Reklama

Raport: rządem w Berlinie kierują lobbyści

W niemieckich ministerstwach pracuje kilkuset pracowników opłacanych sowicie przez wielkie koncerny, związki zawodowe i grupy lobbystów

Publikacja: 04.04.2008 04:45

Tego typu osoby mają swoje biura, możliwość dotarcia do poufnych dokumentów rządowych, a nawet miejsca parkingowe dla służbowych limuzyn. To oni są autorami prawie dwóch trzecich ekspertyz, propozycji rozwiązań i projektów decyzji, które szefowie resortów znajdują na swych biurkach. Jedna piąta ustaw ma swe źródło w pomysłach tej grupy urzędników. Takie są wyniki pracy niemieckiej Federalnej Izby Kontroli w Bundestagu.

„Promują interesy swych pracodawców kierujących się chęcią zysku. Taka praktyka nie powinna mieć miejsca” – czytamy w raporcie skierowanym w czwartek do Bundestagu. Izba Kontroli wręcz domaga się, by Bundestag zniósł praktyki delegowania przez koncerny swych pracowników do pracy w ministerstwach.

Zewnętrzni eksperci, jak się ich nazywa, panoszą się niemal w każdym ministerstwie. Największa ich liczba działa w resorcie gospodarki, gdzie tłoczą się delegaci koncernów energetycznych, samochodowych i farmaceutycznych. Z pomocy zewnętrznych ekspertów korzysta również niemieckie MSZ oraz sam urząd kanclerski.

Trudno się temu dziwić w kraju, którego były szef rządu Gerhard Schröder wspierał projekt gazociągu północnego z udziałem niemieckich firm energetycznych i Gazpromu, aby stanąć w końcu na czele rady nadzorczej całego przedsięwzięcia. DaimlerChrysler za pośrednictwem swoich ludzi w kilku resortach trzymał rękę na pulsie, co pomogło mu w zdobyciu lukratywnego kontraktu na zbudowanie satelitarnego systemu poboru myta od ciężarówek. Takie przykłady można mnożyć.

– W administracji rządowej nie ma miejsca na tego rodzaju agentów wpływu – twierdzi Hermann Scheer, deputowany SPD. – Konsultacje z zainteresowanymi środowiskami – tak, ale nie wolno robić tego w taki sposób – tłumaczy Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, była minister sprawiedliwości.

Reklama
Reklama

Większość ekspertyz dla niemieckiego rządu promuje interesy prywatnych przedsiębiorstw

Rząd jest innego zdania. Przekonuje, że nie może się obejść bez pomocy zewnętrznych ekspertów, bo dysponują specjalistyczną wiedzą niedostępną dla zwykłych urzędników. – W instytucjach rządowych pracuje za dużo teoretyków, a za mało praktyków – tłumaczy Reinhard Göhner, szef Zrzeszenia Niemieckich Pracodawców (BDA), jednej z największych instytucji lobbingowych w Niemczech. Ale i on jest zdania, że zewnętrzni eksperci nie powinni być opłacani przez delegujące ich instytucje, rozbijać się służbowymi samochodami i korzystać z innych apanaży.

Thomas Leif, autor książki „Piąta władza” o grupach wpływu w Niemczech, zwraca uwagę, że lobbing już dawno przybrał „niepokojące rozmiary”.

W promieniu kilkuset metrów od urzędu kanclerskiego i Bundestagu ekskluzywne pomieszczenia wynajmuje duża część z prawie 1800 zarejestrowanych w Bundestagu organizacji lobbystycznych. Ich pracownicy poruszają się bez przeszkód po siedzibie niemieckiego parlamentu, mają swobodny dostęp nie tylko do posłów, ale do wszystkich ważnych polityków. To oni płacą służbowymi kartami za kolacje w ekskluzywnym Borchardcie i restauracji hotelu Adlon. Zresztą nie tylko za to. Kilka lat temu ówczesny minister obrony kupił sobie na koszt lobbysty garnitury za 25 tysięcy euro. Zapłacił za to dymisją.

Zrzeszenie Niemieckich Pracodawców

www.bda-online.de

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1459
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1458
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1457
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama