W Gruzji jest coraz goręcej. Wczoraj doszło do ostrych starć opozycyjnych demonstrantów z policją. Policjanci rozpędzili demonstrację pod parlamentem, gdzie zgromadziło się około dwóch tysięcy ludzi, przy użyciu pałek i armatek wodnych. Według agencji Nowosti-Gruzija przez cały dzień na pogotowie ratunkowe trafiło 486 osób, głównie cierpiących po użyciu gazu łzawiącego. O 23 w szpitalach znajdowało się jeszcze 115 osób, w tym 24 policjantów.
Specjalne oddziały MSW zajęły siedzibę prywatnej telewizji Imedi. Wyłączono nadawanie audycji. Niedługo przedtem Imedi wyemitowała reportaż z kilku tbiliskich szpitali pokazujący poszkodowanych podczas akcji policji. Telewizja ta należała do niedawna do znanego, opozycyjnie nastawionego biznesmena Badri Patarkaciszwilego, ale została sprzedana należącej do Ruperta Murdocha amerykańskiej News Corporation. Władze wyłączyły też prywatną telewizję Kaw-kasija.
Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili przekonywał w telewizyjnym wystąpieniu do narodu, że jest demokratą, ale „władze nigdy nie pozwolą na destabilizację i chaos”. Wieczorem wprowadził stan wyjątkowy w Tbilisi. – Podjęta została próba przeprowadzenia zamachu stanu i musieliśmy zareagować – powiedział premier Zurab Nogaideli w wystąpieniu telewizyjnym. Wprowadzono w stolicy zakaz zgromadzeń i zabroniono „podżegania do przemocy oraz obalenia władzy” w mediach. Zgodnie z gruzińskim ustawodawstwem prezydencki dekret powinien w ciągu 48 godzin trafić do parlamentu, by uzyskać jego aprobatę.
Już po północy stan wyjątkowy został rozszerzony na całą Gruzję na 15 dni. Jak poinformował minister rozwoju gospodarczego Giorgi Arweladze, wprowadzono ograniczenia w „uzyskiwaniu i rozpowszechnianiu informacji”, organizowaniu „manifestacji i zebrań” oraz strajków. W praktyce oznacza to między innymi zawieszenie działalności wszystkich środków masowego przekazu poza telewizją publiczną.
Telewizja prywatna Rustawi--2 wkrótce potem pożegnała się ze słuchaczami, obiecując wznowienie działalności za dwa tygodnie. Pozostałe prywatne telewizje nadawały filmy fabularne. Władze państwowe nie były natomiast w stanie wyjaśnić, czy zgodę na działanie uzyskają agencje informacyjne.