Wszystkie rzeczy należące do George’a i Laury Bushów zostały popakowane w pudła i załadowane do ciężarówek. Większość ich dobytku już w ostatnich miesiącach została odesłana na ranczo w teksańskim Crawford. To, co zostało do wczoraj, musiało zniknąć. 93-osobowy personel zajmował się jednocześnie usuwaniem ostatnich rzeczy Bushów i rozstawianiem dobytku Obamów – łącznie z rozwieszeniem ubrań w szafach.

Cała operacja była przygotowana z niezwykłą precyzją. Szczegóły zaczęto opracowywać już pół roku temu. Do piątej po południu, gdy Oba-mowie mieli wrócić z parady, ich nowe miejsce zamieszkania musiało było całkowicie gotowe na ich przyjęcie.

Prezydent musiał z własnej kieszeni pokryć koszty spakowania rzeczy w Chicago i przetransportowania ich do podwaszyngtońskiego magazynu. Dalej operację przejęła Secret Service, a rachunki – Kongres USA. Nowym lokatorom Białego Domu przysługuje między innymi 100 tysięcy dolarów na zmianę wystroju. Jak podaje CNN, Obamowie już powierzyli to zadanie dekoratorowi wnętrz z Kalifornii.

Prywatna rezydencja prezydenta i jego rodziny znajduje się na pierwszym i drugim piętrze Białego Domu. Są tam 24 pokoje. Obsługą zajmuje się 80 osób. Michelle Obama zapowiedziała jednak, że jej córki będą mu-siały same ścielić swoje łóżka i utrzymywać porządek w pokojach. Do dyspozycji rodziny są basen, kręgielnia i kort tenisowy. Dziewczynki będą mogły się bawić na niewielkim placu zabaw, który zbudowano dla dzieci Johna F. Kennedy’ego. Jego córka Caroline, która wspomagała Obamę podczas kampanii, miała nawet kucyka imieniem Macaroni, któremu pozwalano swobodnie biegać po ogrodzie.