We wtorek 29 października odbędzie się aukcja prac polskiej rzeźbiarki Magdaleny Abakanowicz. Instalację „Caminando" wyceniono na rekordową kwotę 10 milionów złotych. Tymczasem pan od lat pracuje nad książką o tej artystce. Dlaczego właściwie politolog zaczął pisać książkę o rzeźbiarce?
Jestem politologiem, ale również historykiem czasów współczesnych. Nie aspiruję więc do tego, żeby przedstawić Magdalenę Abakanowicz z perspektywy krytyka sztuki, ale właśnie z perspektywy historyka zafascynowanego jej życiorysem i czasami, w których żyła. Była przecież jedną z najważniejszych postaci XX wieku w Polsce i zapewne najbardziej rozpoznawalną polską artystką na świecie.
Nazywana była emisariuszką kultury polskiej, bo mimo, że tworzyła za żelazną kurtyną, to jej prace przebijały się na Zachód.
Ale jednocześnie była daleka od polityki, nie włączała się w nią. Była przy tym niezwykle sprytna w dobrym tego słowa znaczeniu. Potrafiła poprzez swoją sztukę prowadzić dialog z Zachodem niejako za plecami władz komunistycznych w PRL. Jej prace trafiały do zachodnich galerii, a ona stała się jedną z najpopularniejszych artystek lat 60., 70. oraz 80. I oczywiście później – w czasach niepodległości.
Mieszkała i tworzyła w Warszawie. Czy udało się panu poznać ją osobiście?
Tak, poznałem ją. Przez rozmowy ze wspólnymi znajomymi udało mi się też dotrzeć do szczegółów jej życiorysu. Wychowywała się na Mazowszu, w majątku zasłużonej dla Polski rodziny o prawicowych poglądach. A jednak zainteresowała się sztuką awangardową i poświęciła temu całe swoje życie. To połączenie było w niej niezwykłe. Odkrywam jej wczesny życiorys, o którym prawie nie mówiła, i to, co wniosła swoją twórczością do polskiej historii.
W 2020 roku londyńska galeria Tate Modern zorganizuje wystawę prac Abakanowicz. A kiedy możemy się spodziewać premiery pańskiej książki o artystce?
W dużym stopniu jest gotowa. Myślę, że zostanie wydana w połowie 2020 roku.