[b]Rz: Kiedy pokonuje się Brazylię, można pomyśleć, że mistrzostwo świata jest już pewne.[/b]
Dirk Kuyt: W to, że możemy być mistrzami świata, wierzyliśmy zanim przyjechaliśmy do RPA. Mamy dobrych piłkarzy, głodnych sukcesu, i dobrego trenera. Zasłużyliśmy na to, by pokonać Brazylię, byliśmy lepsi, mogliśmy strzelić więcej goli.
[b]W pierwszej połowie mieliście jednak dużo problemów.[/b]
Wiedzieliśmy z kim gramy. Można wierzyć w siebie, ale Brazylia to Brazylia. Byliśmy dziwnie sparaliżowani, ale już końcówka pierwszej połowy wyglądała dużo lepiej, a w przerwie zapytaliśmy sami siebie, czy nie stać nas na gola. Przy wyrównującej bramce mieliśmy trochę szczęścia, ale ona naładowała nas taką energią, że mogliśmy strzelić Brazylii kilka następnych.
[b]W trakcie takiego meczu myśli się o poprzednich spotkaniach z Brazylią?[/b]
Tak, miałem w głowie mecz z 1998 roku. Miałem wtedy 18 lat, oglądałem mecz w telewizji i przeżywałem porażkę po rzutach karnych. Spotkanie w Port Elizabeth traktuję jako swego rodzaju zemstę.
[b]Kiedy przedłużał pan podanie z rzutu rożnego, wiedział pan, że Sneijder stoi za plecami?[/b]
Ćwiczymy rzuty rożne, ten wyszedł nam perfekcyjnie. Jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się wykonać go dokładnie tak, jak na treningach, i że gola głową strzelił najniższy piłkarz na boisku.
[b]Rywal w półfinale wydaje się dużo słabszy od Brazylii. Nie rozluźnicie się za bardzo?[/b]
Jesteśmy w dobrych nastrojach, nie ma co udawać. Ta drużyna, która zagra przeciwko nam w półfinale, zasłużyła na to, bo potrafiła wyjść z grupy i wygrać kolejne dwa mecze. Tak naprawdę nie chcemy sobie uświadamiać, jak daleko już zaszliśmy, bo ciągle skupiamy się na następnym rywalu. Ale obiecaliśmy Gregory’emu van der Wielowi i Nigelowi de Jongowi, że chociaż w półfinale za żółte kartki nie zagrają, to umożliwimy im występ w meczu o złoto.
[i]—rozmawiał w Port Elizabeth, Michał Kołodziejczyk[/i]