 (Śródmieście)

Wysokość całkowita – 192 m, wysokość dachu 168 m tzw. inteligentny budynek z systemem BMS.

>Złote Tarasy ul. Złota 59 (Śródmieście)

Reklama
Reklama

Kopuła o powierzchni 10 tys. metrów kwadratowych składa się z 4780 szklanych paneli zamocowanych w stalowej siatce o powierzchni hektara spoczywającej na 11 słupach w kształcie drzew. Na kopule znajduje się system zaczepów, do którego alpiniści doczepiają liny asekuracyjne.

>Warsaw Trade Tower (WTT, dawniej Daewoo) ul. Chłodna 51 (Wola)

Wysokość całkowita 208 m, dach na poziomie 184 m. Drugi pod względem wysokości – po Pałacu Kultury i Nauki – budynek w Polsce. Gdyby nie brać pod uwagę iglic obu budynków, WTT byłby wyższy o 3 metry, z iglicami PKiN wygrywa o 23 metry.

>Orco Tower(dawniej FiM Tower) Aleje Jerozolimskie 81 (Ochota)

Wysokość całkowita – 115 m, liczba kondygnacji – 26, w 100 proc. wynajmowany biurom. Jego elewacja jest w trakcie modernizacji.

Reklama
Reklama

>Millennium Plaza (dawniej Reform Plaza) Al. Jerozolimskie 123a (Ochota)

Wysokość dachu 116 m, liczba kondygnacji – 30. Siedziba banku Millennium.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama