– Nie wiadomo jednak, czy oni w ogóle chcą tańczyć – dodał prezes.

W ten sposób pośrednio potwierdził informacje "Rz", że PZU mogłoby kupić największego białoruskiego ubezpieczyciela.

Także z innymi zakupami PZU ma problem. Klesyk mówi, że do fuzji w tym roku nie dojdzie, mimo że do wydania ma ok. 5 mld zł: 4 mld zł własnych pieniędzy spółki i 1 mld zł ewentualnego kredytu.

PZU szuka wśród dużych spółek ubezpieczeniowych w regionie firm do przejęcia – powiedział w czwartek prezes PZU Andrzej Klesyk. – Nie ma sensu kupować spółek, które nie są w pierwszej trójce lub ewentualnie piątce na danym rynku – podkreśla prezes. I dodaje, że jego zainteresowania dotyczą całego regionu od Bałtyku po Morze Czarne.

Możliwości PZU znacznie spadły po wypłacie megadywidendy. Spółka w zeszłym roku wypłaciła aż 12,75 mld zł zaliczki z zysku, a w zeszłym tygodniu pozostałe 942 mln zł. Nie ma mowy o powtórce zeszłorocznych rekordowych zysków wynoszących 3,76 mld zł. Ubezpieczyciel ma bowiem mniej pieniędzy do inwestowania, a wypłacił wiele odszkodowań związanych ze śnieżną zimą i powodziami. Zdaniem Klesyka takie jednorazowe zdarzenia obciąża zysk kwotą 1 – 1,5 mld zł.

Co do ewentualnych akwizycji, pojawiają się na rynku różne plotki. Na początku roku spekulowano na temat zakupu BZ WBK. Wniosek o zakup banku padł jeszcze na czerwcowym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Zgłosił go inwestor indywidualny z Czech posiadający zaledwie 30 akcji. Poparcia nie dostał. Klesyk jasno stwierdził, że łączenie działalności ubezpieczeniowej i bankowej go nie interesuje.

PZU nie wykluczało też wcześniej zainteresowania zakupem ING lub KBC, jeśli będą chciały sprzedać część swojego biznesu.