Nietypowe zgłoszenie o zwierzaku pod zakładem mleczarskim dziś rano dostała policja w Mrągowie. Patrol pojechał na miejsce i pilnował bobra, by dalej nie uciekł.

– Potem wezwali nas na pomoc – opowiada Jerzy Grądzki, komendant straży miejskiej w Mrągowie.

W jego formacji nie ma ekspertów od zwierząt. Do bobra pojechał zwykły patrol. – Zabrał ze sobą drągi, grabie by jakoś gryzonia złapać – mówi komendant Grądzki. Funkcjonariusze pewnie długo by się męczyli, by schwytać bobra.

Do akcji zaangażował się jeden z pracowników mleczarni, który schwytał zwierzę za ogon i odniósł do radiowozu. – Mężczyzna miał już wcześniej kontakty z takimi gryzoniami – mówi komendant.

Bobra strażnicy wywieźli do lasu, gdzie wypuścili. Jeszcze po drodze zwierzak próbował wydostać się z radiowozu. – Próbował nawet przegryźć uszczelki przy oknach, na szczęście do lasu było blisko więc większych szkód nam nie zrobił – opowiada strażnik.

Przyznaje, że bobra łapali po raz pierwszy, ale mieli interwencje związane z działalnością tych gryzoni jak usuwanie pościnanych przez nie drzew wokół jeziora Czos.

– Zdarza się, że jesteśmy wzywani do innych dzikich zwierząt, które podchodzą zbyt blisko do ludzkich siedzib jak lisy, sarny, czy szopy. Ale bóbr był po raz pierwszy – mówi komendant Grądzki.