„Kluczową staje się obecnie kwestia zapewnienia bezpieczeństwa publicznego wobec nieograniczonego prawa do danych dotyczących infrastruktury krytycznej nawet anonimowych osób, które wnioskują o dostęp do informacji publicznej. Coraz częściej miasta członkowskie naszego Związku zgłaszają wątpliwości, czy szczegółowe dane dotyczące np. ujęć wody, źródeł i magazynów energii, infrastruktury podmiotów leczniczych czy wyposażenia magazynów na potrzeby ochrony ludności, powinny być powszechnie dostępne” – apelują samorządowcy w liście do premiera Donalda Tuska.

Inicjatywa jest rezultatem porozumienia organizacji samorządowych, w tym Związku Miast Polskich, którego wiceprezes Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca, podpisał się pod listem do premiera. W ich ocenie praktyka stosowania ustawy o dostępie do informacji publicznej ujawnia wiele problemów, które utrudniają jednostkom samorządu terytorialnego „sprawną realizację nałożonych zadań oraz efektywną organizację pracy urzędów”.

Czytaj więcej

Katarzyna Batko-Tołuć: Co mają lampy w gminie do bezpieczeństwa państwa

Samorządy chcą chronić dane o wodzie i energii

Organizacje samorządowe powołują się na art. 61 ust. 3 Konstytucji, dopuszczający ograniczenia prawa do dostępu do informacji publicznej m.in. ze względu na bezpieczeństwo. „Nie wnioskujemy o ograniczenie jawności życia publicznego, ale dostosowanie zasad jej realizacji do warunków państwa funkcjonującego w środowisku permanentnych zagrożeń hybrydowych, cybernetycznych i dezinformacyjnych” – głosi list.

„Transparentne państwo nie powinno być państwem bezbronnym informacyjnie” – dodają samorządowcy i zwracają uwagę na rosyjską agresję wobec Ukrainy, sabotaż, cyberataki i wykorzystywanie otwartych źródeł informacji do celów rozpoznawczych.

14 dni

to, co do zasady, maksymalny termin udostępnienia informacji publicznej na wniosek

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” ekspert ds. legislacyjnych Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich tłumaczy, że urzędy potrzebują jednoznacznego określenia, które informacje powinny być chronione ze względów bezpieczeństwa. Według niego obecnie mają one trudności z ustaleniem granicy między informacją podlegającą udostępnieniu a taką, której ujawnienie może stwarzać zagrożenie, a w razie wątpliwości urzędy muszą rozstrzygać na korzyść wnioskodawcy.

– Chcielibyśmy, aby w tej kwestii była jednoznaczność. Chcę przy tym szczególnie podkreślić, że nie jesteśmy przeciwko jawności. Tyle tylko, że niektóre dane wrażliwe nie powinny być dostępne dla wszystkich ze względu na bezpieczeństwo tych wszystkich – mówi Wójcik.

– Prawo materialne musi zdefiniować, co powinniśmy chronić z powodu zagrożenia zewnętrznego – dodaje.

Czytaj więcej:

Administracja Obywatel ma prawo dowiedzieć się, co potrafią decyzyjni urzędnicy

Pro

Zmiany mogą utrudnić kontrolę nad władzą

Eksperci, z którymi rozmawiała „Rz”, zaznaczają, że dodanie nowych podstaw odmowy dostępu do informacji publicznej utrudni jej uzyskiwanie mieszkańcom czy dziennikarzom chcącym kontrolować władze.

W opinii prawnika i eksperta Fundacji Batorego Krzysztofa Izdebskiego argumentu bezpieczeństwa ze strony samorządowców nie można lekceważyć, zwłaszcza w obecnej sytuacji geopolitycznej. To jednak nie uzasadnia – jak podkreśla – zmiany ustawy o dostępie do informacji publicznej, bo informacje, których udostępnianie miałoby zostać ograniczone, nadal mogą być dostępne z innych źródeł.

– W ustawie o dostępie do informacji publicznej bym nie grzebał. Zastanowiłbym się natomiast, czy nie trzeba przeformułować przepisów o informacjach niejawnych. Być może informacje dotyczące ujęć wody mogłyby zostać objęte takim ograniczeniem dostępu. Mielibyśmy wówczas jasne zasady, a samorządy wiedziałyby dokładnie, których informacji ujawnienie może negatywnie wpływać na bezpieczeństwo – zaznacza.

