Jak nagłe zaostrzenie konfliktu między Polską i Ukrainą może się odbić na współpracy gospodarczej naszych krajów? Podpisał się pan pod apelem Rady Przedsiębiorczości do władz Polski i Ukrainy o działania sprzyjające ograniczaniu napięć i wzmacnianiu współpracy gospodarczej.
Kryzys może utrudniać polskie inwestycje w Ukrainie, zwłaszcza współpracę z sektorami regulowanymi i spółkami państwowymi, gdzie jest istotna zgoda polityczna. Jednak życie gospodarcze funkcjonuje niezależnie od tego, czym nas karmi na co dzień polityka, nawet w tym tygodniu miałem sygnał od dużej ukraińskiej spółki z prośbą o spotkanie w Gdańsku. Biznes nie rezygnuje przy kryzysach politycznych. Niemniej uważamy, że sukces odbudowy i integracji Ukrainy będzie wymagał ścisłej współpracy rządów, firm i instytucji publicznych obu krajów. Dobrym przykładem są relacje polsko-niemieckie, które w pewnym momencie oderwały się wreszcie od tragicznej historii i prób podsycania antagonizmów. Mam nadzieję, że podobnie będzie z Ukrainą, gdyby miało być inaczej, i Polacy, i Ukraińcy strzelą sobie w kolano, w interesie obu stron jest patrzenie w przyszłość.
Czego pan oczekuje po Ukraine Recovery Conference (URC)?
To wielka konferencja, która zgromadzi w jednym miejscu przedstawicieli ok. 40 krajów, które wspierają Ukrainę, są zaangażowane w finansowanie tego wysiłku wojennego. Nikt nie oczekuje wielu kontraktów podpisanych na URC. To jest polityczne wydarzenie, które ma wytyczać kierunki procesu odbudowy i przebudowy Ukrainy. Warunkiem jest jednak przynajmniej trwałe zawieszenie broni. Ważne dla polskiego biznesu jest pokazanie, że jesteśmy zainteresowani.
Nikt nam tych kontraktów nie da, sami musimy je wywalczyć jakością, ceną usług i towarów, dobrą ofertą oraz jakością współpracy między polskim prywatnym biznesem i instytucjami rozwoju, czyli PFR, KUKE i BGK etc. To od ich wsparcia i gotowości ubezpieczenia ryzyk wojennych, które będą musiały być ubezpieczone w jakiejś formie również po zakończeniu działań wojennych i od mitygowania ryzyk specyficznych dla Ukrainy, będzie zależało, czy polski biznes pojawi się licznie w Ukrainie, czy nie. Dziś ok. 3,6 tys. firm polskich działa w Ukrainie. To pozytywny sygnał, bo mimo wojny firmy się nie wycofały i przychodzą nowe. Warto też pamiętać o wielkim potencjale związanym z niemal 30 tys. spółek z kapitałem ukraińskim działających w Polsce, które są integralną częścią polskiego ekosystemu gospodarczego. Część z nich będzie też zaangażowana w proces odbudowy.
Uczestniczył pan w misji gospodarczej do Kijowa w maju, rozmawiał pan z firmami zainteresowanymi wejściem na ten rynek, ma pan stały kontakt z biznesem. Czego potrzeba, żeby inwestycje polskie w Ukrainie mogły płynąć na większą skalę niż dziś?
Warunkiem wzrostu inwestycji jest pokój w Ukrainie. Ale w świetle komunikatu po ostatnim spotkaniu G7 pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że zawarcie pokoju w Ukrainie jest możliwe w ciągu 12 miesięcy. To oznacza, że jeśli zaczną się mnożyć sygnały polityczne, że koniec gorącej fazy konfliktu jest bliski, to wszystkie firmy, które na poważnie myślą o zaistnieniu na rynku ukraińskim, muszą wziąć się do pracy. Bo nic nam nie będzie dane, musimy sami we współpracy z polskimi instytucjami walczyć o to, by nasza obecność w procesie przebudowy i odbudowy była widoczna. Naszym atutem jest, że ok. 80 proc. wszystkiego, co będzie docierało do Ukrainy, będzie przechodziło przez Polskę. To nie jest odległy Irak, lecz kraj za miedzą.
