Gdyby Bartłomiej Sienkiewicz, minister w rządzie Platformy Obywatelskiej, był filozofem, socjologiem lub dziennikarzem, za swoje stwierdzenie o „państwie istniejącym tylko teoretycznie" otrzymałby burzę oklasków różnej maści salonów. Niestety, był tylko i aż politykiem, który pomógł takie państwo budować.

Jednak merytoryczna siła jego stwierdzenia powinna zostać zapamiętana i doceniona. Zdefiniował Polskę na lata. Państwo polskie naprawdę istnieje tylko teoretycznie.

Przeciąganie liny

8 kwietnia mechanizm napędzający funkcjonowanie i rozwój każdego kraju zatrzymał się. Nauczyciele, świadomi dramatycznej sytuacji w polskiej oświacie i zmuszeni do walki o polską edukację, rozpoczęli strajk. Przestali prowadzić lekcje.

Jak okazało się dwa dni później, w zdecydowanej większości nie wzięli również udziału w komisjach egzaminacyjnych podczas testów kończących gimnazjum. Rozpoczęło się ogólnopolskie przeciąganie liny. Rząd czy Związek Nauczycielstwa Polskiego? Minister edukacji narodowej Anna Zalewska lub jej polityczne sobowtóry czy nauczyciele?

Koniec końców egzaminy udało się przeprowadzić, rząd otrąbił sukces, ale sytuacja, której winni są rządzący oraz szefostwo związków zawodowych, jest symbolicznym upadkiem polskiego państwa.

Mijają kolejne dni strajku, PiS wydaje się nie mieć ochoty, aby rzeczowo rozmawiać z nauczycielami, nie rozumie bowiem oświaty, nie ma żadnego pomysłu na nauczanie w Polsce, wychodzi jedynie z pozycji siły, a arytmetyka wyborcza pozwala rządzącym na lekceważenie sytuacji. Prezes ZNP Sławomir Broniarz nie widzi potrzeby natychmiastowego zakończenia sporu, podgrzewając atmosferę, zachęcając nauczycieli do trwania w proteście, na którym tylko on może zyskać. Warszawa bawi się Polską, prorządowa telewizja serwuje propagandę sukcesu, jawnie sprzyjające opozycji media propagandę porażki i trwania za wszelką cenę. Tylko co z uczniami? Co z edukacją? Co dalej z taką Polską?

Uczniowie powinni się uczyć, to jest ich zadanie. Przymusowe wiosenne wakacje mogą w ich odczuciu być darem od niebios i możliwością spania do południa, jednak prawda jest taka, że edukacja jest ich konstytucyjnym prawem i obowiązkiem. W środku Europy, w XXI wieku, mamy jednak sytuację, w której dzieci nie chodzą do szkoły, nie ćwiczą matematyki, nie rozmawiają o lekturach, nie mówią na lekcjach po angielsku. Każdą sekundą tego strajku sprowadzamy Polskę do pozycji Sudanu, ale nawet nie tego dzisiejszego, ale sprzed 700 lat. Tam dzieci też nie chodziły do szkoły. Każdy dzień strajku pozbawia naszych uczniów wiedzy, której będą w życiu potrzebować. Wiedzy, która ma budować nowoczesną i silną Polskę.

Gra na czas

A co na to rządzący? Niewiele. Dopiero po kilku dniach milczenia premier Mateusz Morawiecki zaproponował bardzo słuszną – ale pozbawioną jakichkolwiek szczegółów merytorycznych – okrągłostołową dyskusję. Rząd wie przecież, że wziąwszy na przeczekanie nauczycieli, doprowadzą do sytuacji, w której rodzice stracą cierpliwość i staną przeciw pedagogom, a ich słuszne finansowe postulaty zostaną zdyskredytowane. PiS po raz kolejny będzie mówił o sukcesie, w mediach pokazując odrealnione wykresy. Premier Morawiecki będzie wspominał o budowaniu wielkiej Polski z uśmiechniętymi obywatelami i pensjami płacowymi w euro.

Z drugiej strony ZNP czy dyskretnie wspierająca konflikt i próbująca ugrać dla siebie jak najwięcej Koalicja Obywatelska ani przez chwilę nie wyraziły chęci zmiany fatalnego systemu polskiej oświaty. Przewodniczący Broniarz nawet nie zająknął się o archaicznych podstawach programowych, które nie pozwalają na nowoczesne nauczanie i ograniczają doskonałych pedagogów, wspierając tych przeciętnych. Nawet nie wspomniał o przeludnionych klasach i braku podziału uczniów, aby mogli uczyć się współpracy w mniejszych grupkach. Nie ma pojęcia o nowoczesnym ocenianiu, które wcale nie potrzebuje ocen. Broni Karty nauczyciela, nie widząc w niej podstawowego hamulcowego nowoczesnej oświaty, która ma prowadzić do nowoczesnej Polski. Przewodniczący ZNP gra zdesperowanymi nauczycielami w swoją prywatną grę, która z dobrą szkołą nie ma nic wspólnego.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Prawda Sienkiewicza

A gdzieś tam na końcu jest uczeń. Niestety, nie na lekcji, lecz w domu, ze smartfonem w ręku, cieszący się z wolnego, nierozumiejący jednak, że właśnie teraz demiurgowie ze stolicy pozbawiają go szansy na przyszłość. Teoretycznie wszystko jest zatem doskonale. Szczęśliwi uczniowie, rządowe sukcesy, związkowa troska, nauczyciele walczący i będący razem, nawet z tymi niestrajkującymi, rodzice rozumiejący powagę sytuacji i z radością zostawiający dzieci same w domu i dziennikarze mówiący prawdę, zagrzewający pedagogów do stania na posterunku etosowych wartości. Ale w dramacie tej sytuacji tylko Bartłomiej Sienkiewicz jest prawdziwy. I jego państwo istniejące tylko teoretycznie.

Autor jest socjologiem i nauczycielem języka angielskiego w V LO w Koszalinie