Tę informację podał „Bild am Sonntag", a Lufthansa ma oficjalnie potwierdzić 7 grudnia. We wrześniu prezes Grupy LH, Carsten Spohr obiecał związkowcom, że jeśli zgodzą się na obniżenie zarobków i rezygnację ze wszystkich dodatkowych wypłat i bonusów, zwolnień nie będzie.

Czytaj także: Teraz nawet w Lufthansie za kanapkę trzeba będzie zapłacić

Kolejne cięcia przewoźnika są na rynku dużym zaskoczeniem po tym, jak otrzymał on pomoc publiczną w wysokości 9 mld euro. Takie wsparcie, tyle że w mniejszych kwotach otrzymały także wszystkie inne linie wchodzące do Grupy Lufthansa – Eurowings, Austrian Airlines, Swiss i Brussels Airlines. I także one drastycznie zmniejszyły zatrudnienie, oferowanie i odstawiły samoloty. Według najnowszych prognoz Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) ruch lotniczy na poziomie z 2019 roku ma się odtworzyć dopiero w 2025. Chociaż do ożywienia ma dojść już latem 2021, z tym, że w Europie nastąpi ono najpóźniej.

Ale, jak informuje „Bild am Sonntag" Lufthansa już „przepaliła" 3 mld euro z publicznego wsparcia. I w tej sytuacji musi szukać kolejnych oszczędności.

„Bild am Sonntag" nie podaje źródła informacji, ale o kolejnych cięciach zatrudnienia wspominał już w minionym tygodniu prezes Carsten Spohr informując, że w Lufthansie pracuje na pełnych etatach o 27 tys. osób za dużo. Potwierdził także sprzedaż, w ramach oszczędności, firmy cateringowej LSG, która zatrudnia 7,5 tys. pracowników.

Kolejna fala zwolnień odbywa się po parafowanym w ostatni piątek, 4 grudnia porozumieniu ze związkiem zawodowym pracowników naziemnych Verdi, na mocy którego linia zapowiedziała cięcie kosztów, ale przy ochronie miejsc pracy. Negocjacje z Verdi trwały z przerwami kilka miesięcy i ustalono, że koszty zostaną obniżone o 200 mln euro, nie będzie wypłat nagród i ekwiwalentów urlopowych z zastrzeżeniem, że wśród 24-tysięcznej załogi nie będzie przymusowych zwolnień w 2021 roku.