Najbardziej żal rocznej tygrysicy sumatrzańskiej Zoi. Była przebojem i wizytówką medialną stołecznego ogrodu.
Dlaczego? Ze względu na swoje losy. Tuż po urodzeniu odrzuciła ją matka. Została odkarmiona w domu opiekunki niedźwiedzi brunatnych Kasi Jaślan.
Gdy Zoja podrosła, trafiła na wybieg z owczarkiem niemieckim, suczką Fridą. Pies stał się wiernym towarzyszem zabaw dzikiego kota. Wielką atrakcją stały się też codzienne spacerki tygrysicy i owczarka – opiekun zakładał im obrożę, zaczepiał smycz i spacerował alejkami wśród rozbawionych zwiedzających. Po pewnym czasie trzeba jednak było rozdzielić przyjaciółki. Zoja trafiła do klatki.
– Na środę zamówiony jest transport – zapowiada Olga Zbonikowska z zoo. Na dziką kotkę czeka miejsce w jednym z francuskich ogrodów.
Bliżej, bo pod Łódź, trafi stado jeleni europejskich. Mają zrobić miejsce dla jeleni sika, które już sprowadzono, lecz są na kwarantannie. Prezentują się okazalej od europejskich kuzynów – sika mają grzbiety pokryte białymi plamami.
W przyszłym tygodniu do liczącego osiem sztuk stada zebr ma trafić samiec. Przybywa, by wzmocnić krew w warszawskiej linii tych zwierząt.
Pod koniec października szefowie zoo planują otworzyć nową hipopotamiarnię. Wtedy też ma trafić do niej młody hipopotam z Czech. W nowym pawilonie już zagospodarowuje się hipopotamica Aniela.
W hipopotamiarni jest także wielki zbiornik dla rekinów. Ale te trafią do zoo najwcześniej za dwa miesiące, być może wtedy uda się stworzyć dla nich morskie warunki w zbiorniku.
[ramka][link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/404751.html" "target=_blank]W "Życiu Warszawy"[/link] [/ramka]