A cała sytuacja wyglądać miała tak: były policjant udzielał lichwiarskich pożyczek, a jego żona, sędzia, negocjowała warunki spłaty. Mężczyzna, który był zmuszony do zaciągnięcia pożyczki, twierdzi, że padł ofiarą oszustwa i szantażu. Jak było naprawdę?
Na początku kwietnia 2016 r. pewien mężczyzna pożyczył 40 tys. złotych od byłego policjanta. Nie był to pierwszy raz.
Zgodnie z zapisami umowy pożyczka była klasycznym przykładem lichwy. Dowód? Zawarte na okres trzech tygodni zobowiązanie zakładało zwrot dodatkowych 5 tys. zł oraz odsetki w wysokości 200 zł za każdy dzień zwłoki.
Czytaj także: Sędzia za jazdę pod wpływem alkoholu stracił immunitet, pensję i został zawieszony
– Na jaw wyszła niezgodna z prawem działalność: kobieta zadzwoniła do Leszka S., proponując mu ugodę. W zamian miałoby dojść do „wycofania wszystkich spraw cywilnych i karnych". Zdaniem pożyczkobiorcy był to szantaż i wykorzystanie swojej pozycji zawodowej. Sędzia się broni.
Do rzecznika praw obywatelskich wpłynęła skarga sędzi Doroty L., sędzi Sądu Rejonowego w Żywcu, skierowana do ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego, dotycząca programu emitowanego przez nadawcę publicznego TVP Info. W swoim wniosku sędzia D.L. podnosi, że program z 1 lutego 2020 r. dotyczył sprawy sądowej przeciwko przedsiębiorcy, w której Dorota L. pełniła funkcję prokuratora. W materiale dziennikarze zarzucają sędziemu oraz prokuratorom brak niezależności, brak podstaw prawnych do działania, wskazywali również, że według nich skazany niesłusznie odbył karę. Jak podnosi sędzia L., po emisji programu groźby ze strony skazanego przedsiębiorcy nasiliły się, natomiast postępowania w sprawie zgłoszonych przez nią zawiadomień o popełnieniu przestępstw, gróźb karalnych i stalkingu zostały umorzone.
Sygnatura akt: I DO 36/20