85 wniosków

tyle rocznie wyniosła mediana liczby wniosków o informację publiczną w urzędach objętych monitoringiem Watchdog Polska za 2025 r.

Ekspert Fundacji Batorego zwraca też uwagę, że badania Watchdog Polska nie potwierdzają przedstawianej przez samorządy skali napływu wniosków. Nie przekonuje go też nadużywanie AI, dlatego że urzędy, odpowiadając na wnioski, mogą również korzystać z narzędzi informatycznych.

– Im więcej informacji udostępnianych jest z własnej inicjatywy, tym mniej pracy mają urzędnicy. Trzeba się zastanowić, co zrobić, żeby ludzie nie musieli pytać, tylko mogli wchodzić na stronę i znajdować odpowiedzi w przejrzysty sposób. Mamy rozwój technologiczny, możemy publikować więcej w BIP czy np. w rejestrach umów. Obszerne wnioski zawsze będą wpływać, ale już obecne przepisy dają możliwości, żeby sobie z nimi radzić – ocenia Izdebski.

Czytaj więcej

Helsińska Fundacja Praw Człowieka ostrzega: AI może być pretekstem, do odebrania nam praw

AI i 800 wniosków o dostęp do informacji w jednym piśmie

Kolejnym problemem, według samorządowców, jest destabilizowanie pracy administracji przez uporczywe składanie wniosków, często przygotowywanych z pomocą AI. Wójcik przywołuje przypadek pisma liczącego 54 strony i zawierającego 800 pytań. Jak twierdzi, taki materiał jest następnie rozpowszechniany przez kilka osób, a poszczególne wersje mogą różnić się tylko jednym pytaniem.

– Dostajemy 300 pytań od osoby A. Od osoby B również 300, ale jedno jest zmienione. To już wymaga osobnej odpowiedzi i osobnego podejścia. Zamiast wykonywać konkretne usługi, zajmujemy się odpowiedziami. To jest uporczywe, złośliwe obciążanie administracji i to należy zmienić – ocenia.

W związku z tym w liście do szefa rządu samorządowcy postulują możliwość odmowy dostępu do informacji publicznej, gdy z treści wniosku lub okoliczności sprawy nie wynika, że uzyskanie informacji jest szczególnie istotne dla interesu publicznego, albo gdy wniosek stanowi nadużycie prawa do informacji publicznej. Za takie nadużycie uznają m.in. złośliwe lub uporczywe żądania, nieproporcjonalne obciążanie lub zakłócanie pracy urzędu oraz wnioski służące celom gospodarczym lub indywidualnym, w tym postępowaniom administracyjnym, karnym i cywilnym.

800 pytań

tyle zawierało jedno pismo liczące 54 strony

Do kwestii użycia sztucznej inteligencji przy pisaniu wniosków do urzędów nawiązała w niedawnym felietonie dla „Rz” Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która ostrzega, że AI może być pretekstem do odbierania nam praw.

„Jeżeli ktoś automatycznie wysyła tysiące identycznych, bezsensownych pism wyłącznie po to, aby sparaliżować urząd, państwo powinno umieć reagować na takie zachowanie (...). Ale czym innym jest zwalczanie konkretnego nadużycia, a czym innym osłabianie prawa przysługującego wszystkim. Prawo dostępu do informacji publicznej nie istnieje dlatego, że jego wykonywanie jest wygodne dla administracji” – napisali eksperci Dominika Bychawska-Siniarska i Maciej Nowicki. Ich zdaniem, jeżeli sprawność systemu wynikała głównie z tego, że korzystanie z praw było kosztowne, skomplikowane lub czasochłonne, AI może ujawniać wcześniejszą słabość państwa.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
prof. Grzegorz Sibiga, Instytut Nauk Prawnych PAN

