Fala gorąca opanowuje właściwie całą Europę. Synoptycy tłumaczą, że specyficznie położony wyż blokuje ruch atlantyckich niżów i robi miejsce gorącemu powietrzu znad Sahary. W sobotę w południowo-zachodniej Polsce może być 39 stopni Celsjusza. W niedzielę – według map IMGW – nawet 40 stopni. A 38 to wartość dominująca w niemal całym kraju.
Lekarze ostrzegają ludzi przed wyczerpaniem i udarem cieplnym. W skrajnych przypadkach prowadzą one do wymiotów, utraty przytomności i śpiączki.
Nadchodzą upały. Jak ochronić psa przed udarem cieplnym
Takich zaleceń dla ludzi jest dużo i są często przypominane. Barbara Mućka, znana psia behawiorystka, założycielka Szkoły Psów Canaan, zwraca uwagę, że to, co groźne dla ludzi, jest tak samo niebezpieczne dla zwierząt. „Dla psów w miastach ten weekend to będzie regularna walka o przetrwanie, a jeden błąd opiekuna skończy się tragedią” – pisze w poście na Facebooku zatytułowanym „Niedzielna mikrofala”. I wskazuje na zjawiska, z których możemy nie do końca zdawać sobie sprawę: asfalt w pełnym słońcu nagrzeje się do ponad 60 stopni, płyty chodnikowe będą odbijać żar, więc na wysokości psich dróg oddechowych, 15 do 40 centymetrów nad ziemią, powietrze będzie miało około 50 stopni.
– Psy się właściwie nie pocą, jedyna część ich ciała, która ma gruczoły potowe, to poduszki łap, więc to niewielka powierzchnia – mówi Barbara Mućka. – Dodatkowo te poduszki będą miały kontakt z bardzo nagrzanym podłożem. Proponuję eksperyment: dotknijcie powierzchni takiego chodnika czy asfaltu grzbietem dłoni, żeby się przekonać, co czuje pies.
Behawiorystka dodaje, że w wysokiej temperaturze bardzo nieefektywne staje się ziajanie – czyli wystawianie przez psa języka, by w ten sposób oddać ciepło. – Dlatego pod żadnym pozorem nie ulegajmy w upał pokusie, żeby „uszczęśliwić” go i bawić się w aportowanie, bieganie czy w ogóle długie spacery. To przepis na nieszczęście. Jeśli temperatura jego ciała wzrośnie z normalnych 38 stopni do 42 stopni, a pies nie będzie w stanie się schłodzić, może dojść do ścinania białek, uszkodzenia tkanek, obrzęku mózgu – tłumaczy Mućka. – Byłam świadkiem takiej sytuacji przy „normalnej” letniej pogodzie, gdy przeforsowany pies dostał drgawek. Próbowałam pomagać jego opiekunowi. Owinęliśmy psa mokrymi zimnymi ręcznikami, właściciel pojechał do weterynarza. Ale było już za późno, pies nie przeżył. Dlatego pozwalam sobie zwykle zwracać uwagę, gdy widzę psy biegnące w ciepłe dni przy rowerze – zdyszane, plujące pianą. To już bardzo niepokojące objawy.
Zdaniem behawiorystki największa przysługa, jaką może zrobić swojemu miejskiemu psu opiekun w tę niedzielę, to właściwie nie wypuszczać go z domu. Poranny spacer powinien się skończyć przed godziną 10, wieczorny zacząć dopiero po godzinie 19. I oba mają trwać krótko: – Dosłownie jedno siku, kupa i powrót do domu. Jeżeli pies nie ma oporów, by załatwić się w domu, to ja bym wolała posprzątać podłogę, niż wyciągać go na dwór. Ale wiem, że niektóre psy mają tak utrwalony obowiązek czystości, że tego nie zrobią. Wtedy realizujemy plan minimum.
„Walka o przetrwanie” dla miejskich psów. Behawiorystka radzi, jak chronić zwierzę
Pułapką w niedzielę mogą być nawet spacery po lesie: – Niby jest chłodniej, ale drzewa transpirują i powstaje bardzo duża wilgotność. Kopuła drzew trzyma to wilgotne powietrze i daje niesamowitą duchotę. Przy tak dużej wilgotności nie ma parowania z dróg oddechowych. Efekt: pies, który po lesie zwykle biega, myszkuje i jest pobudzony, bardzo szybko dostaje cieplnego udaru, a opiekun jest „zdziwiony”, bo przecież chodzili w cieniu.
Barbara Mućka zwraca uwagę, że pod jej postem rozgorzała dyskusja, jak w takim razie radzą sobie psy mieszkające w regionach świata, gdzie temperatury w okolicach 40 stopni są normą. – Po pierwsze są od pokoleń i od pierwszych dni życia przyzwyczajone do takich warunków. Po drugie zwykle mają inną budowę: długie łapy, szczupłą sylwetkę. Po trzecie spędzają czas w charakterystyczny sposób: całe dnie leżą w cieniu, nawet jeśli to cień pod samochodem. Nikt ich nie zabiera na spacery. To, co wydarzy się w Polsce w niedzielę, to dla naszych psów całkowite zaskoczenie, wcześniej tego nie doświadczyły. Musimy jako opiekunowie zawczasu o tym pomyśleć.
Lekarka Iwona Kryszewska, specjalistka chirurgii z VetCare Przychodni Weterynaryjnej Pogórze, dodaje: – Gdy wystąpią niepokojące objawy, to znaczy ziajanie, które nie chce ustąpić, język i błony śluzowe zrobią się czerwone, a potem nawet fioletowe z powodu braku tlenu, trzeba działać. Przenieść psa w chłodne miejsce i obniżać jego temperaturę, ale nie gwałtownie – można zrobić zimny okład na brzuchu, gdzie jest najmniej włosów, albo na głowie. Oczywiście rekomenduję wizytę u lekarza, który wybierze odpowiednie leczenie, ale już nawet droga w klimatyzowanym samochodzie może pomóc.
Kryszewska radzi, by w niedzielę próbować wymieszać psią karmę z wodą. Na swoje zwierzęta powinni uważać szczególnie opiekunowie ras brachycefalicznych, czyli m.in. mopsów, buldogów, pekińczyków. Ich wspólnymi cechami są skrócona czaszka, zwężone nozdrza i tchawica, więc upały będą dla nich bardziej dotkliwe.
Czytaj więcej
Europa przygotowuje się na jeden z najgorętszych dni tego lata. Według analizy AFP temperatury przekraczające 35 stopni Celsjusza odczuje około 150...
A co z kotami? Jeśli to koty wychodzące samodzielnie, poradzą sobie, gdy będą mogły w każdej chwili wrócić do domu, gdzie znajdą wodę. – Ale gdy właściciel wypuszcza kota i zamierza wyjść na kilka godzin, odradzam. Lepiej trzymać go także w pomieszczeniu, tak jak psa.