Naprawdę nazywał się Herbert Lawrence Block (1909 – 2001), ale wszyscy znają go pod pseudonimem, który wymyślił dlań jego ojciec, czyli jako Herblocka. Był jednym z najbardziej znanych rysowników w historii amerykańskiego komiksu satyrycznego. Nie reprezentował rządzących tylko rządzonych.
Trzykrotnie doceniono go Nagrodą Pulitzera. Przez 55 lat jego rysunki, ukazujące się codziennie w „Washington Post", komentowały nastroje społeczne, niejeden zepsuł śniadanie w Białym Domu. Wiedział, jak zgubny wpływ na politykę mają pieniądze. Chciał, by obywatele byli dobrze poinformowani.
Mówił, co myślał. Nie bał się nikogo i to zapewniło mu nie tylko sukces, ale i szacunek. Kierował się swoim sumieniem. Obnażał kłamstwa.
– Rysunki są zwykle ostrzem krytyki – mawiał Herblock. – Polityczny komiks nie przekazuje wiadomości – wyraża opinię redakcji i moją własną. Jest sposobem na wypunktowanie śmieszności i odsłonięcie prawdy. Przypomina służbom publicznym, że mają służyć publice.
Szczęśliwcy, z którymi pracował, opowiadają, jak zapraszał wybranych do swojego gabinetu, by pokazać kilka szkiców i zapytać o opinię na ich temat. – To wizjoner, jego rysunki były tak celne, że nieraz aż przedwczesne – pamięta jeden ze współpracowników.
Już na początku lat 30. ubiegłego wieku Herblock potrafił dostrzec zagrożenia faszyzmu, który komentował w swoich rysunkach. Jako pierwszy użył terminu „makkartyzm" na określenie polityki prowadzonej przez senacką komisję śledczą i jej sekretarza Josepha McCarthy'ego.
– Najgorszą formą zepsucia jest akceptacja zepsucia – mawiał Herblock. Cenzura była nie dla niego. Nie zależało mu na koneksjach – wolał prawdę. Dawał do myślenia, a sam myślał samodzielnie. Identyfikował się z pozbawionymi równych szans, ale nie był doktrynerem. Sprzeciwiał się niesprawiedliwości i wierzył w prawa obywatelskie. Interesowały go rysunki z przesłaniem, a nie – efekciarskie.
Nie bywał na przyjęciach, ani w modnych knajpach, nie spotykał się z „grubymi rybami". Siedział do późnych godzin w redakcyjnym gabinecie i czytał, a rano – odsypiał. Do pracy przyjeżdżał około południa i od razu interesował się obiadem. Uwielbiał kurczaka w estragonie. W gabinecie miał bałagan, wszędzie stały „słodkie" zabawki, gadżety – jak wspominają znajomi. I regularnie oglądał dwie kreskówki dla dzieci: Łosia – Superktosia i Misia Yogi.
O jego życiu prywatnym, wiadomo niewiele, opowiada o nim nieco w filmie długoletnia partnerka Herblocka.
Premiera zasługującego na uwagę dokumentu „Herblock: czarno na białym" zrealizowanego przez Michaela Stevensa we środę 10 lutego o godz. 22 w HBO 2.