Obecne przepisy o dostępie do informacji publicznej mają niedostatki zarówno w obszarze ochrony informacji, jak i w jej dostępności. Tymczasem od uchwalenia ustawy w 2001 r. wciąż nie dokonano jej kompleksowej nowelizacji. Zgadzam się, że trzeba rozmawiać o potrzebie uzasadnionej poufności informacji, ale propozycje rządu i samorządowców idą tylko w jednym kierunku: ograniczania dostępu. Tymczasem tutaj konieczne jest zachowanie równowagi, bo chodzi o kluczowe prawo obywatelskie zapewniające kontrolę władz.
Szczególnie groźny jest podnoszony argument o ograniczaniu dostępności dotychczas jawnych informacji prostych (np. adresów miejskich spółek wodociągowych), które choć pojedynczo nie zagrażają bezpieczeństwu, to po zebraniu ich w większej skali mają podobno pomóc przeciwnikowi zewnętrznemu. Jednak w tej logice prawie każdą informację można utajnić przed społeczeństwem. Jeśli rzeczywiście takie ujawnienie może zagrażać naszemu państwu, to już obecnie można nałożyć klauzulę informacji niejawnych i to zapewnia rygorystyczny reżim poufności.
Poza tym grozi nam podwójny standard. Bo skoro dana informacja nie będzie objęta klauzulą informacji niejawnych, to urzędnicy nadal będą mogli ją wymieniać nieformalnie, a kiedy już zapyta o nią we wniosku obywatel, to w odpowiedzi otrzyma odmowę, bo „Putin patrzy”. Powstanie w ten sposób grupa uprzywilejowanych, którzy mają dostęp do tych danych.
Jeżeli rozmawiamy o ograniczeniach, trzeba też w zamian rozmawiać o poprawie dostępności informacji, w tym o bardziej efektywnej kontroli odmów. Moim zdaniem należy wrócić do pomysłu powołania niezależnego ombudsmana, który m.in. miękkimi narzędziami prawnymi będzie kształtował standardy prawa do informacji. Inaczej na podstawie nowych przepisów dojdzie tylko do poszerzenia zakresu niejawności.

Obywatel czy bot? Spór o anonimowe wnioski

Jeszcze innym problemem jest możliwość anonimowego składania wniosków, które mimo tego – jak twierdzą samorządowcy – muszą być rozpatrywane.

– Czy mamy odpowiadać botom, czy nie? Teraz mamy odpowiadać, bo nie wiemy, co to jest. Tymczasem w przypadku petycji albo skargi znam wnoszącego, mogę poprosić o uzupełnienie materiałów, wyjaśnienie, co autor miał na myśli, albo o niezbędny dokument. Tutaj jest anonim i jakiś adres do wysłania odpowiedzi – mówi nam Wójcik. Dodaje też, że samorządy mają za sobą liczne postępowania sądowe dotyczące udostępniania informacji, a sądy najczęściej nakazują im ich udzielenie. W jego ocenie w części spraw kontrola sądowa koncentruje się na procedurze, sposobie sformułowania wniosku i przygotowania odpowiedzi, bez rozstrzygania kwestii merytorycznych, na które wskazują urzędy.

Niezależnie od tego ekspert ZMP zwraca uwagę na wykorzystywanie dostępu do informacji publicznej w interesie prywatnym lub komercyjnym. Jako przykłady podaje pytania związane ze sporem prowadzonym z samorządem oraz żądania opracowania materiałów przydatnych w działalności gospodarczej. Według niego w takich przypadkach wnioskodawcy kierują się własną korzyścią, a nie interesem publicznym.

Czytaj więcej

Marek Chochowski: jawność informacji publicznej wymaga lepszej praktyki

RCL pracuje nad nowelizacją

O zmianach w dostępie do informacji publicznej dyskutowała pod koniec września Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. Z komunikatu ZMP po posiedzeniu komisji wynika, że rząd dostrzega problem, a Rządowe Centrum Legislacji opracowuje już nowelizację ustawy o dostępie do informacji publicznej.

– Ograniczenie dostępu do informacji publicznej choćby ze względu na ochronę porządku publicznego czy bezpieczeństwa jest dostrzegane przez ministra obrony, ministra spraw wewnętrznych i administracji czy spraw zagranicznych (...), ale musimy pamiętać o tym, że ustawodawca nie ma pełnej swobody w zakresie ograniczenia dostępu – powiedział cytowany w komunikacie wiceprezes RCL Piotr Ołdak, który zapowiedział też, że w najbliższym czasie będzie skierowany wniosek o wpis projektu do Zespołu ds. Programowania Prac Rządu.