Rzeczpospolita: Znowu powraca kwestia mienia zabużańskiego. Tym razem próbuje nią grać środowisko, które chce zbić kapitał polityczny na wywoływaniu nastrojów antyukraińskich. Jak właściwie wygląda sytuacja z rekompensatami za utracone ziemie na dawnych Kresach?
Roman Nowosielski: Ostatnio orzecznictwo polskich sądów idzie w bardzo dobrym kierunku i poszerza zakres mienia, za które można się ubiegać o rekompensatę. We wrześniu 1944 roku podpisaliśmy tzw. umowy republikańskie z nowo powstałymi republikami radzieckimi: litewską, białoruską i ukraińską. Zobowiązaliśmy się w nich, że Polakom przesiedlanym zza Buga będziemy zwracać wartość pozostawionego poza granicami Polski mienia. Część osób dostała rekompensatę w naturze, większość jednak nie. Dziś tym ludziom państwo musi to jakoś wynagrodzić.
Kiedy zaczęliśmy wypłatę tych odszkodowań?
Przed 2005 rokiem istniała iluzoryczna szansa nabywania w zamian za to mienie nieruchomości samorządowych czy państwowych. Jednak dziesięć lat temu zaczęto wypłacać rekompensaty finansowe w wysokości 20 proc. wartości utraconej własności. Nie jest to może dużo, ale wcześniej Kresowianie nie dostawali nic. Zabużanie, którzy dawniej musieli przepłacać, by wygrywać przetargi, i kupowali zupełnie zbędne im działki, teraz dostają do ręki gotówkę. Dla ludzi starszych, schorowanych jest to rzecz nie do przecenienia. Krok po kroku kolejne przeszkody prawne są usuwane przez dobre orzeczenia polskich sądów.
Na jakim etapie jest wypłacanie należnych odszkodowań?