Rz: Minister Tomasz Siemoniak na wniosek kombatantów pośmiertnie awansował rotmistrza Witolda Pileckiego na stopień pułkownika. Czy to nie zamiesza młodym ludziom w głowach, w końcu przyjęło się już sformułowanie „rotmistrz Pilecki"?

Jerzy Bukowski: Rotmistrz to rzeczywiście piękny stopień, także z uwagi na to, że już nie istnieje. Jednak jeśli nawet to wprowadzi pewne zamieszanie, ten awans jest tego warty. To wyłącznie kwestia przyzwyczajenia, a ów gest ma głęboki sens w odniesieniu do naszej polityki historycznej  i kultywowania narodowych imponderabiliów.

Czyli o co konkretnie chodzi?

O wyraźne zaznaczenie, kto był bohaterem, a kto zdrajcą. Bardzo się cieszę z tego awansu, i to aż o trzy stopnie wojskowe. Tylko jeśli kultywujemy bohaterów, to zarazem powinniśmy rozliczyć zdrajców. Za awansem Pileckiego powinna więc iść degradacja generała Jaruzelskiego i pozbawienie go odznaczeń państwowych. Przez pewien czas wszystko było zakłamywane, mówiono, że właściwie wszyscy byli uwikłani w system komunistyczny, że nie można nikogo przekreślać. Tymczasem dzisiaj już jasno i wyraźnie można powiedzieć, kto jaką rolę w najnowszej historii Polski odegrał.

Dlaczego uważa pan, że takie symboliczne rozliczenie byłoby ważne?

Chodzi o wychowanie młodych pokoleń Polaków. Dziś jasno mówi się, kto był bohaterem, ale brakuje nam trochę uczciwego postawienia sprawy, kto Polskę zdradził i wiernie służył sowieckiemu okupantowi i obcej racji stanu. Skoro zdrajców nie można postawić przed sądem, bo ciągle się sprzed niego wymigują, to należy ich chociaż symbolicznie potępić. Do tego powinniśmy dokonać także pewnego porządku na Alei Zasłużonych cmentarza powązkowskiego w Warszawie. Tam obok Kuklińskiego czy Kuronia spoczywa Marchlewski, Bierut czy Świerczewski, a jak to o nas świadczy, że zdrajcy i bohaterowie leżą obok siebie?

Tylko gdy w latach 90. podobny pomysł rzuciła Liga Republikańska, to podniosły się głosy, że takie przenoszenie kości jest obrzydliwością, a w ogóle to nie po chrześcijańsku...

Ja wiem, że to jest niepopularne, ale przecież dokonuje się ekshumacji, przenosi się kości z miejsc gorszych na lepsze – dlaczego więc nie przenosić na odwrót? Miejsce wiecznego spoczynku ludzi zasłużonych stanowi ważny symbol tego, do jakich tradycji państwo chce nawiązywać. Dziś widzimy tam jakąś parodię – to tak, jakby w Niemczech w jednej alei zasłużonych leżeli antyfaszystowscy bojownicy i bonzowie hitlerowscy. Nie do pomyślenia, prawda? A u nas to tak właśnie wygląda... Na szczęście jeszcze nie jest za późno, by to zmienić.