Dwa tygodnie temu właścicielka kota, Andrea Barragán, po czterech latach pobytu w Manchesterze wracała do rodzinnej Katalonii.
Swojego ulubieńca, kota Itchy'ego, musiała zgodnie z przepisami przewieźć w luku bagażowym samolotu, zamkniętego w specjalnej klatce.
Na lotnisku w Barcelonie samolot wylądował około południa. Dopiero po kilku godzinach oczekiwania na nietypowy bagaż Andrea Barragán została poinformowana o tym, że podczas rozładunku klatka z kotem otworzyła się, a zwierzę wydostało się na wolność.
Kobiecie odmówiono prawa do poszukiwania kota na terenie lotniska, uzasadniając to względami bezpieczeństwa. I linie lotnicze obsługujące samolot, i władze lotniska nie wzięły na siebie odpowiedzialności za zdarzenie.
Andrea Barragán, żaląc się, że więcej uwagi poświęca się poszukiwaniu zaginionej walizki niż żywego zwierzęcia, zwróciła się o pomoc na portalach społecznościowych. Zareagowały na nią organizacje broniące praw zwierząt, które w krótkim czasie zebrały ponad 13 tysięcy podpisów od ludzi domagających się umożliwienia poszukiwania kota.
W efekcie grupa wolontariuszy otrzymała zgodę na poszukiwania Itchy'ego. Ochotnicy mają prawo przebywać na terenie lotniska od 9 wieczorem do 3 rano. Odmówiono im jednak zezwolenia na ustawienie specjalnej klatki-pułapki.
Ochotnicy będą szukać kota na lotnisku i w jego pobliżu, gdzie żyje kolonia około 15 dzikich kotów.
Wiadomo, że zwierzę w okolicy jest na pewno, gdyż widzieli je pracownicy lotniska, a rozpoznali po zielonej obroży. Kot nie pozwolił jednak do siebie podejść.