Żeby ułatwić inwestycje, potrzebne jest rozwiązanie dwóch problemów. Trzeba poluzować ograniczenia przepływu kapitału – dziś nie ma możliwości wycofania pieniędzy zainwestowanych w Ukrainie, nawet jeśli to jest świeży kapitał. To jest zrozumiałe, że w kraju w stanie wojny są ograniczenia przepływu kapitału, natomiast one powinny być zróżnicowane. To duży problem, który musi być systemowo rozwiązany, zanim rekonstrukcja Ukrainy rozpocznie się na dużą skalę.
Drugim problemem jest korupcja. Polska też miała z nią problem w latach 90., gdy była ona obecna w życiu gospodarczym, ale bardzo osłabła w czasie negocjacji akcesyjnych do UE. To musi być traktowane jako warunek konieczny zarówno do zwiększenia obecności wszystkich inwestorów zagranicznych w Ukrainie, jak i do wejścia Ukrainy do UE. Bez tego akcesja się na pewno nie odbędzie.
Czy polski biznes jest zainteresowany interesami w Ukrainie?
Mam bardzo pozytywne sygnały od prywatnego biznesu i z Polski, i z Ukrainy po naszej misji gospodarczej w maju w Kijowie. Sam byłem zaskoczony, jak dużo jest pozytywnych reakcji ze strony topowego biznesu ukraińskiego, jak wiele oznacza dla nich normalna współpraca między Polską i Ukrainą. Takie wizyty mają ogromne znaczenie także dla budowania morale Ukraińców, bo to oznacza, że ludzie jednak się nie boją i tam jeżdżą. Tym bardziej że bardzo dużo korporacji ma dziś zakaz wysyłania tam ludzi.
Zainteresowanie prowadzeniem biznesu działa w obie strony. Jest spore zainteresowanie tym, by relokować część produkcji dronów do Polski. To jest możliwe dopiero od niedawna, ponieważ mniej więcej dwa miesiące temu prezydent Zełenski pod wpływem wojny w Iranie podpisał dokumenty w tej sprawie. Warunkiem jest, że duża część produkcji powinna wrócić do Ukrainy. To pokazuje wielką przewagę Polski, czyli naszą bliskość geograficzną, Ukraińcy mogą tu prowadzić swoje biznesy dronowe i generalnie dual-use, mogą tu też zdobyć certyfikaty unijne i natowskie.
Czy URC może być przełomem w relacjach gospodarczych?
W tym roku KUKE we współpracy z PZU wdrożyła system gwarancji dla firm logistycznych. To przełomowa oferta, nie ma takiej drugiej w Europie. KUKE jest też w stanie ubezpieczać inwestycje, z kolei BGK oferuje kredyty na inwestycje na terenie Ukrainy. Największym wyzwaniem jest skoordynowanie instrumentów, które już dziś istnieją. Wyzwaniem dla biznesu jest „trening na sucho” między biznesem i wspomnianymi instytucjami, jak w praktyce szybko z tych instrumentów skorzystać. Gdy firmy prywatne dostrzegą, że to jest interesujący biznes, że w Ukrainie można zarobić, to tam pójdą. Ale pod warunkiem, że państwo zdejmie z nich ryzyka wojenne.
Które sektory gospodarcze mają szansę szybko się rozwijać w Ukrainie?
Spekulacje są trudne. To będzie na pewno jeden wielki plac budowy – nie tylko z powodu odbudowy zniszczonych budynków, bo tych za linią frontu nie ma aż tak wielu. Wielkim wyzwaniem będzie dług remontowy, bo praktycznie od czterech lat nic tam nie jest remontowane w obawie przed atakami powietrznymi. To oznacza duże zapotrzebowanie dla sektora budowlanego, sektor energetyczny czeka transformacja i rozproszenie źródeł energii, zmiany będą także w rolnictwie i przetwórstwie owocowo-warzywnym. Myślę, że kiedyś wrócimy do współpracy w przemyśle ciężkim. Wreszcie, te sektory to cała infrastruktura transportowa i logistyczna oraz sektor usług finansowych.