Wyroby tytoniowe pochowano, gdy pracownicy Państwowej Służby Ochrony Bezpieczeństwa Zdrowego Społeczeństwa zaczęli odwiedzać sklepikarzy grożąc grzywnami za sprzedaż papierosów. Mandat wynosi 10 płac minimalnych, czyli około 1680 dolarów – co w jednym z najbiedniejszych krajów świata jest ogromną sumą.

Ponieważ jednak w społeczeństwa muzułmańskich pali się znacznie więcej tytoniu niż w Europie natychmiast powstał czarny rynek. Sprzedawcy oferują spod lady pochowane papierosy ale teraz na przykład paczka Marlboro kosztuje ponad 8,5 dolara.

Nikt jednak nie wprowadzał formalnego zakazu sprzedaży wyrobów tytoniowych.

Rajdy pracowników Służby Ochrony poprzedziła gwałtowna awantura jaką obecny prezydent kraju Grubanguły Berdymuchamedow urządził 5 stycznia jej szefowi Atadurdy Osmanowowi na posiedzeniu krajowej Rady Bezpieczeństwa. Oskarżył go o „niezadowalające wykonywanie służbowych obowiązków i osłabieniu kontroli w podległych mu jednostkach" i zażądał „jak najszybszego naprawienia błędów".

Na koniec Osmanow został zdegradowany z pułkownika na podpułkownika.

Turkmeńscy opozycjoniści (którym udało się uciec z kraju rządzonego przez dyktatora, przebywający głównie w Moskwie) uważają, że Osmanow padł ofiarą Światowej Organizacji Zdrowia. WHO poinformowała bowiem w lipcu ubiegłego roku, że najmniej palących na świecie jest właśnie w Turkmenistanie – tylko 8 proc. społeczeństwa.

Prezydent Berdymuchamedow poczuł się uszczęśliwiony, że w końcu na świecie ktoś dobrze ocenił jego po dyktatorsku rządzony kraj i zażądał od Służby Ochrony by wszyscy Turkmeni w ogóle rzucili palenie.

Osmanow znalazł się między młotem a kowadłem. Z jednej strony otrzymał rozkaz od prezydenta. Z drugiej jednak rynek papierosów (i alkoholu) w kraju jest opanowany przez firmy związane właśnie z Berdymuchamedowem lub jego krewnymi. Dominują na nim ponieważ są zwolnione od cła na granicy i wszelkich podatków wewnątrz kraju. Zakaz sprzedaży papierosów boleśnie uderzyłby w osobiste finanse prezydenta.

Zagrożony jednak wyrzuceniem ze stanowiska Osmanow miał rozkazać, by przerwano handel papierosami w stolicy kraju.

Opozycjoniści uważają, że tak czy inaczej szef Służby zostanie wyrzucony – teraz z powodu zmniejszenia dochodów dyktatora.

Zobacz także:

Eurowizja bez Polski?