To zdecydowanie zła informacja dla kierowców: stan techniczny dróg zamiast się poprawiać, pogorszył się. „Rzeczpospolita" dotarła do raportu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), po badaniach na zarządzanej przez nią, liczącej prawie 17,8 tys. km sieci dróg krajowych.

Czytaj także: W Polsce niespodziewanie przybyło dziurawych dróg

Z raportu wynika, że na koniec 2020 r. aż 24 proc. jezdni miało nawierzchnię w stanie niezadowalającym, a 13,4 proc. – w złym lub krytycznym. W sumie to ponad 8,4 tys. km, z których na prawie 3,1 tys. km jeździ się fatalnie. Dobrą jakość potwierdzono na 59,6 proc. długości dróg.

Problem w tym, że sytuacja się pogorszyła. Na koniec 2019 r. pozytywną ocenę miało 61,7 proc. sieci dróg krajowych. A to znaczy, że przybyło ponad 450 km odcinków dróg w kiepskim stanie.

Najgorzej jest w województwie lubuskim, gdzie niewiele ponad połowa jezdni nie budzi zastrzeżeń, a przeszło jedna czwarta (27,9 proc.) jest zła. Ponad 40 proc. dróg w stanie niezadowalającym ma Małopolska. Za to korzystnie wygląda Podlasie: dobrą jezdnię ma tu 78,5 proc. odcinków – najwięcej w kraju.

Te różnice wiążą się z natężeniem ruchu. Gdy poza miejskimi drogami Śląska porusza się przeszło 20 tys. pojazdów na dobę, to na Pomorzu Zachodnim poniżej 8 tys. W dodatku drogi rozjeżdżają przeciążone ciężarówki. Według styczniowego raportu NIK przeładowane pojazdy stanowią od 14 do 23 proc. wszystkich tirów na drogach i powodują od 35 do 70 proc. zniszczeń w nawierzchni. Wyłapywanie ich przez Inspekcję Transportu Drogowego przynosi mizerne efekty.

Szacuje się, że wszystkie roboty przy nawierzchniach w stanie niezadowalającym lub złym pochłonęłyby 11,5 mld zł. Tylko na najpilniejsze remonty potrzeba aż 4,5 mld zł – natychmiastowej naprawy wymaga ponad 3 tys. km. Ale nie da się tego zrobić szybko. – Poprawa stanu nawierzchni jest procesem ciągłym, realizowanym przez lata – tłumaczy Tomasz Żuchowski, szef GDDKiA, której tegoroczne wydatki remontowe przekroczą 500 mln zł. To więcej niż w latach 2019 i 2020, gdy wyniosły odpowiednio 383,3 mln zł i 327,7 mln zł.

Przez kumulację nowych inwestycji drogowych i kolejowych ceny remontów prawdopodobnie również pójdą w górę. – Oznacza to, że nawet przy zwiększonym budżecie liczba i długość remontowanych odcinków mogą znacząco się nie zmienić – uważa Renata Mordak, dyrektor pionu transportu w Multiconsult Polska.