- W przypadku przestrzegania praworządności nie możemy iść na kompromis. Albo się jej przestrzega, albo nie. A jeśli nie - Europa nie może milczeć - tak wiceszef KE Jyrki Katainen skomentował sytuację w Polsce.

Były fiński premier ma nadzieję, że kanclerz Angela Merkel, która dziś będzie przebywać z wizytą w Warszawie, wpłynie na stanowisko polskiego rządu w tej kwestii, czyli namówi "do przestrzegania podstawowych wartości, na jakich ufundowana została cała Unia Europejska i Europa".

Katainen przypomniał, że w przypadku, gdy państwo członkowskie łamie zasady praworządności, traktaty unijne dają możliwość zamrożenia głosu takiego kraju w radzie Unii Europejskiej.

Procedura kontroli praworządności została wobec Polski wszczęta ponad rok temu - w styczniu 2016 w związku z problemem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Komisja Europejska latem opublikowała krytyczny wobec Polski raport, w którym zawarła zalecenia naprawcze, w tym publikację spornych wyroków TK.

Polska jednak zalecenia odrzuciła twierdząc, że zarzuty są bezzasadne. Komisja Europejska zrezygnowała z podjęcia kolejnych roków, ale  dała Warszawie dwa miesiące na "przemyślenia" i rozwiązanie problemu "w drodze dialogu". Rząd Beaty Szydło ma na to czas do końca lutego.

W razie braku postępów KE ma prawo wszcząć kolejny etap postępowania  - ogłosić zagrożenie dla praworządności w Polsce i postępować wg art. 7 traktatu unijnego - zamrozić prawo głosu i wprowadzić sankcje.

Więcej - TVN24