To część polityki imigracyjnej administracji Donalda Trumpa, zwanej zero tolerancji. Praktyki te wywołują kontrowersje. W czwartek przez amerykańskie metropolie przetoczyły się uliczne protesty, których uczestnicy porównywali poczynania obecnej administracji do okrucieństw z czasów drugiej wojny światowej, niewolnictwa oraz podbijania terenów należących do Indian. „Odbieranie dzieci rodzicom to zdecydowanie wykraczanie poza wszelkie granice" – mówiła uczestniczka protestu w Los Angeles.

Przeciwko rozdzielaniu rodzin na granicy wystąpili też przedstawiciele grup religijnych, którzy wcześniej pomogli Trumpowi zyskać poparcie swoich konserwatywnych wyznawców. „To haniebne i okrutne, że rodziny są w taki sposób rozdzielane" – powiedział w wywiadzie dla Christian Broadcasting Network wielebny Franklin Graham, zwolennik Trumpa i syn zmarłego niedawno, słynnego kaznodziei Billy'ego Grahama.

W sobotę prezydent Trump stwierdził, że to demokraci są winni, bo to oni są autorami prawa nakazującego zabieranie dzieci imigrantom nielegalnie przekraczającym granicę. „Mnie też się nie podoba to, że dzieci są zabierane od rodziców" – powiedział Trump reporterom w piątek. „Demokraci muszą zmienić to prawo, bo to oni je ustanowili" – dodał.

Jak zwraca uwagę „New York Times", nie ma prawa, które nakazuje, aby zabierać dzieci rodzicom na granicy. Jest ustawa przeciwko „nielegalnemu przekraczaniu granicy" oraz dekret zwany postanowieniem Flores, który wyznacza, że dzieci zatrzymanych imigrantów nie mogą przebywać w ośrodkach zatrzymań dłużej niż 20 dni. Decyzją sądu federalnego z 2016 r. dekret ten ma tyczyć się całych rodzin. „Żaden z tych przepisów nie oznacza, że dzieci mają być odbierane rodzicom" – podkreśla dziennik. Tłumaczy też, że procedury to wynik decyzji obecnej administracji, by postępować z nieudokumentowanymi imigrantami jak z przestępcami. Dzieci są odbierane rodzicom, gdy oni – uznani za przestępców – trafiają do ośrodków penitencjarnych.

„Demokraci mogą zmienić prawo prowadzące do rozdzielania rodzin na granicy, jeżeli będą współpracować z republikanami nad nową ustawą" – stwierdził Trump w sobotę na Twitterze.

Republikanie przygotowali dwa projekty ustaw imigracyjnych, które będą rozpatrywane w Izbie Reprezentantów w tym tygodniu. Jeden to mocno antyimigracyjny projekt napisany przez konserwatywne skrzydło partii; drugi może się spodobać konserwatystom i republikanom o umiarkowanych poglądach. Pierwszy najprawdopodobniej nie ma szans na zatwierdzenie, bo jest zbyt radykalny. Drugi – zdaniem przewodniczącego Izby Paula Ryana – „to bardzo dobry kompromis".

Border Security and Immigration Reform Act of 2018, bo tak nazywa się ten umiarkowany projekt, przewiduje dosyć poważne zmiany systemu imigracyjnego. Przede wszystkim zabrania separowania dzieci od rodziców i nakazuje przetrzymywania całych rodzin pod kuratelą Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego oraz oferuje ścieżkę do legalizacji pobytu dla kwalifikujących się młodych nieudokumentowanych imigrantów, tzw. dreamers („marzycieli"). To, co spodoba się ustawodawcom konserwatywnym, to pomysł przeznaczenia miliardów dolarów na budowę muru na wschodniej części południowej granicy USA, ograniczenia legalnej imigracji (poprzez wyeliminowanie loterii wizowej oraz ograniczenie sponsorowania przez rodzinę) oraz ostrzejsze zasady przyjmowania azylantów.

Demokraci oraz umiarkowani republikanie będą mieli trudny orzech do zgryzienia podczas dyskusji nad tym projektem ustawy: w zamian za ochronę dla młodych nieudokumentowanych imigrantów będą musieli zaakceptować ostre ograniczenia w systemie imigracyjnym. ©?