Co drugi Niemiec czy Francuz obawia się ataków islamskich terrorystów. Już przed tragedią w Paryżu mnożyły się ataki na meczety w wielu krajach Europy, także w Szwecji. Marsze i wiece przeciwko islamizacji naszego kontynentu robią karierę, o czym świadczy niedawna  demonstracja w Pradze, gdzie nie od dzisiaj działa organizacja Świt Demokracji Bezpośredniej. Zebrała nawet 100 tys. podpisów pod listem do prezydenta, aby przeciwstawił się islamizacji kraju, w którym muzułmanie stanowią 0,2 proc. społeczeństwa.

Synonim zagrożenia

– Islamofobia jest zjawiskiem, które obserwujemy nie tylko w Niemczech – mówi „Rz" prof. Werner Schiffauer, wieloletni badacz islamu w tym kraju. Co więcej, nie waha się twierdzić, że dzisiejsza islamofobia w Niemczech przypomina etap rozwoju antysemityzmu w latach 20. ubiegłego wieku. Koronnym dowodem są dla niego rezultaty ostatnich badań opinii publicznej Bertelsmanna, jeszcze z czasów gdy raczkowała Pegida, czyli niemiecki ruch Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu.

Wynika z nich, że dla 57 proc. Niemców islam jest synonimem zagrożenia. Co ciekawe, tak myśli ponad trzy czwarte mieszkańców Saksonii, landu, gdzie narodził się ruch Pegida i gdzie muzułmanów można policzyć na palcach. W Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie mieszka jedna trzecia niemieckich muzułmanów, zagrożenie w islamie dostrzega jedynie 46 proc. mieszkańców.

Samobójstwo na życzenie

Pegida jest wprawdzie książkowym przykładem ksenofobii, ale podobne zjawiska nie są nieznane w Holandii, we Francji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka większość spośród 19 mln muzułmanów państw UE. Jak wynika z badań Ipsos sprzed dwu lat, trzy czwarte Francuzów było zdania, że islam jest religią nietolerancyjną, a jej wyznawcy są z natury prozelitami pragnącymi narzucić swą wiarę innym społeczeństwom.

Tłumaczy im to zresztą na swój sposób znany dziennikarz Eric Zemmour, którego książka – „Le Suicide francais" – doskonale się sprzedaje (400 tys. egzemplarzy). Autor jest zdania, że imigracja, feminizm i rewolta studencka z 1968 roku wyznaczyły nieodwracalny kierunek upadku Francji. Muzułmanie są „wielką tragedią" Francji, ich obecność w kraju prowadzi do wojny domowej, bo nie da się ich skłonić do tego, aby polubili ser.

Takie tezy głosił w Niemczech kilka lat temu Thilo Sarrazin w książce o ponad- milionowym nakładzie „Deutschland Schafft sich ab" („Samolikwidacja Niemiec"). W obu przypadkach konkluzja była jednoznaczna: islam zagraża Europie, gdyż miliony jego wyznawców żyjących na naszym kontynencie nigdy nie będą w stanie zaakceptować naszych wartości. Będą się zajmowali po prostu produkcją niezliczonych ilości małych dziewczynek w islamskich chustach i dojeniem systemów socjalnych państwa opiekuńczego – jak udowadnia Sarrazin.

Został za to, jak i za antysemickie wycieczki, publicznie wychłostany przez elity polityczne i intelektualne, którym poczucie politycznej poprawności każe pamiętać o niechlubnej niemieckiej historii. Angela Merkel powtarza dzisiaj przy każdej okazji, że islam należy do Niemiec.

– Mimo przejawów islamofobii sytuacja muzułmanów w Niemczech jest lepsza niż w wojowniczo laickiej Francji – mówi nam Ali Kizilkaya, szef niemieckiej Centralnej Rady Muzułmańskiej.

– Nikt nie może zaprzeczyć, że we Francji istnieje islamofobia – mówi „Rz" Georges Mink, francuski politolog. Przytacza przykłady z miast rządzonych przez merów Frontu Narodowego Marine Le Pen. Są tam wprowadzane godziny policyjne dla młodzieży z regionów zamieszkałych przez muzułmanów czy też zakaz suszenia bielizny na balkonach.

Wieprzowina i wino

Funkcjonuje też specyficzny ruch o nazwie Bloc Identitaire (Blok Tożsamościowy), który organizuje mniej lub bardziej regularnie spotkania w miejscach publicznych o nazwie saucisson pinard, czyli kiełbaski i wino.

Kiełbaski oczywiście wieprzowe, a spotkania odbywają się w takich miejscach, jak zamieszkała przez muzułmanów paryska dzielnica La Goutte-d'Or, jak i w innych miastach. Dwa lata temu członkowie Bloc Identitaire okupowali meczet w Poitiers dla przypomnienia, że w 732 roku Karol Młot pokonał tam muzułmańskich najeźdźców.

Ostatni raport Europejskiego Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii (EUMC) nie pozostawia wątpliwości, że muzułmanie padają ofiarą aktów islamofobicznych, nierzadko o charakterze napaści fizycznej, jednak dane o tych incydentach „gromadzone są w ograniczonym zakresie".

– Muzułmanie są pierwszymi ofiarami fanatyzmu, fundamentalizmu i nietolerancji – powiedział w sobotę prezydent Francois Hollande, występując w Instytucie Świata Arabskiego w Paryżu. Zwrócił uwagę, że tym się właśnie żywi radykalny islam – wszelkimi społecznymi sprzecznościami, niedolami, nierównościami i wszystkimi nierozwiązanymi konfliktami, jak np. palestyńsko-izraelski.

Wszystko to nie usprawiedliwia islamskiego terroryzmu w imię fałszywie pojętych zasad islamu.  Nikt nie ma wątpliwości, że z takim zjawiskiem trzeba walczyć wszelkimi dostępnymi środkami.

– Islamski terroryzm nie jest jedynym tego rodzaju zjawiskiem w Europie – przypomina prof. Schiffauer, mając na myśli lewackie ugrupowania terrorystyczne, jak niemiecka Frakcja Czerwonej Armii czy włoskie Czerwone Brygady.

Muzułmańskie protesty

Protestujący w Nigrze  przeciwko karykaturom Mahometa w „Charlie Hebdo"palili w sobotę kościoły i plądrowali siedziby francuskich firm. Tak było  w Niamey, stolicy oraz w drugim co do wielkości mieście kraju, Zinder. W starciach z policją zginęło co najmniej pięć osób. Po ukazaniu się ostatniego wydania „Charlie Hebdo" manifestacje odbyły się w wielu krajach Bliskiego Wschodu, Afryce i Azji. Organizacja Współpracy Islamskiej, monitorująca przejawy wrogości wobec islamu na świecie, uznała wczoraj, że zamieszczenie karykatur we francuskim magazynie jest wyrazem nienawiści i islamofobii. Wezwała jednak muzułmanów do spokoju.