W Polsce mamy 3 poziomy firm, które są zaangażowane w realizację inwestycji drogowych.
- Jest może 7 firm, które mają duży potencjał finansowy i kadrowy, cechują się płynnością finansową. Jest grupa firm średnich, które stanowią silne wsparcie dla generalnych wykonawców. Regionalnie jest cała sieć małych firm, których potencjał jest znacząco mniejszy, a ich kondycja jest zróżnicowana - tłumaczył Kotlarek.
Przyznał, że to nie jest biznes, który daje dynamikę przyrostu zysku, który pozwalałby na rozwój firmy. - Każda firma działa po to, żeby wypracować zysk, z którego buduje się rozwój przedsiębiorstwa. Dzisiaj, jeżeli te firmy są na plusie, to jest on zbyt mały, żeby myśleć o dalszych perspektywach intensywnego rozwoju – mówił gość.
Mamy sinusoidalne wzloty i upadki. - Najbardziej spektakularnym okresem był rok 2012. Wtedy posypało się wiele firm. Potem mieliśmy wyciągnąć z tego dobre wnioski, ale skończyło się tylko na dobrych chęciach. Trudne jest do zrozumienia i zaakceptowania, że koszty wzrosną – stwierdził.
Gość podkreślił, że system nadzoru i kontroli w Polsce jest dobrze zorganizowany. - Sprawdzeni wykonawcy dzisiaj dysponują kadrą na europejskim poziomie. Nadzór daje gwarancję jakości - mówił Kotlarek.
- Pod nadzorem Unii Europejskiej uczyliśmy się procedowania i określania kryteriów realizacji robót. Po wejściu do UE, z roli ucznia przeszliśmy na poziom, że możemy pokazywać się na zewnątrz. Możemy zapraszać inżynierów i przedstawicieli inwestorów z innych krajów i pokazać im jak można zrobić – dodał.
Zaznaczył, że organizujemy wiele konferencji, które mają charakter międzynarodowy. Pokazujemy, co osiągnęliśmy, bo jesteśmy na europejskim poziomie.
- Jako Polacy mamy jedną istotną cechę, która jest wadą. Były dyrektywy unijne, które określały definiowanie zasad realizacji zamówień publicznych, cała lista kryteriów. Mamy wybitną cechę nadinterpretacji tego, co jest zapisane i jako wzorowy uczeń staramy się pokazywać, że nas stać na więcej. Jesteśmy bardziej restrykcyjni w zamówieniach publicznych - mówił Kotlarek.
- Mali i średni wykonawcy się bardzo dużo nauczyli. Podchodzą do tego z rezerwą i nie idą w ciemno. Wojna cenowa może jest, ale nie za wszelką cenę – dodał.